Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Putin chce Kijowa, jak chciał Tibilisi

15.03.2014

"Nie mam wątpliwości, że rosyjski cel na Ukrainie jest taki sam jak był w Gruzji. To nie ograniczy się tylko do niespokojnych regionów" - pisze Saakaszwili.

Los Ukrainy jest już przesądzony? Tak twierdzi Micheil Saakaszwili, który w swoim tekście opublikowanym na stronie brytyjskiego "Guardiana" zauważa mnóstwo analogii pomiędzy tym, co w 2008 r. stało się w Gruzji, a tym, co teraz obserwujemy na Ukrainie.

"Jutro mieszkańcy Krymu zagłosują w nielegalnym referendum, które zamknie ich w objęciach Rosji. Po głosowaniu i przejęciu terytorium półwyspu przez rosyjskie oddziały, Władimir Putin stwierdzi, że miał prawne uzasadnienie dla zwiększenia rosyjskich jednostek militarnych i dla bezpośredniego ataku" - przewiduje Saakaszwili.

"Inwazja na Ukrainę i Gruzję jest podobna nie tylko z powodu modelu w jakim postępuje agresor, ale także ponieważ te dwa kraje mają głębokie historyczne powiązania. Dziś, gdy Putin i jego zwolennicy na zachodzie tłumaczą, że Rosja ma zasadny interes na Ukrainie – taki sam jak miała w 2008 r. w Gruzji, rzekomą ochronę obywateli rosyjskich – i ignorują fakty. We wschodniej Ukrainie, reżim stalinowski zabił w latach '30 7 milionów osób, aby zastąpić sprzeciwiającą mu się ludność przez konformistów, poprzez sztucznie wykreowany głód, nazywany Wielkim Głodem. Deportowali z Krymu rdzennych Tatarów, jednocześnie zwiększając liczbę Rosjan. Nawet jeżeli niektórym udało się wrócić na rodzime ziemie, nigdy nie odzyskali takiej większości jaką mieli w przeszłości" - były prezydent Gruzji przypomina historię terenów Półwyspu Krymskiego i Ukrainy.

"W ten sam sposób, ci którzy uzasadniają rosyjską okupację Abchazji i Osetii, uparcie ignorują fakt, że z powodu rosyjskiej interwencji, mnóstwo etnicznych Gruzinów było wyrzuconych z ich rodzimej ziemi" - dodaje.

"Jest mnóstwo podobieństw także w tym, jak konflikt się zaczął. Od miesięcy – przed sierpniem 2008 - „nieznane grupy” podające się za lokalnych buntowników przejmowały coraz więcej kontroli nad separastycznymi regionami gruzińskimi i były zaangażowane w coraz większą liczbę strzelanin z lokalnymi służbami porządkowymi. Rosyjskie czołgi zaczęły się przesuwać na gruzińskie terytorium. 7 sierpnia armia była zmuszona odpowiedzieć. Łatwiej było zacząć wojnę w Gruzji, gdzie historia agresywnego, wspieranego przez Rosję separatyzmu, była już znana – w przeciwieństwie do Ukrainy. Na szczęście Krym jeszcze nie doszedł do tego momentu" - wylicza dalej.

Jego zdaniem różnica między 2008 r., a 2014 przejawia się jednak w tym, że Gruzja szybko odpowiedziała militarnie, czego nie robi Ukraina.

"Różnica między Ukrainą i Gruzją to czyste przejmowanie terytorium. W przypadku Gruzji, gdybyśmy nie odpowiedzieli, oddziały – zidentyfikowane jako rosyjskie oddziały siły specjalne – w ciągu 24 godzin łatwo doszłyby do Tibilisi. Nie mogliśmy sobie pozwolić na bierność. Poprzez naszą wojskową odpowiedź zyskaliśmy czas, podnieśliśmy gotowość i uratowaliśmy naszą Ojczyznę i demokrację. Pisząc to, nie mam wątpliwości, że rosyjski cel na Ukrainie jest taki sam jak był w Gruzji. To nie ograniczy się tylko do niespokojnych regionów, jestem w pełni przekonany, że Putin jest tak samo chętny do przejęcia Kijowa w 2014 jak był w 2008 do przejęcia Tibilisi. Referendum na Krymie jest tylko pośrednim instrumentem do spełnienia jego planu. W przypadku Gruzji nazywali to „nową prawną rzeczywistością” - określenie Putina na naruszenie prawa międzynarodowego" - podsumowuje.

Zapraszamy na profil Stefczyk.info na facebooku!

mc,theguardian.com

[fot. PAP/EPA


Słowa kluczowe:

Putin

,

Kijów

,

Saakashwili

,

Gruzja

,

Rosja Ukraina

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook