Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Rzeczpospolita w erozji

27.10.2011

Wizyta Aleksandra Kwaśniewskiego w Katyniu z 1996 r. była świetnie przygotowana - pisze "Fakt". Na tę okoliczność zalano nawet betonem zdewastowany pas startowy lotniska w Smoleńsku. Braku odpowiedniego zabezpieczenia lotu prezydenta Kaczyńskiego do Smoleńska nie da się tłumaczyć ani rangą polskiego państwa, ani twardą postawą Rosji.

Od 10 kwietnia 2010 roku szefostwo Biura Ochrony Rządu powtarza, że wizyta prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz polskiej delegacji w Katyniu była dobrze zabezpieczona i przygotowana. Choć prokuratura bada ewentualne nieprawidłowości i zaniechania Bura w tej sprawie, jego szef gen. Marian Janicki zdaje się być poza podejrzeniem. Od czasu katastrofy jest otoczony kordonem bezpieczeństwa i nietykalności. Władza chwali go i nagradza. W ciągu roku otrzymał odznakę „Bene Merito” za działalność wzmacniającą pozycję Polski na arenie międzynarodowej oraz nominację generalską. Prokuratura prowadząca śledztwo ws. możliwych nieprawidłowości przy zabezpieczaniu wizyty w Katyniu przesłuchała Janickiego w charakterze świadka, co sugeruje, że nie jest on zagrożony zarzutami w tej sprawie. Jednak, wbrew temu co próbuje się wmawiać Polakom, działania BOR oraz jego szefostwa przy okazji lotów do Smoleńska są skandaliczne.

Widać to doskonale przy okazji każdej wizyty zagranicznej delegacji w Polsce. Gdy do kraju miał przylecieć Barack Obama, agenci amerykańskich służb przeczesali dokładnie pół miasta. Ta sama połowa miasta została zamknięta na czas przejazdu prezydenta. Krok w krok za Obamą chodzili ludzie uzbrojeni w broń palną, również długą. Na dachach domów stojących przy ulicach, którymi poruszał się Obama, pojawili się snajperzy zabezpieczający przejazd. Do Polski amerykańskie służby przywiozły samochód pancerny i wielu swoich ludzi, którzy mieli niemal identyczne prawa jak polska policja. Podobnie sytuacja wyglądała, gdy do Warszawy przyleciał prezydent Rosji Dmitrij Miedwiedew. Znów standardy bezpieczeństwa były wyśrubowane.

Na tym tle zabezpieczenia wizyty polskiej delegacji w Katyniu w 2010 roku jawią się jak igraszki nieodpowiedzialnych dzieci. Na polskiego prezydenta nie czekał nikt na lotnisku, oficerowie BOR stacjonowali w lesie katyńskim, nie pozwolono im na noszenie broni, a wcześniej nie wpuszczono na lotnisko, by dokonali rekonesansu. Polska wysłała najważniejszych ludzi w kraju na lotnisko, którego nikt nie sprawdził. Przyłożenie polskich standardów w tej sprawie do wymogów, jakimi kierują się służby z USA czy Rosji pokazuje skalę degrengolady, jaka panuje w Polsce w ostatnich latach.

Wiele osób takie porównania jednak oburzają. Gdzie my się mamy porównywać z USA czy Rosją? – padają pytania. Okazuje się jednak, że jeszcze kilkanaście lat temu Polska była w stanie traktować sferę bezpieczeństwa prezydenta RP poważnie. Świadczy o tym relacja byłego oficera BOR, który brał udział w zabezpieczaniu wizyty Aleksandra Kwaśniewskiego w Katyniu w 1996 roku. Z jego słów wynika, że zabezpieczenie wizyty polskiej delegacji z 2010 roku odbiega standardami diametralnie od tych z 1996 roku.

W 1996 roku polskie służby specjalne zostały wpuszczone na lotnisko w Smoleńsku, sprawdzono każdy element obsługi. Jak tłumaczy w „Fakcie” oficer BOR polskie służby nakazały nawet wymianę nawierzchni pasa do lądowania na smoleńskim lotnisku. Na remont ten przekazano Rosji środki. Rozmówca gazety zaznacza, że Rosjanie musieli dokonać wymiany wszystkiego, co budziło nasze wątpliwości, włącznie z każdą żaróweczką czy guzikiem. Pytany o działania BOR w Smoleńsku w 2010 roku zaznacza, że nie wyobraża sobie sytuacji, w której funkcjonariusze Biura nie czekają na prezydenta na płycie lotniska.

Obecnie władze BOR tłumaczą się, że nie czekano na prezydenta na lotnisku, ponieważ Rosjanie nie pozwolili. W ten sam sposób odpowiadają na pytanie, dlaczego nie został przeprowadzony rekonesans. Jednak ze słów rozmówcy „Faktu” wynika, że całą sprawę można było załatwić po polskiej myśli. Rosjanie nie mogli się nie zgodzić! Gdyby odmówili, do tej wizyty po prostu by nie doszło. Bez spełnienia naszych warunków, nie moglibyśmy zapewnić bezpieczeństwa i prezydent po prostu by tam nie pojechał. Wybuchłby skandal – tłumaczy oficer BOR.

Braku odpowiedniego zabezpieczenia lotu prezydenta Kaczyńskiego do Smoleńska nie da się tłumaczyć, ani rangą polskiego państwa, ani twardą postawą Rosji. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy – ludzie rządzący obecnie Polską oraz konkretni urzędnicy po prostu zignorowali bezpieczeństwo najważniejszego przedstawiciela Rzeczypospolitej Polskiej, nie wykazali zainteresowania tą sprawą, zostawiając polską delegacje na pastwę losu. Postawa Biura Ochrony Rządu, którego podstawowym celem jest gwarantowanie bezpieczeństwa polskim oficjelom, skupia jak w soczewce skutki degradacji Polski, do jakiej doprowadziły rządy Platformy Obywatelskiej. Jej lekceważące podejście do państwa oraz agresja wymierzona w śp. Lecha Kaczyńskiego sprawiły, że w Polsce urzędy i ludzie przestali się przejmować tak błahymi sprawami, jak bezpieczeństwo władz, czy wypełnianie swoich obowiązków.

Stanisław Żaryn


[Fot. PAP/EPA]
CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook