Jedynie prawda jest ciekawa

Tusk-spryciarz i frajer Merkozy

17.12.2011

Marek Belka powinien zacząć pruć sejfy, a rząd szykować się do twardych negocjacji. Musimy wymóc na Paryżu, Berlinie, Madrycie i innych stolicach, żebyśmy mogli dać do wspólnej ratunkowej kasy jak najwięcej.

Rozmowa z Janem Krzysztofem Bieleckim w RMF otworzyła mi oczy. Wreszcie coś do mnie trafiło i zrozumiałem, dlaczego koniecznie musimy wziąć udział w operacji europejskiej zrzutki.

My tę całą Europę po prostu kiwamy (terminologia piłkarska jest na miejscu, wszak wiewiórki szepczą, że JKB ma zostać prezesem PZPN z Listkiewiczem jako zastępcą), jak na treningu. Nie dość, że zasłużymy się w ratowaniu kontynentu, strefy euro, nieudolnych rządów paru państw i setek milionów obywateli zjednoczonej Europy, to jeszcze na tym sporo zarobimy.

Szef Rady Gospodarczej przy premierze mówi tak: „Oczywiście zarobimy oprocentowanie na tym od strony technicznej. Być może, jeżeli NBP uda się zrobić ciekawą strukturę, to jeszcze dodatkowo coś zarobimy, ale to jest kwestia prezesa Belki. Oprócz tego pokazujemy, że jesteśmy krajem, który umie nie tylko brać...” Choć tak naprawdę chodzi o to – parokrotnie w trakcie tej rozmowy daje do zrozumienia Bielecki – żeby właśnie wziąć. A prezes Belka dniami i nocami kombinuje teraz, jak tu zrobić jeszcze jeden zwód i wziąć od tej pożyczki nie tylko procenty, ale jeszcze coś extra. Wszystko będziemy zawdzięczać „ciekawej strukturze”. Co to oznacza? Według zasady obowiązującej u większości głosującej, nie wnikam – ufam.

Tym bardziej, że podstawowy przekaz jest dla mnie jasny. Jan Krzysztof Bielecki klaruje: „To nigdy stratą nie będzie, to jest pożyczka, która jest dobrze oprocentowana. Poza tym to jest pożyczka najbardziej wiarygodnej instytucji na świecie.” Skoro, jak mówi JKB, nie ma lepszego i bezpieczniejszego miejsca na świecie niż Międzynarodowy Fundusz Walutowy, może powinniśmy opróżnić cały skarbiec NBP, wydłubać każdy grosz z rezerw i pożyczyć wszystko MFW, zamiast marnych 6 miliardów euro?

Niech nie zarabiają na tej operacji Czesi (a, przepraszam, oni akurat nie palą się do udziału w składce) czy Węgrzy (ups…, znów zły przykład, dajmy spokój), ale my! Z naszymi magikami od „ciekawych struktur”. Dlaczego Donald Tusk z Janem Vincentem Rostowskim nie zaproponują Merkozy’emu możliwie największego udziału Polski w europejskiej składce?

Bo może jednak istnieje niebezpieczeństwo, że wcale na tym nie zarobimy? Nie, to jednak niemożliwe, żeby nasz premier i nasz minister stawiali tak ryzykowne dla polskiej gospodarki kroki tylko dla poklasku. Mogą takie czarne wizje snuć tylko chorzy z nienawiści z zawiścią patrzący na euro-sukcesy Donalda Tuska.

Nie mogę tylko zrozumieć, dlaczego – skoro tak łatwo na tej zrzutce zarobić – Francuzi z Niemcami nie zrobią jej sami. Czekam cierpliwie na odpowiedź i się nie denerwuję.

Marek Pyza

[fot. Leszek Szymański]

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook