Jedynie prawda jest ciekawa

Tajemnicza zbrodnia na wiadukcie

06.02.2014

Sąd uznał, że młoda kobieta padła ofiarą przypadkowego zabójstwa rabunkowego. Skoro tak, to dlaczego roztrząsał jej przeszłość? – pisze europoseł PiS Janusz Wojciechoiwski.

Trafia do mojego biura poselskiego coraz więcej spraw, w których dochodzi do skazania ludzi na podstawie bardzo wątpliwych, enigmatycznych dowodów, a bywa że i bez żadnych dowodów.

Do wysłania człowieka za kraty na długie lata, a czasem i na całe życie wystarczy nieraz jedno pomówienie, jedno słowo i wskazanie palcem – to ten sprawca. A prokuratura i sądy przyjmuje takie pomówienie i wskazanie bezkrytycznie, bez sprawdzania, czy pomawiający się pomylił, lub też być może miał powody do świadomego pomówienia niewinnego człowieka.

Niekiedy ogarnia człowieka przerażenie, jak łatwo można być wplatanym w ponurą aferę, jak łatwo paść ofiara pomówienia i jak trudno się z niego wyplątać.

Za pośrednictwem telewizyjnego programu „Państwo w państwie” poznałem sprawę Łukasza Bałchanowskiego z Kielc, skazanego prawomocnie na karę 25 lat pozbawienia wolności za zabójstwo młodej kobiety.

Sąd uznał, że Łukasz Bałchanowski najpierw próbował obrabować, wyrwać torebkę z rak ofiary, przypadkowo spotkanej, nieznanej mu wcześniej Ewy G., a gdy nie mógł pokonać jej oporu i wyrwać torebki, przerzucił kobietę razem z torebką przez barierkę wiaduktu drogowego, czym spowodował jej śmierć na skutek upadku z wysokości około 10 metrów.

Ustalenie winy skazanego zostało oparte na rozpoznaniu go przez dwoje świadków, obserwujących zajście spod wiaduktu. Było to jednak rozpoznanie pełne wątpliwości, czemu trudno się dziwić, zważywszy ze świadkowie widzieli zajście w nocy i ze znacznej odległości.

Z uzasadnienia wyroku nie wynika, by w sprawie przeprowadzono eksperyment sprawdzający możliwość rozpoznania osoby stojącej na wiadukcie, w nocy, przez osobę stojącą pod wiaduktem.

Wątpliwości miał tez chyba sąd, bo dużą część uzasadnienia wyroku poświęcił nie samemu zajściu na wiadukcie, lecz przeszłości ofiary, analizując jej związek z jej byłym narzeczonym, Rafałem S., który podobno zerwał z dziewczyna znajmość, ale ona nie chciała się z tym pogodzić i nalegała, żeby się z nim spotykać.

Dziwna rzecz, bo gdyby sprawa była jednoznaczna, tak jak sąd przyjął, że ofiara została zamordowana podczas przypadkowego napadu rabunkowego, a sprawca został z cała pewnością rozpoznany - wtedy grzebanie w przeszłości ofiary nie miałoby żadnego sensu. Co kogo obchodzi, czy przypadkowo zamordowana przez bandyte kobieta miała, czy nie miała jakiegoś narzeczonego. A jednak sad to obszernie analizował, poświęcając byłemu narzeczonemu ofiary znaczną część uzasadnienia wyroku.

Zajmując się tymże narzeczonym sąd w zdumiewający sposób odrzucił kluczowa dla obrony hipotezę, że tenże były narzeczony spotkał się z ofiarą tuż przed jej śmiercią. Sad napisał w uzasadnieniu wyroku, że „...dla przyjęcia tej hipotezy należałoby uznać, że domownicy wspomnianego narzeczonego, jego brat i ojciec mówili nieprawdę, a on sam zataja istotna okoliczność. Jednakowoż – napisał sąd – przyjęcie aż tak nieuprawnionej hipotezy nie daje możliwości łaczenia osoby Rafała S. ze zdarzeniem na wiadukcie...”.

Powalająca teza! Sąd z góry, bez żadnej analizy odrzucił naturalne przecież podejrzenie kłamstwa osób najbliższych w obronie Rafała S. Logika tego rozumowania, a raczej jej brak, w moim przekonaniu jest kompromitująca sądu i wskazaniem, że wyrok może być niesprawiedliwy.

Jest jeszcze jedna, bardzo ważna okoliczność. Pod paznokciami ofiary znaleziono ślady biologiczne, pochodzące od innego mężczyzny. Niestety prokuratura ani sąd nie zbadały, czy nie pochodziły one od wspomnianego narzeczonego ofiary. Skoro sąd tak zapamiętale rozprawiał się z wersją ewentualnego dokonania zabójstwa przez Rafała S., to dlaczego nie zarządził tych prostych przecież badań? Dlaczego nie zwrócił sprawy prokuraturze, żeby te badania przeprowadziła? A przecież ewentualne ustalenie, że ślady pochodzą od Rafała S. musiałoby prowadzić do zdjęcia podejrzeń z Łukasza Bałchanowskiego i uniewinnienia go od zarzutu popełnienia zbrodni.

Dodać należy, ze uznaniu winy Łukasza Bałchanowskiego przeczą też dwie okoliczności, zbagatelizowane przez sąd. Po pierwsze - jak to możliwe, ze skazany nie był w stanie wyrwać pokrzywdzonej torebki, a był w stanie przerzucić ja przez barierkę wiaduktu? Jeśli miał nad nią aż trak wielka przewagę, że był w stanie ją zrzucić z wiaduktu, to nie był w stanie wyrwać jej torebki?

A po drugie - dlaczego skazany najpierw uciekał z miejsca zbrodni, a po kilku minutach przyszedł na miejsce upadku dziewczyny, gdy była tam już i policja i pogotowie i dał się tam zauważyć i zapamiętać. Wydaje się, ze takie zachowanie wskazuje na to, że Bałchanowski raczej był przypadkowym przechodniem, a nie sprawcą zbrodni.

W tej sprawie również na moją prośbę senatorowie Prawa i Sprawiedliwości zwrócili się o wniesienie kasacji od wyroku. Senatorowie złożyli już stosowny wniosek i zwrócili się do Prokuratora Generalnego i do Rzecznika, by nie skwitowali sprawy standardowym stwierdzeniem, ze sądy powiedziały swoje i zapewne się nie pomyliły. Sady mylą się czasem, nawet w trzech instancjach, bywa, że myla się tragicznie, o czym świadczy wspominana przeze mnie nie raz sprawa z Pomorza, gdzie skazano niewinnego człowieka za zabójstwo dziecka, a jego niewinność wyszła na jaw dopiero wtedy, gdy rzeczywisty sprawca niestety zabił drugie dziecko.

Senatorowie podkreślili, że prokuratura ani sąd nie doprowadzili do badań DNA, które to badania mogły doprowadzić do przełomu dowodowego w sprawie. Mogły doprowadzić do ustalenia, że ślady biologiczne pod paznokciami ofiary pochodzą od innego, konkretnego mężczyzny, a to musiałoby świadczyć o niewinności Łukasza Bałchanowskiego.

Czy wymiar sprawiedliwości da szansę Łukaszowi Bałchanowskiemu? Czy Rzecznik lub Prokurator Generalny dostrzegą zdumiewająca powierzchowność w rozpatrzeniu tej sprawy? Czy zdecydują się na wniesienie kasacji od tego wyroku? Poinformuje czytelników i słuchaczy, gdy otrzymamy odpowiedź na te pytania. Pytania o elementarna sprawiedliwość, bo nie ma dla sprawiedliwości nic gorszego, niż skazanie za zbrodnię niewinnego człowieka, podczas gdy prawdziwy sprawca zbrodni śmieje się sprawiedliwości w twarz.

Mam nadzieję, że tej ludzkiej, ułomnej sprawiedliwości stanie się jednak zadość.

Janusz Wojciechowski

Europoseł PiS

(jest to tekst mojego dzisiejszego felietonu z cyklu „Spróbuj pomyśleć” w Radiu Maryja) 

[fot: sxc.hu]

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook