Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Sellin: W kulturze musi być zagwarantowana wolność

09.02.2014

"Ryzykowne przedsięwzięcia kulturowe powinny sobie szukać mecenasów prywatnych" - mówi poseł PiS w rozmowie ze Stefczyk.info.

Stefczyk.info: PiS chce aby państwo na kulturę przeznaczało 1 proc. wydatków budżetowych. Czy to realne?

Jarosław Sellin, były wiceminister kultury: To jest realne, tym bardziej, że od osiągnięcia tego celu wcale nie jesteśmy tak daleko. Minister Zdrojewski nie zawsze podaje precyzyjne informacje, bardzo często miesza środki europejskie ze środkami budżetowymi, również dołącza do tych wydatków środki, które na kulturę przeznaczają samorządy. Nam chodzi dokładnie o wydatki państwa, to co jest przewidziane w budżecie. To jest do osiągnięcia w perspektywie najbliższych dwóch, trzech lat, ale potrzeba pewnej determinacji. Nam jej nie zabraknie.

Gdy państwo ogłaszali ten program, Jarosław Kaczyński powiedział, że nie chce aby sfera sztuki była sferą biedy i nędzy. Czy dziś już tak jest? Jeżeli tak to w jakiej dziedzinie jest to najbardziej widoczne?

Jarosław Kaczyński jest doświadczony roczną podróżą po tzw. Polsce powiatowej i mnóstwem spotkań w pięknych miejscach, małych miasteczkach, poznał mnóstwo ludzi którzy zajmują się kulturą na polskiej prowincji. On się zorientował, że życie kulturalne tam często kwitnie, ale jest słabo dofinansowane przez władzę publiczną – bardzo często wspaniali artyści, prowadzący pracę edukacyjną i twórczą, są słabo wynagradzani i niedoceniani. Jarosław Kaczyński głównie o tym myślał mówiąc o tej sferze biedy i nędzy. Chcemy to zmienić. Chcemy aby w tej przestrzeni Polski prowincjonalnej, pięknej Polski lokalnej, artyści – bardzo często wybitni, mieli poczucie, że są szanowani i doceniani przez władzę publiczną.

Czy można powiedzieć, że poza dużymi miastami ta kultura trochę kuleje? Istnieją Domy Kultury, jednak często są one zaniedbane...

To bardzo różnie bywa. To zależy od jakości władzy lokalnej i samorządowej – jedna jest bardziej wrażliwa na tę sferę, a druga mniej. Chcemy też inspirować i zachęcać władze lokalne – jeżeli będzie nam dane rządzić krajem – różnymi programami operacyjnymi, które może uruchamiać Ministerstwo Kultury. Planujemy tworzyć takie zachęty np. w postaci współfinansowania inicjatyw przez samorząd i państwo.

Powiedzieli państwo, że jesteście za współfinansowaniem kultury z finansów publicznych, jednak poza taką kulturą, która ma elementy destrukcji społecznej. To się da oddzielić?

Ta sprawa była mocno przerysowana przez media lewicowo-liberalne, które chciały zdyskredytować nasze spotkanie z twórcami kultury. To właśnie środowiska kulturalne, a nie my, nie politycy, o tym głośniej mówili. Rzecz sprowadza się do tego, że uznajemy, że sfera kultury to jest przede wszystkim sfera indywidualnej pracy twórczej i tu musi być zagwarantowana wolność. Nikt nie ma zamiaru żadnego zamachu na tę wolność czynić. Natomiast jeśli chodzi o instytucje finansowane z pieniędzy publicznych, to one muszą roztropnie rozważać czy różne dzieła twórcze budują wspólnotę czy ją naruszają. Mówię zarówno o wrażliwości patriotycznej, jak i religijnej, które są bardzo delikatne – są artyści, którzy chcą iść na skróty i różnego rodzaju prowokacjami godzić w te wrażliwości. Tego typu rzeczy raczej zawsze będą, bo taka pokusa wśród artystów chcących iść na łatwiznę będzie. Natomiast takie ryzykowne przedsięwzięcia kulturowe powinny sobie szukać mecenasów prywatnych, którzy chcą takie rzeczy finansować. W sferze publicznej bardzo ostrożnie z takimi rzeczami – nie można ludzi prowokować w instytucjach publicznych, które są utrzymywane przez wszystkich. Ludzie maja prawo do słusznych pretensji, że ich wrażliwość jest naruszana, jeżeli dana instytucja jest finansowana ze środków publicznych.

Na ten pomysł bardzo ostro zareagował TVN, twierdząc, że jest to powrót do praktyk PRL, kiedy to decydowano kto i jakie pieniądze dostanie. Jak by się pan odniósł do tych zarzutów?

To jest zaściankowe myślenie, abstrahujące od doświadczeń mecenatu publicznego w krajach rozwiniętych zachodu i USA. Tam taka dyskusja się już dawno przetoczyła. W instytucjach kultury finansowanych przez państwo nie zdarzają się już rzeczy, które bulwersują opinię publiczną i naruszają czyjeś wrażliwości. Uważa się, że demokracja również polega na tym, że indywidualne uczucia powinny być szanowane. Jeżeli formułuje się takie zarzuty, to się nie zna rzeczywistości zachodniej, gdzie od takich nurtów, których celem jest prowokacja krzywdząca, dawno się odeszło. Jest to dowód zaściankowego myślenia. Ten pomysł nie ma nic wspólnego z PRL-em, tylko ze zdrowym rozsądkiem.  

Zapraszamy na profil Stefczyk.info na facebooku!

not. mc

[fot. PAP/Jacek Turczyk]

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook