Jedynie prawda jest ciekawa

Szewczak: Olimpiada zamiast unijnej kasy

28.11.2012

Premier nie musi nam przenosić stolicy do Krakowa, ani organizować kolejnych igrzysk - tym razem Olimpiady Zimowej w 2022 r. w Krakowie i na Słowacji, bo jeszcze nie zapłacone są faktury za stadiony na Euro 2012, w tym za Stadion Narodowy oraz za drogi, gdzie roszczenia sięgają 3 mld zł.


Jak się kończy porywanie z motyką na słońce widać najlepiej na przykładzie Grecji, która też zafundowała sobie olimpiadę. Dziś pasą się tam kozy, na stadionach hula wiatr, a Grecja nie może wyjść z długów.

Większość dużych polskich miast, które zafundowały sobie stadiony i strefy kibica stoi dziś na krawędzi bankructwa. Kraków nawet bez Euro 2012 ma budżet w dramatycznej kondycji i rosnące długi. Same podwyżki cen biletów, wywozu śmieci, wody i podatków lokalnych nie wystarczą na załatanie czarnej dziury, 12 największych polskich miast ma już ponad 10 mld zł długów.

Premier ma znacznie poważniejsze wyzwania niż wspólne liczenie pieniędzy z Ministrem Finansów J. V. Rostowskim ile też będzie kosztować nas przyszła Olimpiada. Tym bardziej, że nasz "Sztukmistrz z Londynu" ma ogromne problemy z precyzyjnym liczeniem, co najlepiej widać po nieoszacowanych dochodach podatkowych w tegorocznym budżecie. Może zabraknąć blisko 12 mld zł. Zdolności w zakresie kreatywnej księgowości np. nowego liczenia polskiego długu też nie wystarczą.

Zanim polski rząd dowie się, że kolejne propozycje budżetowe UE na lata 2014-2020 w styczniu lub lutym są dla Polski jeszcze mniej korzystne niż dotychczasowe obietnice, powinien jak najszybciej wstrzymać działania prawne i wyhamować galopadę, mającą na celu szybką ratyfikację traktatu fiskalnego i przyjęcie unii bankowej.

Przed ustaleniem realnych wielkości środków finansowych z UE w ramach funduszu spójności i rolnictwa nie należy "pogłębiać" unii walutowej i gospodarczej, bo efekt może być podobny do pogłębiania toru wodnego dla statków wpływających do Świnoujścia, gdzie perspektywy i szanse rozwojowe Polski skutecznie zablokowała nam rosyjsko-niemiecka rura gazowa.

Trzeba mieć świadomość, że partia przyjaciół spójności może szybko zamienić się w partię przyjaciół piwa. Niemieckiego.

Nie ma najmniejszego sensu szybkie ratyfikowanie traktatu fiskalnego, łamiąc przy okazji polską Konstytucję – art. 90, jeszcze przed ustaleniem unijnego budżetu na lata 2014-2020. Jego szybkie przyjęcie może jedynie grozić zafundowaniem polskim przedsiębiorcom znacznie wyższego podatku CIT i jego podniesieniem z obecnych 19 proc. do tzw. średniej unijnej, gdzieś na poziomie 25-26 proc. Przypomnijmy, że główni rozgrywający w UE Francja i Niemcy mają go na poziomie ok. 38 proc. Wejście zaś do Unii Bankowej może oznaczać całkowitą utratę kontroli nad oszczędnościami polskich ciułaczy, którzy do zagranicznych w większości banków w Polsce zanieśli ponad 500 mld zł, oraz likwidację uprawnień polskiego nadzoru.

Bezmyślnością i naiwnością byłoby wcześniejsze przyjmowanie na siebie daleko idących zobowiązań ustrojowych i finansowych zanim nie dowiemy się ile nam "przytną" w przyszłym budżecie.

Trzeba już teraz domagać się, i to zaporowo, odpuszczenia nam przynajmniej części zabójczych gospodarczo rozwiązań w ramach tzw. pakietu klimatycznego. Trzeba powstrzymać Unię przed dalszym drastycznym i przyśpieszonym obniżaniem ilości darmowych uprawnień emisji CO2 czy obostrzeń w zakresie ochrony środowiska. Już i tak nietoperze i ślimaki mają w Polsce lepiej niż rodzimi obywatele. Rytualne upuszczanie krwi finansowej w naszym kraju trwa od lat.

Nie ma co kombinować z kreatywną księgowością wokół liczenia polskiego długu i pożyczaniem już dziś na poczet przyszłorocznego zadłużenia. Lepiej uzgodnić, i to nie na słowo honoru, z Komisją Europejską i Van Rompuy’em przyzwoite zaliczki, wysoką współpłatność i powszechny kwalifikowany VAT. Nie warto wierzyć w obiecanki cacanki i że jakoś to będzie.

Nie ma co wydziwiać i wybrzydzać, trzeba się osobiście machnąć na herbatkę do premiera Camerona, bo tam nie tylko utworzono w ostatnich latach wieleset tysięcy miejsc pracy dla Polaków, ale może się okazać, że głos Wielkiej Brytanii może być decydujący nie tylko dla przyszłości budżetu, na lata 2014-2020, ale dla przyszłości samej Unii.  Lepiej nie brać na serio bredni byłego premiera L. Millera o machaniu białą chusteczką na pożegnanie w Unii Brytyjczykom.

Wsparcie opozycji w tego typu staraniach w każdym cywilizowanym kraju, byłoby potraktowane z szacunkiem i wdzięcznością. Zamiast stawiać opozycję do kąta czy przed Trybunał Stanu czy wręcz grozić jej więzieniem, lepiej skorzystać z rad profesjonalistów, którzy kalkulują na zimno i nie wierzą w bajki, że niemieccy podatnicy będą umierać za Unię.

Żadne "hołdy" berlińskie nie pomogą w uzyskaniu należnych nam unijnych funduszy. Nie pomoże też skocznia narciarska na Stadionie Narodowym, ani nawet Adam Małysz na czele polskiej delegacji do Brukseli. Dalekie loty nie muszą gwarantować miękkiego lądowania, zwłaszcza gdy nie ma się własnego planu na cywilizacyjny skok. Olimpiada nie zastąpi nam pieniędzy z Unii, a Justyna Kowalczyk nie zażegna skutków zaczynającego się kryzysu finansowego.


Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK-ów

[fot. PAP]

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook