Jedynie prawda jest ciekawa

Szymański: Konwencja zbędna i szkodliwa

19.12.2012

Agnieszka Kozłowska-Rajewicz podpisała wczoraj w imieniu rządu polskiego konwencję o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet. Dokument został oprotestowana zarówno przez Episkopat, jak i świeckie środowiska konserwatywne. O tym, jakie będą tego konsekwencje, rozmawiamy z Antonim Szymańskim, socjologiem i członkiem Zespołu ds. Rodziny Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu Polski.

Stefczyk.info: Agnieszka Kozłowska-Rajewicz podpisała wczoraj w imieniu rządu polskiego konwencję o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet. Ta konwencja została oprotestowana zarówno przez Episkopat, jak i świeckie środowiska konserwatywne. Czy jednak zarzuty pod adresem tego dokumentu nie są przesadzone? Czy on rzeczywiście jest aż tak groźny?

Antoni Szymański: Przepisy pozytywne tej konwencji – bo i takie są - w polskim prawodawstwie już istnieją. Nie ma powodu, by je powielać. Niestety jest w niej też szereg przepisów, które są niekorzystne, w tym genderowa definicja płci, która ma ogromne znaczenie. To nie jest tak, że ona została tam wpisana przez przypadek. Przez nią przecież będzie się tłumaczyło całą konwencję, która jest niezwykle obszerna, a dotyczy nie tylko podstawowych wspólnot, jak małżeństwo czy rodzina ale również kwestii edukacji. Ta  definicja nie jest bez znaczenia, bo przez nią będą dokonywane różne zmiany – w tym prawdopodobnie w prawie rodzinnym. Sama pani Rajewicz mówi, że przygotowanie dokumentu ratyfikacyjnego będzie trwało bardzo długo. A to z tego powodu, że konwencja  bardzo głęboko wnika w rozmaite ustawy. Toteż tu nie ma demonizowania. Na pewno jest  tak, że  przyjmując tę konwencję pozbawiamy się możliwości decydowania w sprawach dotyczących moralności i rodziny, dlatego, że powstaje taki ponadnarodowy organ, który będzie wyznaczał rożne standardy  dotyczące tych kwestii i będzie żądał, żeby poszczególne kraje je wykonywały. To poważna sprawa i nie można jej ignorować. Ponadto minister sprawiedliwości mówił, że jej wdrożenie będzie kosztowało ok 160 mln. A to szacunki wstępne. Sądzę, że to będzie znacznie więcej. Rozwiązania, które mówią o kwestiach edukacji dzieci, w kontekście tzw. niestereotypowych ról, do których należy te dzieci przyzwyczajać, to są rzeczy w przekonaniu przeciwników tej konwencji bardzo szkodliwe.


Czy tu chodzi o to, by dziewczynki bawiły się samochodami a chłopcy lalkami, czy rzecz idzie o kwestie  poważniejsze ?
Konwencja takich przykładów nie wymienia. Ale można sobie wyobrazić,że program wychowania prorodzinnego, który istnieje, i który przynosi efekty będzie musiał zniknąć, albo być prowadzony w zupełnie innym kierunku. Jeśli pani Rajewicz uważa, że te zmiany są niewielkie, to dlaczego było tak, że nie spotkała się z organizacjami prorodzinnymi, z organizacjami kobiecymi, żeby te kwestie wyjaśnić. Pani minister spotykała się jedynie ze stowarzyszeniem Kongres Kobiet. To są sprawy, które  należy dalej wyjaśniać. Szkoda, że nie było w tej sprawie konsultacji społecznych, aby społeczeństwo zostało poinformowane, co kryje się w tej konwencji o pięknej nazwie.


No właśnie. Tytuł dokumentu brzmi dobrze. Zwalczanie przemocy wobec kobiet to chyba szlachetna idea... Czy ta konwencja nie będzie w tym pomocna?
W moim przekonaniu pozytywne zapisy tej konwencji są już zawarte w polskiej znowelizowanej ustawie o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. To dotyczy nie tylko kobiet ale wszystkich osób, które może dotykać szeroko rozumiana przemoc. Rzeczywiście kiedy dwa lata temu te zmiany były wprowadzane w życie rząd twierdził, że są to rozwiązania optymalne. One dotyczą pomocy społecznej, kwestii zespołów interdyscyplinarnych, zmieniono też kodeks karny. Więc jeśli dwa lata temu wprowadzono po szerokiej debacie społeczne rozwiązania optymalne to jaki jest powód, żeby teraz wprowadzać  nowe i fundować nową administrację, która będzie nas kosztowała i będzie nas poddawać kontroli międzynarodowego organu? Państwo powinno przeciwdziałać przemocy, ale w sposób racjonalny i to na ogromną skalę już ma miejsce. Nie ma powodu, by te rozwiązania powielać.


A gdyby Polska nie zdecydowała się na ratyfikowanie tej konwencji, czy grożą nam jakieś konsekwencje międzynarodowe?
Absolutnie nie. Zarówno podpisanie tej konwencji jak też ratyfikacja to akt dobrej woli danego państwa. Za tym nie mogą iść żadne negatywne konsekwencje. Zresztą wiele krajów, które podpisały tę konwencję i orientują się jak poważne zmiany trzeba będzie w związku z tym wprowadzić będą miały poważne trudności by ją ratyfikować. Jedynym krajem, który to zrobił do tej pory – jest Turcja. Inne się do tego nie kwapią. Zniechęcałbym też Polskę do takiego działania. Zwłaszcza, że ta konwencja do przeciwdziałanie przemocy nie jest wcale potrzebna.

not. ansa
[fot. PAP/T.Gzell]


CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook