Jedynie prawda jest ciekawa


Saulski: Dlaczego nie kocham się w Gowinie

30.09.2013

Z pewnym rozbawieniem, ale i niepokojem obserwuję reakcję moich rozmaitych konserwatywnych znajomych wobec „konwencji partii Gowina”, czymkolwiek ta partia miałaby być. Dominuje, ku mojemu zdumieniu, zachwyt. Nowa (?) siła, nowa (?) szansa, nowa (?) twarz na polskiej scenie politycznej, no i deklaracje i zainteresowaniu, popieraniu, świeżym oddechu i tak dalej. Litości.

Uważam się za dość, powiedzmy, spokojnego obserwatora sceny politycznej. Obce są mi mody i zachwyty, poszczególne nowe projekty staram się oceniać wedle ich szans powodzenia i skuteczności, oraz przede wszystkim – tego co mogą one dobrego przynieść dla Polski. Owszem – są politycy, których darzę pewną osobistą sympatią, są też tacy, których widziałbym, mówiąc Wałęsą – „za murkiem”. Gowin zdecydowanie należy do kategorii „ani ziębi, ani grzeje”, to znaczy nie wiążę z jego osobą jakichkolwiek osobistych sympatii bądź antypatii.

To ważna deklaracja na początek, proszę mieć ją na uwadze czytając kolejne akapity. Otóż Gowina uważałem i wciąż uważam za kandydata na Palikota prawicy. Jego rozbrat z PO to w mojej ocenie kłótnia w rodzinie, jednak ta kłótnia może poważnie zaszkodzić obozowi antyestablishmentowemu, którego naczelną siłą jest obecnie partia Jarosława Kaczyńskiego. I nie – nie jestem bezkrytycznym, zakochanym w JK „pisiorkiem” (ale z góry dziękuję komentującym poniżej za ten uroczy epitet) – Kaczyński tak jak i Gowin nie wzbudza we mnie żadnych emocji – oceniam i komentuję, chyba już zresztą kiedyś o tym pisałem. Whatever.

Przejdźmy do meritum. Otóż – dlaczego nie zakochuję się w Gowinie? Jest kilka powodów. Powód pierwszy jest taki, że Gowin to było nie było platformerski prominent – w partii przebywał długo, był tam dobrze umocowany, ma wiedzę o pewnych działaniach, którą myślę chciałby posiadać niejeden poseł opozycji. Co więcej przez lata był Platformie wierny jak najwierniejszy pies – tolerował politykę zadłużania państwa (rozpoczętą, pamiętajmy, dzień po objęciu steru w ministerstwie finansów przez Jacka Rostowskiego), tolerował rozmaite układy rodem z najczarniejszego ganglandu, kosztujące Polskę miliardy, słownie – miliardy złotych. Biernie obserwował sitwy i koterie, równie biernie przyglądał się rozrostowi administracji publicznej, mającej być (obok rozmaitych biznesmenów wymieniających się z ministrami zegarkami) główną klientelą władzy, gwarantując jej trwanie. I za swoją wierność otrzymał nagrodę – jako konserwatywny kwiatek do kożucha doczekał się stanowiska ministra i to nie byle czego bo sprawiedliwości.

Tutaj rozpoczyna się scena druga sztuki pod tytułem „Gowin miłością dla prawicy (powinien) być”. Dlaczego? „Bo deregulacja!” odpowiadają polemiści. Tak, kochani, deregulacja… ta sama, którą teraz rozmaite korporacje zawodowe skutecznie i szybko odkręcają, wprowadzając zmiany zapisów szczegółowych ustaw, lub po prostu dalej blokując dostęp do danych zawodów już bezprawnie, na zasadzie zwykłej sitwy. Kochani – gdyby deregulacja gowina miała cokolwiek zmienić to by do niej nigdy nie doszło. Czy pamiętamy lata 2005 – 2007 kiedy PiS realnie próbował cokolwiek zmieniać? Czy pamiętam ten krzyk, ten opór środowisk prawniczych, biznesowych, medialnych? Bo ja pamiętam. A w tej gowinowej pic-deregulacji jedynymi, którzy się burzyli byli, o zgrozo – taksówkarze. Media trochę, dla uwiarygodnienia, się poburzyły po czym krzyknięto „następny!” i temat spadł z wokandy. Ludzie – to już Wipler miał skuteczniejszy patent na deregulację!

Ale dalej – program. Słyszę, że „no, popieramy, ale czekamy na konkrety”. Czyli jednak słabo z tym poparciem, na razie Gowin wygrywa, ale w internetach. Program „1 godzina dla Polski” jakoś dziwnie mi brzmi Ziemkiewiczem, który pisał w „Myślach Nowoczesnego Endeka” by Polsce poświęcić cztery godziny w tygodniu. No, ale Ziemkiewicz jest endekiem, z krwi i kości. Gowina trudno o odwołanie do myśli narodowodemokratycznej posądzać.

Nie, chodzi o coś innego. Pamiętajmy, że pierwszy „program Gowina” był programem wręcz absurdalnie socjalnym. Znakomicie wypunktował to na łamach wGospodarce.pl Jacek Strzelecki – polecam link uwadze: http://wgospodarce.pl/opinie/5792-gowina-gruszki-na-wierzbie-czyli-polacy-to-idioci. Teraz Gowin drastycznie zmienia front, chcąc ubrać się w szaty wiplerowskie i zagarnąć do siebie rozmaite „sieroty po Korwinie” łaknące reform, zwalniania „urzędasów”, niskich podatków, wolnego rynku i pewnie jeszcze liberalnego dostępu do broni palnej. Tylko, że Republikanie byli stowarzyszeniem działającym na rzecz wartości wolnościowych od lat! Toteż nie dziwi Gowinowa chęć uwiarygodnienia się przy pomocy ekipy Wiplera – na miejscu tego ostatniego jednak do tego tańca przystępowałbym bardzo ostrożnie.

Nie twierdzę, że program Gowina nie ma uzasadnienia. Owszem ma, i wiele postulatów (niższe podatki, redukcja administracji, reformy zamieniające ten otaczający nas postfeudalny gangland w państwo wreszcie wolnorynkowe) sam popieram. Gowin ponadto nie bez pomyślunku sięga po poparcie przedsiębiorców – kto ma dać kapitał na nową partię jak nie oni. Ale przypomnę coś Państwu.

Pamiętacie rok 2005? Dlaczego możliwe było wtedy to wielkie zwycięstwo partii Jarosława i Lecha Kaczyńskich? Przypomnę – otóż cały establishment przed wyborami parlamentarno-prezydenckimi rzucił się popierać Włodzimierza Cimoszewicza. Gdy ten odpadł po zagrywce św. pamięci pułkownika Miodowicza z Anną Jarucką establishment po prostu zapadł w jakąś dziwaczną konfuzję, w ostatniej chwili rzuciwszy się z poparciem dla śmiesznej inicjatywy demokraci.pl. Zarówno PiS jak i PO były wtedy jednak (PO przynajmniej deklaratywnie) partiami zmiany, wielkiego wstrząsu mającego wreszcie zmienić Polskę na lepsze. I tak było, pomimo wielkiej kłótni, jeszcze niemal do końca tamtej kadencji, czyli roku 2007-go. Tusk swoją woltę pod hasłem „NIE dla IV-RP!” (nawiasem – ładny mi wyszedł rym) wykonał niemal w ostatniej chwili, wcześniej zapowiadając się jako „ten prawdziwy” zwolennik wielkiej zmiany, wielkiej naprawy. I establishment to kupił, a Tusk od 2007 roku jest tegoż establishmentu patronem i obrońcą.

Jednak Tusk słabnie. Z każdą chwilą, z każdym dniem. Establishment, choć tego nie widać, desperacko szuka nowego patrona. Na razie przycupnął przy Bronisławie Komorowskim, jednak pomimo wysokiego zaufania społecznego prezydent jest słaby i coraz bardziej kojarzy się z Platformą, więc może pójść na dno razem z nią. Co wtedy? Czyż gowin nie daje establishmentowi sygnału – „Ej, jestem tutaj. Pewnie, że trochę konserwatywny, trochę nie z waszej bajki, ale jestem, bo kto jak nie ja? Kaczor!”. I establishment zagryzając zęby może na taki układ pójść.

Tym bardziej, że Gowin „błysnął” nonkonformizmem w sprawach akurat dla Polski naprawdę na znajdujących się na dziesiątym planie. Postawienie się homolobby w naszym kraju naprawdę nic nie kosztuje, tak samo jak nic nie kosztuje postawienie się zwolennikom aborcji, przy obecnym kompromisie, czy on się komuś podoba czy nie. Proszę mi uwierzyć – postawienie się prawdziwej sitwie kosztowałoby Gowina o wiele więcej.

Dlatego – nie, nie kocham się w Gowinie. Pomimo tego, iż jestem bardzo krytyczny wobec Jarosława Kaczyńskiego uważam, iż jest on najbardziej wiarygodnym reprezentantem emocji antyestablishmentowych. To wszak polityk, który prowadzi pewien polityczny kurs od lat i za prowadzenie go zapłacił zresztą bardzo wysoką cenę. I pomimo tarć na linii PiS – środowiska zbiorczo skupione przy Ruchu Narodowym – „Solidarności” Piotra Dudy – Wipleryści. W moim przekonaniu to właśnie te cztery siły doprowadzą z czasem do realnych zmian w Polsce.

GO-WIN? No thanks – you better GO-OUT.

Arkady Saulski

Zainteresował Cię artykuł? Dołącz do nas na Facebooku!

[fot: PAP/Jacek Bednarczyk]


Warto poczytać

  1. dawid-winiarski-22072018 22.07.2018

    Cudowne uzdrowienie czy symulacja? Co tak naprawdę się stało nowemu męczennikowi opozycji

    Ostatnie posiedzenie Sejmu wzbudziło spore zainteresowanie opinii publicznej

  2. sleeping-giants-18072018 18.07.2018

    Zastraszali firmy bo chcieli zniszczyć prawicowe media. Działalność lewicowej grupy została zdemaskowana

    Prawicowy portal Daily Caller ujawnił tożsamość założyciela organizacji Sleeping Giants, zajmującej się zastraszaniem firm zamieszczających reklamy w prawicowych mediach. Okazało się, że jej założyciel, Matt Rivitz, sam jest pracownikiem przemysłu reklamowego

  3. 1270SZTUCZNEMIESKO 18.07.2018

    Zgroza. Już za kilka lat w restauracjach będziemy jeść sztuczne mięso

    Świat stanął na głowie. Choć tę tendencję obserwujemy na wielu płaszczyznach, to jednak ostatnie dokonania holenderskich naukowców napawają nas przerażeniem. Tamtejsza spółka zaprezentowała pierwszego hamburgera, do którego mięso wyprodukowano w laboratorium

  4. stop-pedofilii-14072018 14.07.2018

    Czy to krok w celu akceptacji pedofilii? Amerykańska strona internetowa chce zmiany słowa "pedofil" bo jest obraźliwie

    Thepreventionproject.org to strona internetowa o charakterze profilaktycznym, która zajmuje się badaniem oraz pomocą osobom, które posiadają skłonności pedofilskie

  5. 1270tuseksmieszek 13.07.2018

    Tusk wyśmiany przez amerykańskich dziennikarzy. Mocny komentarz Antoniego Macierewicza

    Donald Tusk chyba nie zdaje sobie sprawy z faktu, że w Europie niewielu traktuje go poważnie. Choć wielokrotnie dano mu to odczuć, on niezrażony stara się pokazac, że jest politykiem „z pierwszej ligi”. Próbował to udowodnić, pouczając Donalda Trumpa

  6. walesa02022018 09.07.2018

    Czy to atak sztabu wyborczego PO? Przychylne dla Jarosława Wałęsy komentarze pochodzą z tego samego komputera

    Zobacz zdjęcie z komentarzami dla Jarosława Wałęsy

  7. 1270prezydentandrzejwolyn 09.07.2018

    Prezydent oddający hołd wymordowanym Polakom? Dla lewactwa to powód do śmiechu!

    Trudno o większe zezwierzęcenie, niż wyśmiewanie się z osoby, która oddaje hołd ofiarom ludobójstwa. Jednak to, co dla przyzwoitych ludzi jest niedopuszczalne, dla wielu, wychowanych na publicystyce wiadomej gazety, jest rzeczą naturalną

CS157fotoMINI

Czas Stefczyka 157/2018

PDF (9,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook