Jedynie prawda jest ciekawa

Tomasz Teluk: "Albo Europa się przebudzi, albo przestanie istnieć"

05.06.2017

Zamachy w zachodniej Europie są już praktycznie codziennością. Dlaczego Europa nie jest w stanie poradzić sobie z terrorem? O tym rozmawiamy z doktorem Tomaszem Telukiem z Instytutu Globalizacji.

Arkady Saulski: Dawniej liczyliśmy miesiące pomiędzy atakami terrorystycznymi. Teraz już tylko dni. Co takiego spowodowało to przyspieszenie w eskalacji islamskiego terroru w Europie?

Tomasz Teluk: To efekt polityki migracyjnej, wdrażanej jeszcze w latach po II wojnie światowej. Plan, że niewolnicy będą pracowali na systemy socjalne Europejczyków się nie powiódł. Gdy dodamy do tego pojawienie się nurtów radykalnych w Islamie, coraz większą frustrację kolejnych pokoleń czy świeżą falę emigrację - mamy gotowy przepis na bombę.

W porządku, przyjmijmy to wyjaśnienie, pokazuje ono zresztą istotny wątek ekonomiczny w całej sprawie. Ale w takim razie zapytam - skoro źródło problemu tkwi w sprowadzaniu do Europy populacji obcych nam kulturowo to dlaczego ówczesne władze państw zachodnich nie sięgnęły po naturalny rezerwuar siły roboczej w Europie, do państw tzw. Demokracji Ludowej? Abstrahując od krzywdzących stereotypów to przecież Polacy, Bułgarzy czy Węgrzy są nie tylko pracowici ale i bliscy kulturowo. Dlaczego mimo to sprowadzono przybyszy z Bliskiego Wschodu i szerzej mówiąc - kręgu islamskiego?

Taki rezerwuar oczywiście był - proszę pamiętać, że granice były zamknięte. Mimo tego ludzie uciekali na Zachód i diaspora czasów realnego socjalizmu powstała. Natomiast migracja z krajów Maghrebu jest też poniekąd konsekwencją porządku postkolonialnego. Przyjazd do Europy Arabów z Afryki Północnej był wręcz naturalny. Pomogła też skrajnie lewicowa ideologia elity, promująca wieloetniczność i wielokulturowość, negująca jednocześnie elementy konfliktowe, takie jak wyznawanie odmiennych wartości czy religii.

Teraz jednak widać, iż jest to polityka irracjonalna a mimo to europejskie elity brną w nią dalej, bez względu na koszty i - powiedzmy wprost - przelewaną krew obywateli. To zagalopowanie się w szaleństwie czy kryje się za tym szerszy plan?

Jeśli przez ponad pół wieku prowadzi się taką politykę, to teraz trudno się z tego wycofać, zwłaszcza jeśli nie ma się planu awaryjnego. Europa znajduje się w głębokim kryzysie wartości, ekonomicznej stagnacji i właściwie jedyne co zajmuje jej mieszkańców to strach, że jutro wyłączą światło. Trudno stwierdzić, że elity UE mają jakikolwiek długoterminowy plan - raczej tylko odpowiadają doraźnie na kryzysy. Jest jasne, że zatrzymanie obecnej fali migracyjnej jest wszystkim na rękę. W zastopowaniu szlaku bałkańskiego pomogli Węgrzy i negocjacje z Turcją. Teraz - w przypadku szlaku morskiego przez Włochy, konieczne byłoby dogadanie się z Libią, ale tam jest bezkrólewie.

Dotarliśmy do kwestii tzw. "uchodźców" więc zapytam o politykę UE wobec Polski - nasz kraj w ostatnim czasie staje się bardzo konkurencyjny gospodarczo. Także porozumienie z Chinami niepokoi naszych ekonomicznych rywali w UE. Może próba zrzucenia nam "nawisu" tzw. uchodźców ma powstrzymać naszą drogę do stabilizacji i rozwoju? Bo co do tego, że owe mityczne 7 tys. osób ma być dopiero początkiem fali to chyba nikt nie ma wątpliwości?

Nie sądzę, aby można było wiązać te kwestie. Mimo oczywistych zależności, obecny rząd jest w stanie prowadzić autonomiczną politykę gospodarczą i migracyjną. Podkreślam, że wiele zależy od postawy rządu, bo mamy przykład polityki klimatycznej - działania w ramach UE, ale z uwzględnieniem interesów narodowych. Nie sądzę też, że 7 tys. migrantów mogła nas zrujnować. Przykładem mogą być Ukraińcy, który jest może nawet milion i doskonale uzupełniają niedobory na naszym rynku pracy. Oczywiście Ukraińcy pracują, a nie przyjeżdżają do nas po pomoc socjalną, która w porównaniu z resztą UE jest nieatrakcyjna.

Czy widzi Pan jakiekolwiek szanse na "przebudzenie" w Europie? Wielu komentatorów tak postrzegało zwycięstwo PiS w Polsce i Donalda Trumpa w USA, jednak obecnie nie sposób już chyba mówić o trwałym trendzie. A może Europę czeka za kilka lat odrodzenie ostrych nacjonalizmów? Słaba, nękana zamachami Europa chyba nie jest w interesie naszego kraju tak samo jak nie jest nim ostry, idący na konfrontację z nami np. niemiecki nacjonalizm? A może wizja ta jest nazbyt pesymistyczna i nierealna?

Albo Europa się przebudzi, albo przestanie istnieć. Myślę, że Europa Środkowa pod przywództwem Polski będzie odgrywała coraz większą rolę, bo taka konserwatywna postawa znajduje legitymizację w społeczeństwie i podoba się w innych krajach. Jeśli kraje "starej" Europy nie będą nas naśladować będą pogrążały się w chaosie. Nacjonalizm niemiecki przejawia się głównie w nacjonalizmie ekonomicznym. Nasi sąsiedzi pilnują, aby być właścicielami biznesów, także produkcji. Zbudowali silny ekonomicznie kraj, z którym współpracujemy. Jeśli będziemy potrafili stawiać granice w tej współpracy, nie musimy się obawiać.

To już na sam koniec - Polska ma szansę, jak chcą niektórzy, stać się jednym z silniejszych państw Europy dzięki przywiązaniu do tradycji i rozwojowi gospodarki? A może jest to wizja z cyklu "optymistyczne Science Fiction"?

To wizja jak najbardziej realna. Polska przetrwała między tak agresywnymi żywiołami - niemieckim i rosyjskim, właśnie dzięki silnym wartościom religijnym i patriotycznym. Natomiast dane gospodarcze mówią same za siebie. Na tle innych krajów europejskich notujemy dynamiczny wzrost gospodarczy, jesteśmy krajem atrakcyjnym dla inwestorów i stabilnym politycznie. Dlatego z uzasadnionym optymizmem możemy spoglądać w przyszłość.

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook