Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

„Sikorski nijak nie pasuje do wzorca nowego szefa dyplomacji UE”

19.07.2014

Krzysztof Szczerski o polskich aspiracjach wobec rozdawanych właśnie stanowisk w UE.

Kwestia naszego kandydata do Komisji Europejskiej jest sprawą tajną, łamaną przez poufną. Wiemy tylko, że walczy o to stanowisko Rostowski, Sikorski i Bielecki, a pewnie ktoś jeszcze - mówi Krzysztof Szczerski z Prawa i Sprawiedliwości, były wiceminister spraw zagranicznych.

Stefczyk.info: Czy trzyma Pan kciuki za ministra Sikorskiego, który walczy z włoską socjalistką Federiką Mogherini o tekę szefa unijnej dyplomacji?

Krzysztof Szczerski: Nie, nie trzymam. Dlatego, że - po pierwsze - to jest już temat całkowicie nieaktualny. Jeżeli wczoraj, na szczycie UE zostało coś ustalone i zakomunikowane publicznie przez przywódców europejskich, to jedynie to, że następcą pani Ashton będzie kobieta socjalistka. Jeśli więc nie pani Mogherini, to ktokolwiek inny, kto jest socjalistyczną kobietą, i bynajmniej Radek Sikorski nie pasuje do tego wzorca nijak - nie jest ani kobietą, ani socjalistką.

Po drugie uważam, że upieranie się przez premiera Donalda Tuska wciąż przy Sikorskim jest albo zaklinaniem rzeczywistości, albo wynika z czarnej dziury negocjacyjnej.

Co więcej, trzeba powiedzieć wprost, że Radosław Sikorski jako wysoki przedstawiciel Rady Unii, z punktu widzenia polskich interesów, jest zupełnie bezwartościowy - wysoki przedstawiciel nie ma żadnego wpływu na ewentualną realizację polskich interesów w Unii Europejskiej. A co istotne, takie stanowisko dla Sikorskiego wykluczałoby inną tekę w Komisji Europejskiej dla Polski - to już byłby „nasz” komisarz. I dlatego z punktu widzenia polskich interesów byłoby to kompletnie bezwartościowe i bez znaczenia. Bardziej wartościowe byłoby szukanie dla Polaka teki z puli gospodarczej, niż forsowanie Sikorskiego na Wysokiego Przedstawiciela Unii ds. Polityki Zagranicznej.

Premier Tusk zasugerował, że nawet jeśli Sikorski nie zdobędzie teki szefa unijnej dyplomacji, to mógłby być naszym kandydatem na komisarza, również gospodarczego, chociaż ma jedną wadę - nie jest kobietą, a to one są teraz pilnie poszukiwane. To dobry pomysł?

Bardzo mnie niepokoi, że w Polsce, odwrotnie niż w wielu innych krajach, kwestia nominacji i naszego przedstawiciela do Komisji Europejskiej jest sprawą tajną i gabinetową. A to nie jest praktyka i standard europejski - dzisiaj w wielu krajach Europy kandydaci do Komisji Europejskiej są już dawno znani i wyłonieni w otwartej procedurze, także w pewnym porozumieniu z opozycją.
Natomiast w Polsce, dziwnie, ten proces wynika wyłącznie z walk wewnętrznych w Platformie Obywatelskiej - kwestia naszego kandydata do Komisji Europejskiej jest sprawą tajną, łamaną przez poufną. Wiemy tylko, że walczy o to stanowisko Rostowski, Sikorski i Bielecki, a pewnie ktoś jeszcze.

Mówienie o Sikorskim, jako kandydacie uniwersalnym, jest tak absurdalne, że jest bardziej „paleniem” Sikorskiego niż jego wystawianiem jako poważnego kandydata. Pewnie, że może zostać komisarzem, bo każdy może być komisarzem, ale powinien objąć takie stanowisko ktoś na tyle kompetentny, żeby można mu było bez obaw powierzyć ważną tekę gospodarczą i żeby mając taką tekę mógł poważnie powalczyć o polskie interesy.

Ja od dawna mówię, że powinniśmy walczyć o tekę przemysłu - bo odbudowa przemysłu i komisja ds. przemysłu, z punktu widzenia Polski, to byłoby duże osiągnięcie negocjacyjne.

A kto według Pana mógłby być polskim komisarzem? Premier Tusk mówił dzisiaj, że uprzywilejowane będą kraje, które wystawią kandydatki, kobiety. Myśli Pan, że Tusk może wrócić do „starej komuszki”, jak określił Danutę Huebner Jan Vincent-Rostowski czy postawić np. na Różę Thun?

Przede wszystkim ja wolałbym, żeby to był ktoś, kto myśli polskim interesem narodowym. Dlatego wykluczam z tego grona zarówno panią Huebner jak i panią Thun, bo uważam, że one obie są mentalnie bardziej ponadnarodowymi Europejkami - należą np. do Grupy Spinelli, której celem jest, jak sama o sobie pisze w deklaracji - zakończenie istnienia państw narodowych w Europie. Dlatego żadnej z nich nie kibicuję. Wolałbym, żeby to był ktoś, kto ma w tyle głowy polskie potrzeby, nawet jeśli komisarz europejski nie może kierować się narodowymi interesami.

Widzi Pan kogoś takiego w otoczeniu Donalda Tuska?

Nie. Dlatego chciałbym, żeby ta procedura wyłaniania była znacznie szersza i żeby uwzględniała propozycje zgłaszane przez opozycję, spoza grupy rządzącej. Byłoby to dużo bardziej korzystne z punktu widzenia interesów Polski - także w dłuższej perspektywie współpracy przyszłego rządu polskiego z Komisją Europejską, gdyby to był ktoś, kto zyskuje akceptację obu stron dzisiejszej sceny politycznej, z racji swojej fachowości.

A skąd Pana zdaniem bierze się dysonans między wicepremierem Piechocińskim, który niedawno mówił, że teka energetyki jest już dla nas przegrana, obejmie ją ponownie Niemiec Gunther Oettinger, a premierem Tuskiem, który dzisiaj nieoczekiwanie ogłosił, że nadal o nią walczymy?

Myślę, że poziom dezinformacji, jaki wychodzi z otoczenia premiera, na temat kształtu tych negocjacji jest zadziwiający i bardzo niepokojący. Wszyscy dobrze wiedzą, że gdyby ta teka miała przypaść komu innemu niż Niemcom, to musiałoby dojść do ogromnego przebudowania całej architektury personalnej Komisji Europejskiej. Żeby Niemcy zrezygnowały z tej teki, to tylko za cenę czegoś jeszcze bardziej dla nich korzystnego.

Pamiętajmy bowiem, że kwestia tych nominacji jest skomplikowaną łamigłówką. Jeśli szefem Komisji zostaje mężczyzna, chadek z centrum starej Europy - Luksemburczyk, to powinien mieć zastępcę kobietę, socjalistkę z Południa. A skoro Wysokim Przedstawicielem zostałaby kobieta, socjalistka z Południa, to szefem Rady Europejskiej powinien z kolei zostać ktoś z Północy lub nowych krajów członkowskich, pewnie kobieta, bo mężczyzna z Hiszpanii pewnie będzie szefem Eurogrupy. To się wszystko tak składa.

W tym sensie jedyną dopuszczalną możliwością takiej układanki z teką komisarza ds. energetyki dla Polski byłaby sytuacja, w której Niemcom przypadłaby rola szefa Rady Europejskiej, albo szefa Eurogrupy. Bez takiej zasadniczej przebudowy całej koncepcji podziału stanowisk, mówienie o tej tece dla Polski jest abstrakcją.

Wiele krajów już dawno zgłosiło swoich komisarzy, łącznie ze swoimi preferencjami i lista członków Komisji powoli się domyka - znamy już komisarza słowackiego, fińskiego, austriackiego, niemieckiego, brytyjskiego. My zaś przez walki wewnętrzne w Platformie tylko tracimy czas - pole manewru coraz bardziej zawęża się i upieranie się dzisiaj przy Sikorskim jako Wysokim Przedstawicielu blokuje nam inne pola negocjacyjne i jest po prostu błędną taktyką.

Jak by Pan ocenił nasze starania, naszą walkę o objęcie najważniejszych stanowisk w Unii?

Jeśli się okaże, że Polsce nie przypadnie żadne z ważnych stanowisk w Europie, to będzie cofnięcie się do sytuacji, jaką mieliśmy 5 lat temu. Pamiętajmy, że to wówczas dostaliśmy bardziej symboliczne, najmniej ważne ze stanowisk, ale jednak szefa Parlamentu Europejskiego dla Jerzego Buzka - tak więc w tym rozdaniu głównych stanowisk w Europie Polska miała swój udział.
Jeśli w tym roku okaże się, że nie mamy nikogo - szef Komisji Europejskiej już przepadł, szef Eurogrupy jest nie dla nas, szef Europarlamentu już przepadł, Wysoki Przedstawiciel w zasadzie też już przepadł, bo musi być to socjalistka- kobieta, odpadła Rada Europejska, która chyba nigdy Polsce nie była proponowana - to wyjdzie na to, że tak się zakiwaliśmy, że dostaniemy jakąś tekę, tylko dlatego, że należy się nam ona z traktatów, ale wcale nie priorytetową. Możemy wylądować tak, że obniżymy swój stan posiadania nawet względem tego co było 5 lat temu.

Co to może oznaczać dla Polski i wizerunku naszego kraju?

Pada kolejny argument propagandowy Platformy, mówiący o tym, że to jest partia, która dobrze reprezentuje nas w Europie, potrafi poruszać się na salonach europejskich i potrafi tam rozegrać polskie interesy. Jeżeli tak się stanie, to będzie dowód na to, że nawet ten termin propagandy Platformy jest dęty. Dzisiaj nie chodzi o indywidualne kariery tego, czy innego pana. Chodzi o to, żebyśmy w rozdaniu politycznym, które dokonuje się w Europie mieli na tyle ważne stanowisko taktyczne w komisji, żeby ono służyło celom polskiej polityki. Dlatego należy postawić na przemysł, dlatego powinien być wybrany model konsensusu między partiami, żeby przyszły polski rząd mógł w tym konsensusie dobrze funkcjonować. Należy działać zgodnie z logiką dbania o polski narodowy interes, a nie walką wewnętrzną w ramach Platformy i propagandą sukcesu, która zawsze jest propagandą sztucznego sukcesu.

Czy ma pan wrażenie, że politycy Platformy są w tej chwili marginalizowani, ignorowani przez decydentów europejskich?

Nigdy nie było tak, że politycy Platformy byli sprawcami jakichś ważnych przedsięwzięć w Europie. Wtedy, kiedy byli potrzebni i pasowali do obrazka, kiedy trzeba było Polskę mieć po swojej stronie, byli zapraszani do różnego rodzaju gremiów. Ale nigdy nie byli w nich osobami wyznaczającymi kierunki. Nie jest np. tak, że Partnerstwo Wschodnie było dziełem wybitnej szarży dyplomatycznej dzisiejszego obozu rządzącego. Nic takiego nie miało miejsca. Dzisiaj pogłębia się stan braku inicjatywy europejskiej rządu Tuska, co wynika z tego, że ten rząd jest coraz słabszy w Polsce.

Przy rozdziale stanowisk europejskich rozgrywa się brutalna walka, a wszyscy w Europie wiedzą, że rząd PO-PSL jest bardzo słaby w kraju, w każdej chwili może być zmieniony. Z takim rządem nie dokonuje się wielkich umów i uzgodnień, skoro w każdy poniedziałek kolejna publikacja prasowa może oznaczać koniec tego rządu. Z takim rządem, który istnieje od poniedziałku do poniedziałku nikt poważnie nie rozmawia na temat wielkich umów politycznych, bo to nie jest partner do długofalowych rozmów.

Jeszcze raz wracam do tego co mówiłem: dobrze byłoby, gdyby rząd wyciągnął choćby taki wniosek, żeby procedury negocjacyjne dotyczące naszych stanowisk europejskich były przeprowadzane w porozumieniu z opozycją. Tak, żeby było wiadomo, że człowiek, którego wysyłamy, jest silny, bo ma poparcie wszystkich sił politycznych w Polsce, a nie jest wynikiem gry i taśm prawdy. Przecież Jacek Rostowski był do tej pory prawie pewnym kandydatem, a taśmy prawdy skończyły jego kandydaturę. Sikorski mógł być poważnym kandydatem, a taśmy prawdy skończyły jego kandydaturę. Jan Krzysztof Bielecki siedzi z tyłu, zaciera ręce, bo może on po tych dwóch głowach przejdzie na stanowisko. Ale to wszystko nie jest transparentne i nie ma nic wspólnego z wybieraniem właściwej osoby na właściwe stanowisko.

Rozmawiał Krzysztof Karwowski

fot. M. Czutko
CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook