Jedynie prawda jest ciekawa


To był warszawski Katyń

12.08.2012

Na cmentarzu Powązkowskim w Warszawie, gdzie grzebano ofiary komunistycznych zbrodni z lat 1945-1956, trwają prace ekshumacyjne na terenie kwatery "Ł". Prowadzi je dr hab. Krzysztof Szwagrzyk z wrocławskiego oddziału IPN wraz z grupą naukowców: archeologów, antropologów, medyków sądowych, genetyków oraz historyków.

Stefczyk.info; wPolityce.pl: Jaką nową wiedzę przynoszą wyniki ekshumacji przeprowadzanej na warszawskich Powązkach?


prof. Krzysztof Szwagrzyk, IPN: Dowiadujemy się bardzo wielu rzeczy. Przede wszystkim wiemy na pewno, gdzie w Warszawie chowano tych, którzy zostali skazani na zapomnienie. Tych straconych i zamordowanych, po których potem przez kilkadziesiąt lat zacierano ślady. To  miejsce udało się odnaleźć. Dowiadujemy się o liczbie ofiar. Ona nie jest jeszcze pełna. Ale już teraz jest porażająca. Mamy szczątki 50 ludzi, z których ogromna większość została uśmiercona strzałem w tył głowy. Dowiadujemy się także tego w jaki sposób grzebano tych ludzi. W ogromnej większości byli oni pozbawieni trumien i wrzucano ich do dołów - po kilku  - metodą katyńską, do jednej jamy grobowej.  Do jednego wrzucono nawet 8 -miu. Tak na prawdę dopiero po zakończeniu prac i po zakończeniu badań  DNA będziemy mogli powiedzieć ilu ludzi, ilu naszych bohaterów narodowych, ludzi których mogił poszukujemy, uczestników walki zbrojnej, naszego podziemia antykomunistycznego,  udało się odnaleźć. Ale tu nie chodzi tylko o to, żeby dowiedzieć się czegoś nowego. Tu chodzi o to, by odnaleźć ludzi, po których miał zostać zatarty ślad.

Jak duże są szanse na odnalezienie szczątków poszukiwanych od lat bohaterów - generała Fieldorfa -"Nila", rotmistrza Pileckiego, majora Szendzielarza - "Łupaszki"? Czy jakiekolwiek znaleziska potwierdzają przypuszczenia, że oni zostali tu właśnie pogrzebani?

Zostali pogrzebani z pewnością na tym polu. Dzisiaj jeszcze nie możemy potwierdzić, że już udało nam się odnaleźć ich zwłoki. Każdy kolejny dzień przybliża nas jednak do tego ostatecznego celu: by można było konkretne osoby nazwać z imienia i nazwiska. Na razie jednak, do momentu kiedy gdy nie będziemy pewni na sto procent, że mamy do czynienia z człowiekiem, którego poszukujemy, że poznajemy  jego nazwisko w wyniku badań DNA, do tego czasu nie będziemy przekazywać publicznie żadnych podejrzeń, ani szczątkowych informacji. To zbyt poważna sprawa, by mówić o naszych roboczych ustaleniach, choć oczywiście rozmawiamy o tym w wewnętrznym gronie specjalistów pracujących na Powązkach i typujemy pewne osoby.

Gdy uzyskamy pewność, co do którejkolwiek z ofiar - natychmiast powiadomimy opinię publiczną , bo mamy świadomość, że społeczeństwo jest zainteresowane wynikami naszych badań i chciałoby je poznać jak najszybciej. Ale  tu nie można iść na skróty.

Jak długo mogą potrwać prace na Powązkach?

Pierwszy etap naszych działań kończymy za dwa tygodnie, czyli 25 sierpnia. Ale już dziś wiemy, że jeszcze jesienią będzie podjęty drugi etap. Już wiemy, że w tym drugim etapie musimy rozebrać niektóre alejki cmentarne, zedrzeć chodniki, bo pod spodem znajdują się więźniowie. Wiemy, że czaszki niektórych ludzi znajdują się na linii alejek, czy chodników, a ich szczątki wchodzą dalej i znajdują się głębiej,  pod miejscami, po których co dzień chodzą ludzie.  Dopiero po tym drugim etapie  będziemy mogli powiedzieć, że z całego pola więziennego wydobyliśmy wszystkie szczątki , które tam się znajdują i podać wyniki ich identyfikacji.

Mówi pan, że większość ofiar, których ciała odnajdujecie, zginęła od strzału w tył głowy. Nasuwa się skojarzenie z Katyniem ...

Zdecydowanie tak. Wiele osób, które widzą z czym do czynienia mamy na powązkowskiej Łączce odczuwa to właśnie w ten sposób. To taki warszawski Katyń.  Myślę, że jest tu dużo podobieństw. Przede wszystkim metoda uśmiercania. Sowieccy byli instruktorzy, sowieckie były metody. Stosowano je w Warszawie ale i winnych miastach w okresie stalinizmu. A potem, podobnie jak w Katyniu, zacierano jakiekolwiek ślady po tym miejscu. I podobnie jak w Katyniu - to się nie udało. Na szczęście dla nas wszystkich.

not.ansa

[fot. PAP/Tomasz Gzell]


Warto poczytać

  1. stop-pedofilii-14072018 14.07.2018

    Czy to krok w celu akceptacji pedofilii? Amerykańska strona internetowa chce zmiany słowa "pedofil" bo jest obraźliwie

    Thepreventionproject.org to strona internetowa o charakterze profilaktycznym, która zajmuje się badaniem oraz pomocą osobom, które posiadają skłonności pedofilskie

  2. 1270tuseksmieszek 13.07.2018

    Tusk wyśmiany przez amerykańskich dziennikarzy. Mocny komentarz Antoniego Macierewicza

    Donald Tusk chyba nie zdaje sobie sprawy z faktu, że w Europie niewielu traktuje go poważnie. Choć wielokrotnie dano mu to odczuć, on niezrażony stara się pokazac, że jest politykiem „z pierwszej ligi”. Próbował to udowodnić, pouczając Donalda Trumpa

  3. walesa02022018 09.07.2018

    Czy to atak sztabu wyborczego PO? Przychylne dla Jarosława Wałęsy komentarze pochodzą z tego samego komputera

    Zobacz zdjęcie z komentarzami dla Jarosława Wałęsy

  4. 1270prezydentandrzejwolyn 09.07.2018

    Prezydent oddający hołd wymordowanym Polakom? Dla lewactwa to powód do śmiechu!

    Trudno o większe zezwierzęcenie, niż wyśmiewanie się z osoby, która oddaje hołd ofiarom ludobójstwa. Jednak to, co dla przyzwoitych ludzi jest niedopuszczalne, dla wielu, wychowanych na publicystyce wiadomej gazety, jest rzeczą naturalną

  5. 1270jaroslawkacz1 06.07.2018

    Ordynarny atak na Jarosława Kaczyńskiego. „Totalni”, chcą „odstrzelić” prezesa PiS

    Opozycjo, opamiętaj się, bo może dojść do tragedii

  6. amnesty-international-5072018-r 05.07.2018

    Nie mogli się zaangażować w sprawę Alfiego Evansa, ale nie mieli obiekcji przed protestami pod SN. Jaki jest prawdziwy cel Amnesty International?

    Emocje związane z ustawą o Sądzie Najwyższym oraz odwołaniem sędzi Małgorzaty Gersdorf ze stanowiska Pierwszej Prezes SN przyciągnęły uwagę wielu ludzi

  7. 1270hejtlis 04.07.2018

    Tomasz Lis wyzywa premiera Morawieckiego. Pinokiusz przechodzi samego siebie

    Tomasz Lis, to bez wątpienia przykład „dziennikarza zaangażowanego”. Nic dziwnego – za swoje zaangażowanie dostaje sute wynagrodzenie od niemiecko-szwajcarskiego wydawcy „Newsweeka”, który skoro płaci, to wymaga.

  8. 1270gasiukpawlowicz222 03.07.2018

    Nie ma Petru, a gafa goni gafę. Nowoczesna nie potrafi poprawnie wpisać nazwy kraju

    Nieznajomość ortografii, zwykła niechlujność czy może brak elementarnego szacunku dla ojczyzny? Nowoczesna znowu poraża błędami.

CS157fotoMINI

Czas Stefczyka 157/2018

PDF (9,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook