Jedynie prawda jest ciekawa

Saryusz-Wolski: Trump to nie koniec świata

18.02.2017

Potencjał wojskowy Europy jest bezużyteczny, gdy w sytuacji zagrożenia zabraknie politycznej woli by go użyć – uważa europoseł PO Jacek Saryusz-Wolski. W wywiadzie dla portalu EurActiv.pl mówi o scenariuszach przyszłości globalnego porządku w obliczu Brexitu i wyniku wyborów prezydenckich w USA.

Zdaniem europosła wybór Trumpa na prezydenta USA „to nie koniec świata”. „Po pierwsze, trzeba „napić się zimnej wody” i zobaczyć, co z tych zapowiedzi zostanie. Po drugie, hasła protekcjonistyczne w USA i w Europie są oparte o fałszywą diagnozę. Ubożenie klasy średniej i ucieczka miejsc pracy są związane przede wszystkim ze zmianami technologicznymi, a nie z handlem międzynarodowym czy z globalizacją. […] Są to problemy, które rodzą konsekwencje społeczne i polityczne są podobną zmianą jak historyczna rewolucja przemysłowa w Anglii” - podkreśla Saryusz-Wolski i dodaje: „Wiemy, że protekcjonizm i kłótnie handlowe były podglebiem I wojny światowej. Trzeba to dziś wytłumaczyć społeczeństwom”.

Według niego ze Stanami Zjednoczonymi jest jak z przysłowiowym „wielkim tankowcem”. „Jeżeli chcemy „zmienić kurs o pięć stopni” musimy bardzo długo kręcić kołem sterowym. Długi czas potrzebny jest na choćby niewielką zmianę kursu – a to wszystko jest uwarunkowane instytucjonalnie. Jeżeli chodzi o gospodarkę, reakcje parametrów gospodarczych, kursy walut i kursy akcji powinny być sygnałami, które będą ograniczać możliwość manewru. Pozwolą na ruchy w określonych granicach. Dziś nie można sobie wyobrazić Ameryki jako protekcjonistycznej „wyspy”. Potęga gospodarcza Stanów Zjednoczonych polega na symbiozie z gospodarką światową. Co oznacza odcięcie od gospodarki światowej – widzimy na Kubie. Każdy kraj odcięty od świata popada w ubóstwo” - uważa europoseł PO. 

Jego zdaniem Ameryka ryzykuje, że zaszkodzi sama sobie. „Szkodzi przede wszystkim sobie, ale też światu – na własne życzenie pozbawiając się roli lidera nie tylko gospodarczego, ale też w zakresie standardów i wartości – tzw. soft power. Życie weryfikuje takie plany. Zmiany będą dużo płytsze, niż się głosi i nie będzie końca świata. Powinniśmy jednak przyjąć, że zmiany w jakiejś formie i dziedzinach nastąpią. W tej chwili ważne dla Europy i Polski jest przygotowanie się na te procesy, a nie rozdzieranie szat” - mówi i dodaje, że to oznacza iż Europa w sprawach bezpieczeństwa musi być coraz bardziej samowystarczalna i zwiększyć nakłady zbrojeniowe.

„Czyli wzmocnienie NATO i jego europejskiego filaru. […] Amerykański historyk strategii Edward Luttwak powiedział, że albo Europa wystawi armię w liczbie pół miliona, albo Ameryka dogada się z Rosją ponad głowami Europy. Od kilku lat próbuję przeforsować w Parlamencie Europejskim propozycję, aby 2 proc. PKB przeznaczane na obronę traktować jako mechanizm wyłączony z reguł naliczania deficytu budżetowego Unii. Albo musimy stworzyć mechanizm motywacyjny, albo nieformalny wewnątrzeuropejski podział na tzw. wschodnią flankę i Zachód się pogłębi. […] Zachód Unii oskarża wschodnią flankę o brak solidarności, a sam nie wypełnia swych zobowiązań. To jazda na gapę” - przekonuje Saryusz-Wolski. 

„Zresztą nie chodzi tylko o ilość, ani nawet też o jakość zakupów. Armia nic nam nie da, jeśli nie będziemy gotowi jej używać. Co z tego, że Francja ma obronę nuklearną? Nic. Europa powinna popracować nad zmniejszeniem różnic politycznych w percepcji zagrożeń bezpieczeństwa i wypracowaniem woli politycznej do użycia środków, jakimi dysponujemy. Należy zwiększać wydatki, rozbudowywać potencjał, rozkładać ciężary równo. Ale przede wszystkim trzeba chcieć użyć tej siły. Nie można jej budować tylko po to, by wspierać przemysł wybranych państw” - tłumaczy europoseł. Według niego przykładem niewykorzystanego potencjału są Grupy Bojowe UE i Eurokorpus.

„Mamy – nie używamy. Potrzebny jest więc przełom i wydatkowy, i polityczny” - dodaje. Jego zdaniem wzmacnianie wschodniej flanki powinno iść dalej niż teraz. „Te bataliony są absolutnie kluczowe. Ich obecność oznacza, że NATO będzie bronić tych krajów w myśl artykułu 5. Bez nich moglibyśmy się zastanawiać, na ile ten artykuł jest wiążący i czy są jakiejś „paralele” z gwarancjami brytyjskimi i francuskimi w II wojnie światowej” - wyjaśnia Saryusz-Wolski. 

Według niego nikt nie wie, jakie będą zagrożenia w przyszłości. Dziś Rosja, a jutro? „Gdy pojawiły się plany stworzenia tarczy antyrakietowej nad Europą, ich pierwotną przyczyną był Iran. Nikt nie jest w stanie powiedzieć, kto i kiedy będzie miał jakąś broń. Dlatego trzeba budować ochronę „przed” a nie „po”. Takie inwestycje przynoszą owoce po wielu latach. Powinniśmy mieć własną zdolność odstraszania i reagowania ze wszystkich kierunków” - twierdzi. Dzisiaj – w jego opinii - potencjalnym wrogiem jest jednak zdecydowanie Rosja. 

„Koncentruje duże liczby czołgów i rakiet na granicy NATO, odtwarza armię. Na przykład liczba wagonów do transportu czołgów zamówiona przez Rosję na 2017 rok, wzrosła względem roku 2016 84 razy. Świadczy to o masowej mobilizacji” - mówi. W przekonaniu europosła sprawny potencjał wojskowy liczy się wtedy, kiedy stoi za nim gotowość jego wykorzystania.

„Oddziały polskiej husarii wygrywały ze znacznie większymi od siebie oddziałami wroga dzięki determinacji. To jest kwestia prawdopodobieństwa i skuteczności użycia. Istniejący i wciąż znaczący potencjał wojskowy Europy jest bezużyteczny, gdy w sytuacji zagrożenia zabraknie politycznej woli, by go użyć” - przekonuje. A rosyjska doktryna wojskowa zakłada możliwość podjęcia uderzenia wyprzedzającego – zarówno konwencjonalnego, jak i nuklearnego. Według niego Polska powinna dążyć do podmiotowego traktowania w sprawach geostrategicznych.

„Jeśli mamy być sojusznikami – to w całej rozciągłości, a nie jako rynek nabywców broni, w razie czego skazany na samotną obronę. Ważnym kryterium jest tu posiadanie własnego przemysłu. Częściowo powinniśmy produkować własne uzbrojenie. Sprzedaż broni to decyzja polityczna, nie biznesowa” - uważa Saryusz-Wolski. 

„Program zakupowy polskiego wojska to dziś największa kwota w skali Europy, planowana na wydatki rzędu 130 mld euro do 2022 roku. Jesteśmy uważani za wielkiego i bardzo ważnego klienta. Trzeba wykorzystać te środki, aby osiągać cele geostrategiczne i geopolityczne. Powinniśmy kupować lepszą broń niż nasi potencjalni przeciwnicy” - podkreśla. Zdaniem europosła trzeba zawierać sojusze służące naszemu interesowi, a na ogół jest to funkcja zmienna.

„W różnych sprawach z różnymi. To dotyczy polityki unijnej w różnych obszarach. Jeśli chodzi o sprawy militarne, należy wiązać się z tymi, którzy będą godni zaufania w sprawie dotrzymywania zobowiązań sojuszniczych. My jako Polska i jako Europa powinniśmy mieć zdolność sojuszniczą z tymi, którzy są nam cywilizacyjnie najbliżsi, czyli z Ameryką. Powinniśmy być zdolni do funkcjonowania w różnorakich sojuszach. Dziś takim sojuszem jest Sojusz Północnoatlantycki i Stany Zjednoczone. Dziś musimy ten sojusz wzmacniać i go bronić. W odróżnieniu od niektórych poglądów w Europie, powinniśmy traktować NATO jako „my” a nie „oni” - mówi europoseł dalej. 

Jego zdaniem Unia musi wrócić do metody Jeana Moneta – do stopniowej integracji. „Nie może wkraczać w decyzje, które do niej nie należą. Potrzebna jest konsolidacja Unii a nie rewolucja. Ale dobrej Unii należy bronić przed zagrożeniami zewnętrznymi i wewnętrznymi” - twierdzi i dodaje, że im bardziej skonsolidowana i solidarna Grupa Wyszehradzka, tym wszyscy razem i z osobna ważymy więcej w całej Unii.

„Im bardziej każdy z nas jest w dobrych relacjach z resztą Unii, tym lepiej dla Grupy Wyszehradzkiej. Zdecydowanie trzeba utrzymać sankcje wobec Rosji, ponieważ ani nie ustały ich przyczyny, ani nie osiągnięto jeszcze ich założonego celu. Nie ma więc żadnych przesłanek ku poluzowaniu sankcji. Ich załagodzenie zachęciłoby stronę rosyjską do dalszych negatywnych działań i agresji” - przekonuje Saryusz-Wolski.

Ryb, euractiv.com

Fot. [saryusz-wolski.pl]
CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook