Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

„Rządzący nie szanują opinii publicznej”

15.03.2014

Rozmowa z posłem Przemysławem Wiplerem, założycielem Fundacji Republikańskiej.

Stefczyk.info: po ujawnieniu patologii jakie miały miejsce za czasów Marka Sawickiego w instytucjach podległych resortowi rolnictwa badał pan sytuację spółki Elewarr. Co w świetle tamtych ustaleń oznacza powrót Sawickiego do rządu?

Przemysław Wipler: Ta decyzja oznacza, że rząd, premier nie szanuje polskiej opinii publicznej. Donald Tusk liczy, że mamy pamięć jak kurczaki i nie pamiętamy, że pod skrzydłami ministra Sawickiego Elewarr zmienił się w Elewarr Travel, a dyrektor Śmietanko był „Tony Halikiem” polskiego ruchu ludowego i na koszt podatników jeździł po całym świecie. Powrót Sawickiego jest wstrząsający również w związku z raportem Kancelarii Premiera, którego wyniki opublikowano w zeszłym tygodniu. Kontrola KPRM w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa pokazała, jak gigantyczna była skala nepotyzmu, korupcji i innych patologii w instytucjach podległych ministrowi rolnictwa, którym był wówczas Sawicki.

Powrót Sawickiego oznacza zgodę na recydywę?

To oznacza, że nic się nie zmieniło i się nie zmieni. To pokazuje, że państwo jest łupem politycznym, że Donald Tusk uznaje, że wewnętrzną sprawą PSLu jest to, jak oni dzielą swoją część łupu. Pamiętajmy, że Sawicki został odwołany w ramach rozgrywki wewnątrzpartyjnej. On był głównym kontrkandydatem Pawlaka w wyborach na szefa partii. Odwołanie Sawickiego okazało się być pyrrusowym zwycięstwem Pawlaka. Sawicki potem poparł Piechocińskiego i Pawlak przegrał. To, że Sawicki wraca, świadczy również o tym, jak politycznie słaby jest Piechociński, a także, że to, o czym mówi się od jakiego czasu, czyli o szykowanym w PSLu przewrocie, jest prawdziwe. Powrót Sawickiego jest oznaką, że taki scenariusz jest możliwy.

Do rządu wraca były aferzysta, który odpowiada politycznie za poważny skandal, nepotyzm itd. To wpłynie na wizerunek rządu?

Obawiam się, że cały czas Polaków za mało bulwersują tego rodzaju praktyki i zachowania. Niestety Platforma i PSL to partie, które w coraz większym stopniu żyją z głosów ludzi, którym załatwiły prace. Tych ludzi nic nie zbulwersuje. Jeśli masz 1,7 mln osób pracujących w sektorze publicznym, z czego duża część zależy bezpośrednio od decyzji politycznych, to działa doskonale „prawo PSL”, które sformułował jeden z naszych kolegów Republikanów. Powiedział, że PSL będzie przekraczał 5-procentowy próg wyborczy, jeśli liczba osób, którym załatwi prace nie będzie mniejsza niż 1/3 głosów potrzebnych do wejścia do parlamentu. A poza tym Leszek Miller wrócił, Włodzimierz Czarzasty wrócił, Robert Kwiatkowski wrócił, Aleksandra Jakubowska wróciła. To dlaczego Sawicki miałby nie wrócić? To jest jak w słynnej filmowej scenie: „nie mamy waszego płaszcza i co nam zrobicie?”

W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” jaki już odbił się szerokim echem w internecie przyznaje pan, że należy zamknąć oczy na aneksję Krymu. Czy daje pan zgodę Rosji na okupację Ukrainy i zaprzeczenie integralności terytorialnej tego kraju?

Mówiłem w tej rozmowie, że w chwili obecnej nie mamy silnych, realnych narzędzi mocnego oddziaływania na to, co dzieje się na Ukrainie. De facto rola Polski i polskiej polityki zagranicznej to rola pomocnicza względem tych podmiotów, które mają z jednej strony realne aktywa do prowadzenia polityki zagranicznej, a z drugiej strony mają znacznie większą odpowiedzialność za to, co się dzieje na Ukrainie. Mówię o państwach, które wymusiły na Ukrainie pozbycie się jej potencjału jądrowego. To sygnatariusze porozumienia z 1994 roku ponoszą główną odpowiedzialność za to, co dzieje się na Ukrainie. My będziemy najbardziej dotknięci wydarzeniami na Ukrainie. Jednak uczciwie mówiąc, mamy w takim stanie dyplomację, państwo i armię, nie specjalnie mamy wpływ na to, co będzie się działo na Wschodzie.

Czy mówienie o tym to nie jest osłabianie woli politycznej w Polsce?

To jest oczywiście przykre, ale w mojej ocenie to jest uczciwe postawienie sprawy. Nie należy prężyć muskułów i udawać, że coś naprawdę możemy. Niestety obecnie Donald Tusk i Radosław Sikorski zachowują się jak glon z pewnego dowcipu. On przyklejony do okrętu krzyczy: „hura! Płyniemy!” Polscy politycy sprawiają wrażenie aktywnych, jakby pełnili ważną rolę w rozwiązywaniu tego konfliktu.

Nie odgrywają?

Prawda jest taka, że obsługują jedynie fizycznie pewne procesy i działania, w których odpowiedzialność i narzędzia wpływu mają inne kraje niż Polska. W wywiadzie mówiłem również wprost, że obecna sytuacja to spełnienie prognoz śp. Lecha Kaczyńskiego. Warto pamiętać, że Sarah Palin mówiła Obamie podczas kampanii w USA o zagrożeniu ze strony Rosji. Wtedy wyśmiewano ją, jako osobę indolentną w polityce zagranicznej. Ta linia obawy jednak była zasadna. Lekcja, jaką należy wyciągnąć z Ukrainy, brzmi: skupmy się na tym, na co mamy wpływ. Weźmy się za armię, za potencjał mobilizacyjny na wypadek realnego zagrożenia.

Ono jest realne? Jak ocenia Pan sytuację?

Zagrożenie jest realne, a oprócz działań medialnych nie widzę żadnych decyzji na poziomie państwowym. Obecnie gdyby coś się zaczęło dziać, padłby internet, telefony to wyszedłbym na ulicę i nie wiedział, co dalej robić, by włączyć się w działania na wypadek realnego zagrożenia wojną. W tej sytuacji jest wielu Polaków. Do tego doprowadziła polityka dotycząca armii. Ukraina nastawiona prozachodnio, niezależna od Rosji, jest wielką wartością, ale obecnie jesteśmy w takiej sytuacji, że jako Polska nie mamy narzędzi wpływu oddziaływania na Putina.

Rozmawiał TK
[Fot. PAP/Bartłomiej Zborowski]

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook