Jedynie prawda jest ciekawa

Rząd PO-PSL tuczy „swoje” media

10.10.2014

Poseł Jan Dziedziczak o alarmującym raporcie nt. publicznych pieniędzy w mediach.

Stefczyk.info: Podczas dyskusji po opublikowaniu raportu zespołu parlamentarnego ds obrony wolności słowa padł pomysł, aby sprawą zajęła się NIK. Czy izba powinna sprawdzić jak przepływają publiczne pieniądze z ministerstw do mediów?

Jan Dziedziczak: To bardzo dobry postulat. NIK powinna badać mechanizmy państwa polskiego i wydatki publicznych pieniędzy. Tutaj nie chodzi tylko o wydawanie gigantycznych pieniędzy, naszych pieniędzy. Tutaj chodzi o odkrycie mechanizmów działania mediów, szczególnie niektórych, tych sprzyjających władzy. Raport NIK pokazałby w pełni to, co ustaliliśmy siłami zespołu parlamentarnego, mógłby odpowiedzieć definitywnie na pytanie, czy wolność słowa jest w Polsce zagrożona, czy nie.

Co wskazuje na to, że wolność słowa może być zagrożona?

Zlecanie z publicznych pieniędzy publikacji ogłoszeń, dawanie możliwości zarabiania niektórym koncernom medialnym i redakcjom przez spółki skarbu państwa, przez instytucje publiczne może powodować to, że ten kto płaci będzie miał wpływ na teksty. Warto to prześledzić mając na uwadze tożsamościowy podział mediów. Które redakcje mają możliwość takiego zarobku ze strony państwa, a które nie. Czy odbiorca mediów konserwatywnych musi kupić skrajnie liberalne, lewicowe pismo, żeby dowiedzieć się o jakimś ważnym przetargu lub poznać treść ważnego komunikatu, czy może się dowiedzieć tego z pisma, które kupuje na co dzień.

Wstępne wnioski można już wysnuć na podstawie raportu sporządzonego przez zespół parlamentarny?

Z naszego raportu jasno wynika, że podział środków pieniężnych na ogłoszenia, decyzje o zamieszczaniu ogłoszeń przez ministerstwa i KPRM nie ma związku z poczytnością tytułów. A jeśli nie liczy się takie kryterium, to jakie? Gdzie jest ten klucz?

Jak przebiega ta linia podziału? Kto karmi się tym tortem reklamowym?

Największy kawałek tego tortu jest przeznaczany dla mediów lewicowo-liberalnych, dla mediów przychylnych władzy. Tu rodzi się pytanie, na które żadna odpowiedź jest niedobra dla demokratycznych mechanizmów państwa polskiego. Czy władza z naszych wspólnych pieniędzy decyduje się na zamieszczanie ogłoszeń w mediach jej przychylnych, czy tez te media są przychylne rządowi, bo otrzymują środki z pieniędzy publicznych. Obie te ewentualności są niepokojące i niebezpieczne dla polskiej demokracji.

Jak to wygląda w praktyce?

Czytamy w różnych publikacjach, które ukazują się ostatnio na rynku, że reklamodawcy mają ogromny wpływ na to, co może ukazać się w prasie, a także na to, co może się nie ukazać. Dlatego taki stopień finansowania jedynie wybranych tytułów, jedynie wybranych koncernów medialnych budzi daleko idący niepokój w kwestii demokratycznego funkcjonowania państwa polskiego. Media, oprócz informowania o tym, co się dzieje mają również obowiązek patrzeć władzy na ręce, tak jest w każdym demokratycznym kraju. Dużo trudniej patrzy się władzy na ręce, jeśli z tych rąk otrzymuje się gigantyczne pieniądze.

Przy konstruowaniu tego raportu posłowie mieliście ogromne kłopoty z uzyskaniem informacji z ministerstw na temat wydawania przecież publicznych pieniędzy. Z czego to może wynikać?

Może to wynikać choćby z bałaganu, co także jest niedopuszczalne przy wydawaniu publicznych pieniędzy, bo przypomnę, że mówimy o 25 milionach złotych w 2013 roku, a w latach poprzednich było jeszcze więcej. Niestety, rodzi się także spora obawa, że ministerstwa unikają transparentności bo mają coś do ukrycia. Co ciekawe, najmniej transparentny resort, resort edukacji narodowej to tan, który wydał najwięcej publicznych pieniędzy na ogłoszenia i reklamy w mediach. Do MEN wysyłaliśmy zapytanie o te środki aż czterokrotnie, żadna z odpowiedzi nie była wyczerpująca. Podkreślmy jeszcze raz, ten, kto nie ma nic do ukrycia jest otwarty i przekazuje wszelkie informacje. Ten, kto ma coś na sumieniu, kluczy i unika odpowiedzi. Tak było w tym przypadku.

Rozmawiał Marcin Wikło

fot. ansa
CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook