Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Pyza: nie możemy nie wyjść

02.12.2011

Tak, to jest grupa marzeń. I nie dajmy się zwieść asekuranckiemu „na mistrzostwach nie ma słabych drużyn”. Presja na piłkarzy jest jak najbardziej uzasadniona: jeśli odpadną, będzie wielki wstyd – pisze dla Stefczyk.info Marek Pyza.

Od naszych piłkarzy w czasie Mistrzostw Europy oczekujemy dwóch rzeczy  - wyjścia z grupy i wielkich meczów z silnymi rywalami. Ten pierwszy cel po kijowskim losowaniu jest na wyciągnięcie ręki. To najłatwiejsza z grup, jakie mogły nam się trafić. Ze wszystkimi rywalami – Rosją, Czechami i Grecją dobrze sobie w ostatnich latach radziliśmy. Po przemianach w naszej części Europy graliśmy z nimi u siebie 12 razy. Wszystkie mecze wygraliśmy! Dodatkowo każdy z rywali jest akurat w okresie mniejszego bądź większego kryzysu (nawet Rosja kilka lat temu wydawała się silniejsza). Każdą możemy pokonać.

Z ust naszych piłkarzy już słychać uspokajające: „nie wpadajmy w euforię”, „na Euro nie ma słabych rywali”. To bzdura. Zawsze są słabsi i lepsi i nam akurat przypadli ci najsłabsi. Współczuję Ukraińcom, którzy obejrzą swoich piłkarzy z silnymi Szwecją, Francją i Anglią, bo co to za szczęście, gdy czekają ich niechybne porażki?

Na potęgi (wierzę, że więcej niż jedną) wpadniemy po wyjściu z grupy, gdy okrzepniemy i rozpędzimy się. A wtedy wszystko już będzie możliwe. To naprawdę może być szalenie radosne Euro. Kibic musi w to wierzyć i przez najbliższe pół roku ma powody do uzasadnionego dobrego nastroju.

Później wszystko będzie w nogach i głowach naszych trenerów i piłkarzy.

Pamiętam mecz otwarcia z mundialu w 2002 roku. Byliśmy przekonani, że Korea Południowa jest w naszym zasięgu i pierwsze spotkanie powinno być dla nas najłatwiejsze. Gdy rano tego dnia docierały informacje od kolegów dziennikarzy obsługujących mistrzostwa świata, wiedziałem, że ten mecz przegramy, może nawet wysoko. Polscy piłkarze byli sparaliżowani tym, że za kilka godzin znajdą się na oczach całego świata, zagrają po wielu latach przerwy na wielkiej imprezie i to od razu z gospodarzem. Skończyło się fatalnie - byliśmy tłem dla Azjatów.

Dziś to my jesteśmy gospodarzami, co w przypadku prowincjonalności polskiego futbolu (przykro to mówić, ale taka jest prawda), będzie oznaczać jeszcze większą presję. Połową sukcesu sztabu Franciszka Smudy będzie więc przygotowanie głów piłkarzy.

Mamy niepowtarzalną okazję wygrzebać się z siódmej dziesiątki rankingu FIFA. Z tej grupy trzeba wyjść. Jeśli nasi piłkarze i trener nie podołają temu zadaniu, wstyd będzie większy niż po eliminacjach do ostatniego mundialu. I to na własnej ziemi.

Nie schrzańcie tego, Panowie.

 

Marek Pyza

[fot. PAP / EPA]

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook