Jedynie prawda jest ciekawa

Romaszewska: Elity wykiwały robotników

31.08.2015

Zofia Romaszewska, działaczka opozycji demokratycznej w okresie PRL, współzałożycielka KSS "KOR" i Radia "Solidarność" nie pozostawia wątpliwości i podkreśla, że obecne elity III RP wykorzystały dla własnych celów ludzi „Solidarności”.

- Elity III RP doszły do władzy „na plecach robotników”, a później tych robotników zwyczajnie wykiwały - mówi Zofia Romaszewska.

Romaszewska zaznaczyła, że wielkim osiągnięciem przemian, jakie zapoczątkowała m.in. "Solidarność", pozostaje odzyskanie niepodległości, czego z różnych względów w postulatach sierpniowych nie było. - To jest po prostu podstawowa sprawa - powiedziała.

Według opozycjonistki nowa Polska była jednak dla wielu ludzi "Solidarności" wielkim rozczarowaniem. Jak podkreśliła, robotnicza część mas związkowych uległa po 1989 r. "silnej degradacji". Zdaniem Romaszewskiej na początku robotnicy nie artykułowali swojego sprzeciwu wobec przemian, ponieważ "byli patriotami" i przyjmowali, że "trzeba zacisnąć pasa, nie trzeba krzyczeć o własne sprawy". - Jak oni (robotnicy - PAP) otworzyli buzie i okazało się, że mają jakieś żądania, to się okazało, że są „roszczeniowi” - dodała.

- Potem się okazało, że my tu nie tyle Polskę budujemy, ile budujemy majątki różnych możnych ludzi - oceniła.

W ocenie rozmówczyni PAP jest to "obrzydliwa część tego, co się stało", ponieważ ludzie, którzy doszli do władzy, "jak to się grzecznie mówi, na plecach tych robotników, później tych robotników zwyczajnie wykiwali".

- Powiedzieli „dobra, dobra”, każdy sobie ma radzić, nie dano im tych słynnych wędek - zaznaczyła.

Tymczasem, jak oceniła opozycjonistka, "znakomicie" mają się w Polsce "nasi oprawcy, ci, którzy pilnowali, żeby PRL dobrze funkcjonował, którzy byli namiestnikami Rosjan tutaj w Polsce, którzy wreszcie osobiście dręczyli ludzi z opozycji".

Problemem we współczesnej Polsce pozostaje także - według Romaszewskiej - wolność słowa, której chcieli robotnicy w 1980 r. - Cenzury formalnie nie ma, a faktycznie (...) miejscami bardzo trudno jest różne rzeczy wydrukować - zauważyła. - Myślę, że bardzo wiele jest takich miejsc, których się na wszelki wypadek prawie że nie bada - dodała.

Jej zdaniem wynika to często z dążenia, "żeby zmniejszyć stopień krytyki wobec rzeczy, która przynosi duże zyski".

PAP/mmil

[Fot. wPolityce.pl]


CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook