Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Szewczak: Kogo wspiera KNF?

16.02.2014

W tym rządzie liczy się przede wszystkim dyspozycyjność i dobry polityczny słuch.

Premier D.Tusk dopiero co odwołał jednego z nielicznych kompetentnych urzędników tego rządu - szefową UOKiK-u

Coraz bardziej zastanawiająca, zwłaszcza w ostatnich miesiącach wydaje się być wyjątkowa surowość z jaką polski nadzór finansowy - KNF, a więc urzędnicy podlegli bezpośrednio premierowi D.Tuskowi traktują ostatnie polskie podmioty finansowe na rynku finansowym. Jednocześnie zadziwia konsekwencja z jaką szefostwo KNF-u wspiera i z jak wielką troską pochyla się nad "ciężką dolą" banków działających w Polsce - w większości przecież banków zagranicznych.

KNF nie od dziś wczuwa się wręcz w troski i problemy dużych banków komercyjnych działających nad Wisłą np. zezwalając im na wypłatę i transfer 100 proc. dywidendy, która w większości trafi za granicę. Mimo, że w ostatnich latach nastąpił w bankach działających w Polsce wyraźny wzrost ryzyka płynności i niedopasowania terminów. Zapadalności aktywów i wymagalności pasywów. Tylko w 2013 r. banki na czysto zarobiły 15,4mld zł, a od czasu wejścia Polski do UE już ponad 100 mld zł.

Niezwykle szybko i stanowczo wystąpił polski nadzorca w obronie banków, które bez opamiętania i bez właściwej oceny ryzyka - udzielały kredytów mieszkaniowych we frankach szwajcarskich. KNF pośpieszył w tym wypadku z frontalną odsieczą dla banków, pozostając zupełnie nieczułym na argumenty tych polskich kredytobiorców, którzy postanowili domagać się przewalutowania walutowych kredytów mieszkaniowych na polskie złote. KNF wyliczył, nie do końca chyba jednak zgodnie z realiami, że banki komercyjne podobno poniosłyby z tego tytułu straty rzędu 40-50mld zł.

Ze szczególną troską nadzorca finansowy pochylił się nad "niedolą" 3 banków, którym rzekomo groziłby, nawet upadek. W rzeczywistości bardziej prawdopodobne wydaje się, że owe banki jedynie osiągnęłyby w przypadku przewalutowania niższe zyski z tytułu udzielonych kredytów walutowych we FCH i to raczej o 5-6mld zł, a nie o 50mld zł. W związku z podjętą inicjatywą stowarzyszenia Pro Futuris KNF wręcz załamał ręce nad skalą "zagrożeń" związanych z ideą przewalutowania kredytów mieszkaniowych we FCH ostrzegają przed rzekomymi szkodami jakie z tego tytułu miałyby wyniknąć dla wzrostu gospodarczego, rynku pracy, rynku obligacji, rynku walutowego, a nawet bezrobocia. Postraszył nas z tego powodu zagrożeniem recesją, a nawet pochylił się nad ideą sprawiedliwości, choć przecież żadna z tych kwestii nie należy do ustawowych zadań i celów nadzoru ze strony KNF nad rynkiem finansowym w Polsce. Celem, bowiem działania KNF jest zapewnienie prawidłowego funkcjonowania rynku finansowego w Polsce, jego stabilność, bezpieczeństwo, przejrzystość, zaufanie oraz ochrona interesów uczestników tego rynku. Jako żywo o bezrobociu i recesji nie ma tu ani słowa, mimo to jednak KNF roztoczył przed opinią publiczną prawdziwą wizję apokalipsy w przypadku ewentualnego przewalutowania kredytów mieszkaniowych we FCH.

Ten sam nadzorca finansowy zasadniczo spóźnił się jednak z wprowadzeniem zarówno rekomendacji "S" jak i "T". Widocznie dopiero teraz w 2014r. doszedł do pełnego przekonania, że kredyt należy brać w walucie, w której się zarabia i postanowił zaostrzyć rekomendację "S", praktycznie eliminując z rynku kredyty walutowe. Szkoda, że z podobnym zrozumieniem, troską, a nawet tolerancją urzędnicy KNF nie podchodzą do małych, lokalnych, ostatnich polskich podmiotów i instytucji finansowych i spółdzielczych uczestników rynku finansowego. Najwidoczniej polityczne uwarunkowania powodują, że również w wymiarze finansowym polskość ma oznaczać nienormalność.

Obecny nadzór finansowy z niezwykłą determinacją i bez oglądania się na konsekwencje ściga dziś małych i polskich pozwalając jednocześnie hulać wielkim i zagranicznym. Jakimś dziwnym trafem KNF nie ustrzegł się i nie zapobiegł skutecznie innym bardzo poważnym nieprawidłowościom na polskim rynku finansowym. KNF nie wykazał się nadmierną zapobiegliwością, a raczej brakiem refleksu i bezradnością, gdy pod samym nosem przez blisko 2 lata rosła mu afera Amber-Gold, która kosztowała 11tys. klientów tej firmy blisko 700mln zł strat. Na razie syndykowi udało się odzyskać zaledwie 32mln zł i nadal kompletnie nie wiadomo gdzie się podziały pieniądze, choć do gdańskiego ABW dość wcześnie zaczęły docierać niepokojące sygnały. W ostatnich dniach KNF ponownie, bezradnie rozłożyła ręce gdy słoweńskie władze znacjonalizowały bank Nova-KBM notowany na warszawskiej giełdzie. Pryncypialni zazwyczaj urzędnicy nadzoru finansowego poinformowali okradzionych na blisko 150mln zł polskich inwestorów giełdowych, posiadających akcje tego banku "że nic w tej sprawie zrobić nie mogą".

Podobno KNF w sprawie spółek zagranicznych na GPW "nie może nic zrobić, bo nie ma żadnych instrumentów, aby zabezpieczyć interesy polskich inwestorów". Wujek dobra rada radzi czytać i śledzić zagraniczne ustawy i przepisy. Ktoś jednak dopuścił ten bank na polski rynek, ktoś powinien monitorować potencjalne zagrożenia i ktoś na czas powinien ostrzec inwestorów, bo to właśnie ma znaczenie dla stabilności i przejrzystości rynku finansowego w Polsce. Tym bardziej, że podobne sytuacje już miały miejsce wcześniej na warszawskiej GPW, choćby z amerykańską spółką CEDC. Obecnie mamy na giełdzie aż kilkadziesiąt spółek zagranicznych: ukraińskich, słowackich, czeskich, włoskich czy nawet chińskich, a po forsowanym na siłę połączeniu warszawskiej giełdy z giełdą w Wiedniu, inwestowanie w spółki zagraniczne ma mieć miejsce na wielką skalę. W przypadku idei przewalutowania mieszkaniowych kredytów walutowych, KNF uczulił polską opinię publiczną, że Skarb Państwa z tego tytułu mógłby być narażony na wypłatę gigantycznych odszkodowań na rzecz banków.

Polski nadzór finansowy najwyraźniej spóźnił się również ze stanowczą reakcją w kwestii obdzierania z finansowej skóry polskich kredytobiorców w ramach procederu Bancassurance - czyli ubezpieczeniem kredytów przez banki jak i w tzw. kwestii Misselingu. Przez lata tolerowana była praktyka ograbiania milionów Polaków przez towarzystwa ubezpieczeniowe i banki sprzedające polisy na życie z funduszem kapitałowym i tzw. polisolokaty. Ta afera może dotyczyć ogromnej liczby klientów, a zainwestowane kwoty sięgają nawet sumy 40-50mld zł. Szykują się już pierwsze pozwy zbiorowe. Podobnie bez większych obaw i skrupułów KNF toleruje od lat PRL-ski relikt rynku finansowego - Bankowy Tytuł Egzekucyjny (BTZ). W tych sprawach, nie było wielce alarmistycznych działań i apeli polskiego nadzoru finansowego. Media nie były epatowane nadchodzącym Armagedonem. Pełne troski i obaw komunikaty nie trafiły do zaprzyjaźnionych mediów, potęgując nastrój grozy i braku bezpieczeństwa. Gdy duży giełdowy bank, Getin Noble-Bank udzielał gigantycznych kredytów na zakup akcji swej giełdowej spółki LC-Corp przy zastosowaniu gigantycznej dźwigni finansowej, wielosettysięcznych czy nawet milionowych kredytów dla emerytów, chcących nabyć akcje tej spółki i to często dla osób, nie posiadających zdolności kredytowej - KNF nie dostrzegł, ani konfliktu interesów, ani zagrożenia dla stabilności rynku, ani jego przejrzystości, ani potrzeby zapewnienia ochrony interesów-uczestników tego rynku finansowego. KNF skierował jedynie do banku poinspekcyjne zalecenia, by bank poprawił się w kwestii identyfikacji i akceptacji ryzyka kredytowego, gdyż "nie było możliwe określenie, jaki konkretnie wpływ na ustalenie ceny emisyjnej akcji spółki LC-Corp miał fakt udzielenia przez Getin Noble Bank kredytów na zakup akcji z zastosowaniem dźwigni finansowej". Czyli umyto ręce i skierowano przysłowiowy "list na Berdyczów". Stanowczych słów, a tym bardziej restrykcyjnych działań zabrakło również ze strony KNF wobec banku Pekao SA w związku ze skandalicznym projektem "Chopin", wokół którego toczą się już procesy sądowe.

Ostatnio oczkiem w głowie polskiego nadzoru finansowego, z którym zamierza się surowo rozprawić, stały się działania zlecane na zewnątrz tzw. outsourcing, Tego typu procedury od lat, na wielką skalę stosują przecież banki, instytucje ubezpieczeniowe, fundusze inwestycyjne czy emerytalne. Do dziś ostatecznie nie jest wyjaśniona kwestia nierównoprawnego traktowania tzw. odpisów aktualizacyjnych dokonywanych przez banki i np. spółdzielnie finansowe. Jakoś dziwnym trafem raporty KNF nie nagłaśniają zbytnio w mediach problemu nadmiernej ilości kredytów przeterminowanych w sytuacji gdy niektóre duże banki komercyjne mają wielką skalę przeterminowanych kredytów konsumpcyjnych.

To oczywiście nie wszystkie przykłady, jakże różnego traktowania nad Wisłą przez KNF małych, polskich i spółdzielczych podmiotów finansowych i wielkich zagranicznych banków i podmiotów finansowych. Najwyraźniej różnie i nie zawsze sprawiedliwie traktuje się ryzyko biznesowe, równą ochronę uczestników rynku finansowego i interesy dużych i małych polskich i zagranicznych podmiotów na rynku finansowym. Toleruje i wspiera się ten obcy, wielki kapitał i jednocześnie tępi i piętnuje lokalne instytucje finansowe. Jak to zwykle u nas bywa, okazuje się, że są równi i równiejsi. KNF jest organem administracji publicznej i jak najbardziej podlega władzy politycznej, ale może działać jedynie w granicach zakreślonych przez art. 7 Konstytucji RP - a więc w granicach prawa i na podstawie prawa, bez prawa do sympatii czy antypatii. Silna pozycja umocowania politycznego, poczucie nieomylności i sprawowania misji, skłonność do wykraczania poza zakres delegacji ustawowej, może rodzić pokusę nadużywania swej pozycji i kompletnego nieliczenia się z opiniami nadzorowanych podmiotów jak i skutków swej nadmiernej represyjności. Zawsze łatwiej jest coś szybko zepsuć, coś co bardzo długo się tworzyło, niż potem to na nowo zbudować. Równo nie zawsze znaczy sprawiedliwie, obcy nie zawsze znaczy lepszy.

Janusz Szewczak

[Fot. SI]

Zapraszamy na profil Stefczyk.info na Facebooku. 

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook