Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Tusk uderza poniżej pasa

15.04.2014

W jakim celu premier odczytał wulgarne esemesy do swojej córki?!

Do bólu przewidywalny scenariusz, rodem z najlepszych spektakli w wykonaniu putinowskiej władzy i podległych im dziennikarzy. Gorliwy dziennikarz pyta o ochronę córki premiera przez Biuro Ochrony Rządu, a Tusk – nawet nie kryjąc, że czekał na to pytanie – sięga po notatki i czyta esemesy, komentarzy czy maile, które trafiają do jego córki. 

Zatroskany szef rządu wyciągnął telefon komórkowy i zaczął czytać: „To pokłosie ostatnich pięciu dni – żona wybrała trzy najbardziej cenzuralne adresowane do mojej córki. >>Twoje bękarty zdechną, a Ty zostaniesz zabita, rozszarpana na strzępy. Jesteście parszywym pomiotem smoleńskiego mordercy<<, >>Przekaż ryżemu kundlowi, że zostanie zabity za mord smoleński. Ty bezrobotna dziwko będziesz zabita<<, >>Chciałbym spytać, czy już wiesz, gdzie będziesz próbowała się ukryć, bo chyba świadoma jesteś, że jak kundlowi zdejmiemy ochronę, to nie przeżyjesz!<< - czytał zirytowany premier.

Dodajmy - czyta bez żenady. Zamiast - jeśli już koniecznie chciał - wspomnieć o bliżej niesprecyzowanych, wulgarnych komentarzach, Tusk wyczytuje jeden po drugim. Obniża standardy - to raz. A przy tym trzeba jasno powiedzieć: to kampanijny cios poniżej pasa, obliczony na zysk współczucia w oczach opinii publicznej. Tusk zupełnie świadomie przeczytał wiadomości o treści, jaką dostaje niemal każda osoba publiczna. Wulgarne maile i komentarze, mniej lub bardziej ukryte groźby dostają wszyscy „znani”: od częściej pojawiających się w mediach dziennikarzy, przez polityków, na gwiazdach showbiznesu kończąc. Tutaj nie ma granicy: obiektem hejtu są i przedstawiciele rządu, i prezydenta, i opozycji. I prawicy, i lewicy. Co z tego wynika poza ewentualnym żalem nad dużymi pokładami nienawiści wśród obywateli? Nic. Dokładnie nic.

Premier zastosował ten sam manewr, który – bezskutecznie, acz permanentnie – powtarza „Gazeta Wyborcza” ze zwalczanymi przez siebie tytułami gazet i portali. Wyciąga ze stron internetowych najostrzejsze komentarze spod tekstów i oznajmia: oto portal Karnowskich! Oto prawdziwe oblicze czytelników Sakiewicza! I znów: co z tego wynika? Nic. Bo na portalu „Wyborczej” można przeczytać jeszcze lepsze kawałki.

Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla idiotów, którzy wysyłają podobne groźby: obojętnie czy trafiają one na biurko KPRM, prezesa PiS czy na skrzynkę mailową Tuskówny. Ale uciekając w krzyk, lament i załamywanie rąk, premier staje się groteskowy. Powtórzmy, bo tego nigdy za wiele – jedyną (i, miejmy nadzieję, ostatnią) ofiarą „wojny” polsko-polskiej był Marek Rosiak, zastrzelony przez byłego członka Platformy Ryszarda Cybę. Ale wtedy wyciszano emocje, nie pozwalano na odruchy. I poniekąd słusznie. Dlaczego więc w sprawie Katarzyny Tusk serwuje się nam łzawy teatr? Premier doskonale zna odpowiedź na to pytanie – liczy na rozhuśtanie emocji. A przy okazji, przywołując takie, a nie inne cytaty, ma nadzieję na skonstruowanie kolejnej kalki myślowej, w której wątpiący w oficjalną wersję przyczyn 10/04, zostaliby zepchnięci do getta grożących Tuskom śmiercią.

Jest jeszcze druga strona medalu. Premier wyczytując wulgarne komentarze, tak naprawdę przyznał się do bezradności polskich służb: policji, BOR, specsłużb. Skoro Tusk faktycznie uznaje komentarze wymierzone w jego rodzinę za realnie niebezpieczne, to obowiązkiem służb jest dotrzeć do autorów tych gróźb. Najwyraźniej przerasta to możliwości polskiego wymiaru sprawiedliwości, jeśli Tusk musi wychodzić z tym na konferencji prasowej.

Cios premiera poniżej pasa. Nie pierwszy i pewnie nie ostatni. Ale wyjątkowo nieprzyjemny.

Marcin Fijołek

[PAP/Jakub Kamiński]

Słowa kluczowe:

groźba

,

rząd

,

mord

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook