Jedynie prawda jest ciekawa

Szewczak: Tusk marzy o business class UE

14.12.2012

Obecny szczyt Unii Europejskiej ostatecznie "zacieśnia unię walutowo - gospodarczą", co oznacza, że jesteśmy już o krok od stworzenia twardego jądra strefy euro i definitywnego rozpadu na Unii na unie dwóch prędkości. O komentarz do tego procesu i ocenę szans Polski na znalezienie się w strefie euro zwróciliśmy się do Janusza Szewczaka, głównego ekonomisty SKOK.

Stefczyk.info: - Jak należy rozumieć te procesy, które zachodzą w ramach Unii Europejskiej?

- Zacznijmy od tego, że w wyniku tego zacieśniania, integracji unijnej, niektórym oczy moją wyjść na wierzch i nabrzmieć mocno żyły na czole. Mianowicie wydaje się, że premier Tusk już coś wie, coś, czego nie chce powiedzieć Polakom. To znaczy wie już, że Unia tak naprawdę, de facto się rozpada na dwie części. Stąd te jego pomysły na to harakiri gospodarcze, czyli jakieś deklaracje o przyjmowaniu euro. Myślę, że premier Tusk został już delikatnie poinformowany, że będą dwie Unie Europejskie - stara Unia bogatych krajów w oparciu o strefę euro i to raczej tę niekompletną - bo sprawa bankructwa Grecji, Hiszpanii czy również Portugalii jest nadal aktualna.

Dlatego już mówi się wyraźnie o oddzielnym budżecie dla krajów strefy euro - kanclerz Merkel chce tu chociaż przykryć samą nazwę, żeby to nie nazywało się oddzielnym budżetem dla strefy euro tylko mechanizmem solidarnościowym - ale tak naprawdę chodzi właśnie o odrębny budżet dla tych krajów.

Mamy też już wyraźną decyzję dotyczącą Europejskiego Nadzoru Bankowego, co do którego my deklarujemy, że generalnie raczej tak, co jest absolutnym idiotyzmem - to jest tak naprawdę sabotaż, bo to oznacza, że wszelkie decyzje dotyczące dużych banków w Polsce - banków zagranicznych, ale również nawet PKO BP, czyli wciąż jeszcze częściowo polskiego banku, byłyby podejmowane za granicą. To oznacza, że kwestie dotyczące np. polityki kredytowej banku, likwidacji banku, aktywów banku, rezerw banku, transferu pieniędzy z Polski do central zagranicznych - te wszystkie decyzje byłyby podejmowane zagranicą. To jest utrata wolności ekonomicznej, to jest utrata suwerenności politycznej i ekonomicznej, bo dzisiaj wolność to jest gospodarka, to są pieniądze, to są banki.

Stefczyk.info: - Czy zagrożona jest spójność Unii? Czy grozi jej rozpad?

- Myślę, że jest świadomość, szczególnie u Niemców i północnych, bogatych krajów Unii, że przez najbliższe 10 lat nie da się mieć na garnuszku Greków, Hiszpanów, Portugalczyków, Irlandczyków, Cypryjczyków, czy nawet Słoweńców. Te koszty nadal są ogromne. Z ratowania tych krajów, które mają euro nic pozytywnego nie wynika. Dlatego wyraźnie zaczyna dojrzewać pomysł, żeby stworzyć jednak business class w Unii Europejskiej i miejsca ekonomiczne dla tych pozostałych - i to bez względu na to, czy oni są dziś w trochę lepszej czy gorszej sytuacji.

Stefczyk.info: - Czy to oznacza, że usilne próby premiera Tuska, żeby nie powstały Unie różnych prędkości nie powiodły się?

Wydaje mi się, że premierowi trudno jest się przyznać, do kompletnej klęski w tej rozgrywce z Unią, czyli że został chyba ograny i ma już pełną świadomość, że będziemy częścią tych peryferiów tej strefy euro Unii Europejskiej, bez względu na to, czy będziemy idiotycznie deklarować przyjmowanie wspólnej waluty. Przypomnijmy, że premier Czech nie tak dawno przecież powiedział, że oni mogą również za 227 lat podjąć decyzję czy przyjmą euro, czy też nie. Przypomnijmy, jakie gigantyczne problemy ma Słowacja, dopiero po wielkich perturbacjach zgodzono się, żeby ich moneta 2 euro ze Świętymi Cyrylem i Metodym mogła mieć aureole i krzyże. To pokazuje, jak daleko ta ingerencja sięga - nawet w symbolikę, już nie mówię o decyzjach ekonomicznych, bo one tu by były fundamentalne.

Stefczyk.info: - Ale premier Tusk i tak deklaruje, że chce jak najszybciej wprowadzić Polskę do strefy euro. Czy to realne?

- Nie, ja myślę, że to jest tylko takie zaklinanie rzeczywistości, takie robienie dobrej miny do złej gry. Przypomnijmy, że jest kompletna sprzeczność z tym, co mówi premier, z tym, co jeszcze do dzisiaj mówił minister finansów, który zastrzegał, że trzeba zobaczyć, na ile ta decyzja będzie przydatna, kiedy będziemy przygotowani, na ile ona będzie dla nas opłacalna, na ile sama strefa euro się ustabilizuje. Widać wyraźnie, że są to jakieś absurdalne deklaracje premiera, który już swego czasu obiecywał to wejście do strefy euro w 2011 r.

Najlepszym przykładem jest tu Szwecja, gdzie raptem 9,6% mieszkańców chciałoby przyjąć wspólną walutę.

Stefczyk.info: - Większość Polaków też nie chce, ale coraz głośniej słyszymy o dacie 2015, którą to Tusk miał zadeklarować Schultzowi?

- Myślę, że premier Tusk bardziej walczy raczej o stołek dla siebie i o dobrą opinię u tych, którzy rozdają te stołki w Brukseli. Przypomnijmy, że jest jeszcze Konstytucja i artykuł 227, którego nie da się ominąć, chyba, że rząd premiera Tuska zamierza rządzić dekretami. Trzeba by zmienić Konstytucję, żeby pozbawić Polskę atrybutu suwerennej waluty, złotego. Myślę też, że to, co premier mówi przypomina Zagłobę i te obietnice darowania Niderlandów - on wie, że bez względu na to, czy by nam nawet ulżono nieco w tych warunkach akcesyjnych, ale tam są przecież jeszcze dwa lata czyśćca, czyli takiej próby w tym wężu walutowym, żeby się sprawdzić, na ile to jest realne. Poza tym myślę, że same kraje strefy euro mają świadomość, wbrew temu, co propaganda rządowa w Polsce twierdzi, że Polskę czeka potężny kryzys. W związku z tym, branie kolejnego tonącego gospodarczo okrętu, który na dodatek miałby mieć wspólną walutę za parę lat, to jest chciejstwo i mrzonki premiera i podżeganie do popełnienia przez Polskę gospodarczego harakiri.

Z pewnością sytuacja gospodarcza w Polsce i w 2014 r. bardzo się pogorszy, co powinno wybić z głowy, nawet takim Dyziom-Marzycielom do jakiego urasta pan premier Tusk myślenie o jakimkolwiek awansie dostania się do tego business class tego dreamlinera z napisem Unia Europejska.

Pomijam już aspekt, że w kryzysie jak się ma własną walutę to jest szansa na jakikolwiek ratunek, a jak się ma euro - jak Grecja, czy Hiszpania - to można wyłącznie liczyć na łaskę Niemców, którzy albo dadzą, albo nie dadzą, albo poproszą w zamian o wyspy. A co my w takiej sytuacji moglibyśmy Niemcom zaoferować - Śląsk, czy Prusy Wschodnie?

not. zrk
[fot. PAP/Leszek Szymański]
CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook