Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Prof. Ryś: Czym jest gender?

04.02.2014

Ratyfikacja Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej - następstwa dla jednostki. W ostatnim czasie często słyszeliśmy gorące zapewnienia z ust wielu wykładowców gender studies, że gender to jedynie badania naukowe - mówiła w Sejmie prof. Maria Ryś (UKSW).

Zapewnienia te padały zwłaszcza po Liście Biskupów o gender. Dzisiaj mamy świadomość, jak nieprawdziwe  były te wypowiedzi  – w które nota bene uwierzyło bardzo  wielu - bo na wielu konferencjach, spotkaniach, czy w większości mediów były one wypowiadane.

Tymczasem równocześnie trwały prace, aby założenia gender bez świadomości społeczeństwa wdrożyć w życie naszego narodu.

Przygotowywana Konwencja Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej jest dokumentem, który rzekomo ma chronić przed dyskryminacją i przemocą w społeczeństwie, ale – co zdecydowanie trzeba podkreślić - w nasze prawodawstwo nie wnosi żadnych istotnych zmian, a jedynie wdraża genderowe postulaty.

Zanim więc przeanalizujemy, jakie zagrożenia niesie wdrożenie Konwencji - warto zastanowić się, czym jest gender.

1.       Próba określenia zjawiska gender

Wywodzący się z czasów walki o prawa i równouprawnienie kobiet nurt określany dzisiaj jako gender rozwijał się dzięki badaniom i pracom przedstawicieli różnych dyscyplin naukowych, m.in. Freuda, wzrastał dzięki zakłamanym, jak się okazało po wielu latach, wynikom badań Kinseya dotyczącym ludzkiej seksualności.

W rozwoju tego nurtu było wiele bardzo mrocznych wydarzeń, które dzisiaj chętnie są – zwłaszcza przez propagatorów gender – przemilczane bądź ukrywane, a które trzeba poznać, aby zrozumieć uwarunkowania rozwoju gender (Załącznik 1).

Dzisiaj w zakres zjawiska gender wliczane są zarówno różnego rodzaju łagodne, jak i radykalne feminizmy, badania naukowe i pseudonaukowe. Osoby, które promują gender – to zarówno ci, którym leży na sercu przede wszystkim przeciwdziałanie dyskryminacjom i nierównościom społecznym, jak i osoby promujące prawa reprodukcyjne (prawo do aborcji, antykoncepcji, in vitro), związki jednopłciowe, permisywną edukację seksualną, prawa gejów do wychowywania dzieci. (W tej drugiej grupie jest także wielu wykładowców gender studies, którzy w ramach tych studiów promują prawa reprodukcyjne - Załącznik 2 i 3).

Wyjaśnienie więc zjawiska, które określane jest dzisiaj jako gender nie jest łatwe, bo niełatwe jest przedstawienie i ocena wielu nurtów, różnorodnych teorii, koncepcji. Niełatwe jest także oddzielanie tego, co rzeczywiście w ramach badań w zakresie płci dotyczy prac nad kulturowymi uwarunkowaniami zachowań kobiet i mężczyzn, czy też określenie  tego, co rozumiemy przez stereotypy, na ile i czy rzeczywiście poszczególne role służą czyjejś dyskryminacji.

Nie ma więc jednoznacznej definicji gender. Nie ma także jednoznacznej definicji gender w dokumentach Unii Europejskiej, która - bez definiowania zjawiska - przyjęła jako priorytetowe swoje rozwiązania dotyczące ludzkiej seksualności w ramach tzw. gendermainstreaming[1].

Ten brak definicji utrudnia wszelkie analizy. Trzeba jednak podkreślić, że  bardzo niepokoją te aspekty zjawiska, które dotyczą promowania praw reprodukcyjnych, wprowadzania permisywnej edukacji seksualnej w ramach tzw. standardów WHO[2], a także niepokoją wszelkie próby manipulowania płcią, deprecjonowania małżeństwa kobiety i mężczyzny, czy rodziny, jako związku kobiety i mężczyzny oraz ich biologicznych bądź przysposobionych dzieci.

Już w 1994 roku Jan Paweł II w Liście do Rodzin GRATISSIMAM SANE napisał:Niejednokrotnie trudno się oprzeć przeświadczeniu, iż czyni się wszystko, aby to, co jest „sytuacją nieprawidłową”, co sprzeciwia się „prawdzie i miłości” we wzajemnym odniesieniu mężczyzn i kobiet, co rozbija jedność rodzin bez względu na opłakane konsekwencje, zwłaszcza gdy chodzi o dzieci — ukazać jako „prawidłowe” i atrakcyjne, nadając temu zewnętrzne pozory fascynacji. W ten sposób zagłusza się ludzkie sumienie, zniekształca to, co prawdziwie jest dobre i piękne, a ludzką wolność wydaje się na łup faktycznego zniewolenia.

Dzisiaj te „opłakane konsekwencje”, o których mówił Papież dokładnie  20 lat temu, są jeszcze bardziej widoczne, a promowanie „nieprawidłowości” jest  jeszcze bardziej agresywne.

2. Czym grozi nam ratyfikacja Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej.

W tam zakresie chciałabym poruszyć przede wszystkim cztery aspekty Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej[3]. Obejmują one takie zagadnienia jak:

1)      Definicja płci (art. 3c).

2)      Wykorzenienie zwyczajów i tradycji (art. 12).

3)      Problem wdrażania genderowych założeń do edukacji  (art. 14).

4)      Kontrolna funkcja grupy ekspertów powoływanych przez Unię w celu sprawdzania efektów  wdrażania zapisów Konwencji (art. 66-70).

Ad. 1) Definicja płci

Według Konwencji płeć oznacza „społecznie skonstruowane role, zachowania, działania i cechy, które dane społeczeństwo uznaje za odpowiednie dla kobiet lub mężczyzn” (art. 3c).

W takim ujęciu pojawia się kilka problemów.

Poruszany jest bardzo często w ostatnim czasie problem pominięcia w tej definicji biologicznego wymiaru płci, warunkującego naturalne różnice pomiędzy kobietami i mężczyznami, których – mimo wielu prób naginania badań – nie udaje się zniwelować, ani którym nie można zaprzeczyć. Różnica płci jest konstrukcją nośną każdej istoty ludzkiej i wyrazem jej natury relacyjnej.

Pragnę tu przytoczyć dwa znamienne przykłady wcielania w życie założeń tego typu koncepcji ujmowania płci, które doprowadziły do śmierci uczestników eksperymentu:

Chłopcy-bliźniacy, dzieci małżeństwa Reinerów, urodzeni w 1965 roku stali się ofiarami pierwszego eksperymentu dr. Johna Moneya. Dr Money uważał, że dzieci rodzą się bez płci, a płeć jest kształtowana jedynie kulturowo. Wykorzystując fakt uszkodzenia w czasie zabiegu penisa u jednego z bliźniaków zaproponował zmianę jego płci oraz taką edukację seksualną, która miała doprowadzić do zaakceptowania zmiany. Eksperyment skończył się tragicznie dla obu bliźniaków. Obydwaj popełnili samobójstwo. Problem w tym, że raporty Moneya opisują eksperyment jako sukces[4].

Drugi przykład:

W październiku 2013 roku w Belgii poddano eutanazji 44-letniego transseksualistę Nathana Verhelsta. Za powód swej decyzji podał cierpienia psychiczne spowodowane skutkami operacji dotyczących zmiany płci. Nathan Verhelst urodził się jako dziewczynka i otrzymał imię Nancy. Dziennikarz, który rozmawiał z Nathanem wieczorem w dzień poprzedzający jego śmierć, pisze, że rodzice odrzucili go, bo chcieli mieć jeszcze jednego syna. W latach 2009 – 2012 Nancy przechodzi trzy operacje zmiany płci. Kiedy po ostatniej operacji zobaczy w lustrze swoje ciało, już całkowicie męskie, czuje do niego wstręt. Podejmuje więc decyzję o poddaniu się eutanazji.

Przyjęcie genderowej koncepcji płci może sprawić, że człowiek stanie się jednostką głęboko rozbitą w istocie swojego człowieczeństwa, nie będzie miał poczucia bezpieczeństwa, zgubi sens swojego istnienia, nie będzie w stanie odkryć zadań stojących przed nim w jego rozwoju osobowym, rodzinnym i społecznym. Taka jednostka straci zdolność wchodzenia w komplementarne relacje prowadzące do szczęścia, nie będzie miała świadomości i możliwości realizacji zadań społecznych, także zadań dotyczących prokreacji.

Postulowane zmiany dotyczące postaw wobec płci mogą sprawić, że człowiek pozbawiony zostanie stałej tożsamości płciowej, która jest jedną z podstawowych kategorii, przez które buduje się świadomość swojego „ja”. Przede wszystkim jesteśmy świadomi, iż jesteśmy ludźmi, a zaraz potem określamy  siebie jako kobiety lub mężczyzn. Dopiero później określamy siebie przez pryzmat narodowości, koloru skóry czy wykształcenia. Stąd zachwianie tego podstawowego, naturalnego fundamentu może skutkować rozchwianiem całego człowieka; możemy w końcu nie mieć pewności, kim jesteśmy. Psychologicznie może to doprowadzić do zachwiania także w innych dziedzinach.

Poważne zaniepokojenie budzi także niejasne, subiektywne określenie co „dane społeczeństwo uznaje za odpowiednie dla kobiet i mężczyzn”. Komu zostanie powierzona rola wyznaczania tego, co dane społeczeństwo uznaje za odpowiednie dla kobiet i mężczyzn? Politykom, którzy tak często służą jedynie interesom swojej partii, a nie dobru społeczeństwa? Naukowcom, dla których nieraz ważniejsze staje się zdobycie grantu z funduszy gendermainstreangowych niż poszukiwanie prawdy i dobra wspólnego?

Wszelkie przeprowadzone badania naukowe w różnych krajach świata wskazują, że najbardziej cenionymi, a więc najbardziej „odpowiednimi” rolami społecznymi jest rola kobiety – jako matki i mężczyzny – jako ojca. Natomiast pojawia się cały szereg rzekomo rzetelnych badań naukowych, mających uzasadnić, że są to jedynie stereotypy, bo rolę „rodziców” mogą pełnić równie dobrze osoby tej samej płci.

Amerykański socjolog, Mark Regnerus opublikował dane dotyczące negatywnych skutków wzrastania w rodzinie gejów i lesbijek. Z jego raportu zatytułowanego: „Na ile odmienne są dorosłe dzieci rodziców utrzymujących homoseksualne relacje?” (Mark Regnerus, How different are the adult children of parents who have same-sex relationships? Findings from the New Family Structures Study, Department of Sociology and Population Research Center, University of Texas at Austin, 1 University Station A1700, Austin, TX 78712-0118, United States), wynika np., że 31% (z grupy 175) dzieci wychowywanych przez matki-lesbijki oraz 25% (z grupy 73) wychowywanych przez ojców-gejów było zmuszanych przez rodziców do seksu wbrew swej woli. Z badań tych wynika także, że 39% respondentów wychowywanych przez matki-lesbijki i 29% przez ojców–gejów określa siebie jako homo- lub biseksualiści, podczas, gdy procent osób określających siebie jako homo czy biseksualiści wzrastających w pełnych rodzinach złożonych z matki i ojca – to 2%![5]

Analiza raportu wykazuje także, że dotychczasowe badania wskazujące na brak różnic pomiędzy osobami wzrastającymi w rodzinach złożonych z matki i ojca, a strukturach złożonych z dwóch osób tej samej płci przeprowadzane były nierzetelne, powstały na podstawie małych grup, często bez grup kontrolnych lub z niewłaściwie dobraną grupą kontrolną. Były to także zazwyczaj badania robione na zamówienie środowisk gejowskich i przez nie finansowane, prezentowane wiele razy w różnych publikacjach przez tych samych badaczy.

Doświadczenia Regnerusa po opublikowaniu tego raportu budzą wielkie niepokoje – dyskryminowanie jego jako naukowca, próby podważania wyników badań, zaprzeczanie[6].

Wstrząsające są także wspomnienia dzieci wzrastających w środowisku gejów czy lesbijek (załącznik 4).

To nie orientacja seksualna buduje małżeństwo czy pokrewieństwo, ale przede wszystkim rozróżnienie antropologiczne mężczyzny: męża i ojca oraz kobiety – żony i matki. Stąd „rodzice” nie są płciowo neutralni i nigdy nie będą!

Ad. 2)

Wykorzenienie uprzedzeń, zwyczajów i tradycji i wszelkich innych praktyk opartych na (…) stereotypowych rolach kobiet i mężczyzn (art. 12).
W wielu protestach przeciwko wdrażaniu tego typu zapisów z pewnością nie chodzi o te postawy, czy zachowania, które wprowadzają bądź umacniają nierówności w traktowaniu kobiet, czy w dyskryminowaniu kogokolwiek. Tutaj wszyscy jesteśmy zgodni – wszelkie nierówności trzeba wyprostować, wszystkim dyskryminacjom trzeba przeciwdziałać, trzeba zrobić wszystko, aby nie było na świecie przemocy.

Problem jest jednak o wiele poważniejszy.

Zgodnie z szerokim rozumieniem stereotypu w jego zakres wchodzą wszelkie obrazy rzeczywistości, także obraz małżeństwa, macierzyństwa, ojcostwa, rodzicielstwa. Coraz częściej spotykamy się tutaj z takimi próbami przemodelowania zakresu tych pojęć, aby dotyczyły one wszelkich form.

Podejmowane już w kilku krajach próby wyeliminowania słów: matka, ojciec oraz zastąpienia ich słowem rodzic są najbardziej brutalnym uderzeniem w poczucie bezpieczeństwa każdego dziecka. Matka i ojciec w życiu dziecka to najbardziej znaczące osoby. Te dwa słowa: mama, tata - w życiu dziecka padają najczęściej jako pierwsze. Wokół tych pojęć budowany jest obraz rodziny, obraz świata dziecka.

Ujęcie płci jedynie jako konstruktu kulturowego w oderwaniu od biologicznych uwarunkowań  prowadzi do zmiany wizji samego człowieczeństwa, rzutuje także na rozumienie małżeństwa i rodziny, zmienia koncepcję rodziny, a wręcz ją po prostu niszczy. Wykorzenienie tradycji i zwyczajów może spowodować zniszczenie rodziny, co  skutkować będzie zniszczeniem społeczeństwa. Tymczasem rodzina złożona z matki i ojca oraz ich dzieci jest najbardziej podstawowym elementem życia społecznego. Przyszłość każdego społeczeństwa zależy od rodziny i jej kondycji. Jak mawiał Jan Paweł II – przyszłość ludzkości idzie przez rodzinę.

Ideałem według  Konwencji ma być wykorzenienie nie tylko uprzedzeń, ale zwyczajów i tradycji oraz  wszelkich innych praktyk opartych na stereotypowych rolach kobiet i mężczyzn. Tymczasem prawdziwy postęp, w odróżnieniu od postępu rewolucyjnego, zakłada przekazywanie dobrych tradycji, zwyczajów z pokolenia na pokolenie.

Rola matki, rola ojca w przekazywaniu tradycji i zwyczajów  to role  niezastąpione.  Każde dziecko potrzebuje nie tylko dowodów prawdziwego uczucia ze strony rodziców, nie tylko przejawów doceniania go i uznania, ale także potrzebuje wzorców – kobiecości i męskości, potrzebuje kogoś, kto pomoże mu w odkrywaniu celu i sensu życia, kto ukaże mu świat wartości, także świat tradycji i zwyczajów.

Warto tu przytoczyć  słowa Prymasa Tysiąclecia:

„Prawo do wychowania dzieci i młodzieży w duchu własnych przekonań religijnych i światopoglądowych mają przede wszystkim rodzice. Oni też mają prawo do tego, aby posiadać swoje dzieci we własnej rodzinie i we własnej Ojczyźnie. Tego prawa nie może im nikt odebrać! Nie istnieje na ziemi taka instancja, która miałaby prawo to uczynić. A gdyby uczyniła - dopuściłaby się największego bezprawia!” [7].

Ad. 3. Problem wdrażania genderowych założeń do edukacji (art. 14 Konwencji) – „w uzasadnionych przypadkach należy podjąć działania konieczne do wprowadzenia do oficjalnych programów nauczania na wszystkich poziomach edukacji materiałów dotyczących (…) niestereotypowych ról przypisanych płciom”.

Ten postulat to wdrażanie zaleceń WHO w zakresie tzw. Standardów edukacji seksualnej w Europie[8].

Według standardów WHO:

-                    omawianie różnych związków rodzinnych ma dotyczyć już dzieci w wieku do 4 lat;

-                    omawianie związków miłości osób tej samej płci - dzieci od 4 do 6 lat;

-                    podstawowe wiadomości dotyczące antykoncepcji mają znać dzieci w wieku 6-9 lat;

-                    a tzw. prawa seksualne powinny być znane - dzieciom 9-12 letnim.

Trzeba też podkreślić, że dziecko w wieku do 4 lat ma mieć zagwarantowane prawo do badania tożsamości płciowych!!!

Zalecenia te są całkowicie sprzeczne nie tylko z psychologicznymi prawidłowościami dotyczącymi rozwoju dziecka, ale także  uderzają one w istotę człowieczeństwa. Mimo gorących zapewnień ze strony wykładowców gender, że standardy te służą rozwojowi dzieci i młodzieży – zdecydowanie trzeba zaprotestować – jest to całkowita nieprawda – te standardy służą jedynie seksualizacji dzieci!

W ostatnim czasie ujawniono, że w kilkudziesięciu (86) przedszkolach w Polsce realizowano programy wykorzystujące jako podstawę podręczniki „Równościowe Przedszkole”. Tymczasem te programy spotkały się ze zdecydowanie negatywną oceną ekspertów, którzy podkreślają, żetego typu program nie powinien być realizowany w ramach edukacji przedszkolnej! Eksperci zarzucają autorkom programu uproszczenia na temat wiedzy psychologicznej o rozwoju dziecka, utożsamianie idei wychowania równościowego z wychowaniem apłciowym, wyraźną instrumentalizację dziecka oraz pomijanie głosu rodziców w sprawie wychowywania ich własnych dzieci(Załącznik 5).

Wszelkie manipulacje w wychowaniu dziecka „apłciowo” oraz eksperymentowanie w tym względzie, może mieć niekorzystny wpływ na psychikę, a także powodować może nieodwracalne urazy w życiu dziecka.

Warto tu podkreślić, że psychologowie udowodnili, że świadomość odmienności płci pojawia się u dziecka między 2. a 3. rokiem życia, a w wieku 3-4 lat jest już dobrze ukształtowana świadomość ról płciowych. Dzieci w okresie przedszkolnym dobrze wiedzą, że istnieją różnice między chłopcem i dziewczynką.

Ingerencja dorosłych w rozwój dzieci poprzez ukierunkowanie dziecięcych zainteresowań  na sprawy seksualne - może spowodować dużą koncentrację na nich, ponieważ popęd seksualny - jako służący podtrzymaniu gatunku - jest bardzo silny. Rozbudzone zainteresowania seksualne wywołają uśpione potrzeby seksualne. Rozbudzona potrzeba domaga się zaspokojenia. Jeśli zacznie próbować ją zaspokajać kilku czy kilkunastoletnie dziecko, jego potrzeby poznawcze dotyczące otaczającego go świata zejdą na plan dalszy. Tak samo zagłuszone zostaną potrzeby poznawania siebie w innych sferach, głównie w sferze duchowej. Nie trudno przewidzieć konsekwencje tego stanu rzeczy. Dziecko może mieć problemy z nauką, przyswajaniem wiedzy (poza seksualnej), czyli może mieć trudności z koncentracją uwagi na zwykłych przedmiotach szkolnych.

Nie potrzeba wielkiej wiedzy psychologicznej, żeby przewidzieć możliwość wystąpienia  niepowodzeń i frustracji, które będą się łączyły z próbami realizacji - zbyt wcześnie rozbudzonych - potrzeb seksualnych.

Warto pamiętać o tym, że im delikatniejsza  struktura, tym łatwiej ją uszkodzić i tym poważniejsze są konsekwencje uszkodzenia.  Wszystko co jest związane z ludzką seksualnością jest natury delikatnej i wymaga takiego traktowania. Rozwój seksualny dziecka wymaga nie tylko profesjonalnie i mądrze przekazywanej wiedzy w odpowiednim czasie i miejscu - w innym przypadku może okazać się ogromną krzywdą – ale także i przede wszystkim kształtowania postaw – odpowiedzialności, szacunku dla każdego człowieka, szacunku dla życia, kształtowania postaw wobec takich wartości jak miłość, małżeństwo, rodzina.

Szkody, które zostaną  wyrządzone dzieciom w tej sferze poprzez realizowanie standardów seksualnych  praktycznie będą nie do naprawienia.

Analizując tzw. standardy edukacji seksualnej  warto zwrócić uwagę także na wyniki ostatnio opublikowanych badań amerykańskich, które całkowicie podważają zasadność przyjmowanych w standardach argumentacji jakoby znajomość antykoncepcji miała być ochrona przed aborcją.

Otóż amerykańscy  badacze (P.F. Fagan, S. Talkington, “Demographics of Women Who Report Having an Abortion”, MARRI, Washington 2014) wykazali bardzo ścisły związek nie tylko między wczesnym rozpoczęciem współżycia seksualnego, a podejmowaniem decyzji o aborcji ale także ścisły związek  pomiędzy stosowaniem antykoncepcji a aborcją.

Warto tu przypomnieć, jak bardzo oburzano się przed laty na Jana Pawła II, który zdecydowanie podkreślał związek antykoncepcji i aborcji!

Tymczasem z ostatnich badań wynika, że 99,2 proc. kobiet, które w Stanach Zjednoczonych dokonały aborcji w latach 2006-2010 - to kobiety, które stosowały antykoncepcję!

Trzeba też podkreślić, że 75 proc. ogólnej liczby aborcji to kobiety, które rozpoczęły współżycie seksualne w wieku 16 lat lub wcześniej (Dane z badań w załączniku nr 6).

Stąd też upowszechniająca aborcję i antykoncepcję genderowa organizacja Planned Parenthood usilnie naciska, aby zajęcia edukacji seksualnej dotyczyły jak najmłodszych dzieci i odbywały się w największej ilości szkół. Żadne dobro młodzieży nie wchodzi tutaj w grę, żadna troska o kobiety – po prostu chodzi o wielkie zyski firm farmaceutycznych i klinik aborcyjnych!

W tym zakresie warto także przypomnieć głos Prymasa Tysiąclecia.

Ks.  Kard. Wyszyński pisał -  „Wychowanie seksualne – jak  my mówimy: wychowanie do życia w rodzinie – nie  może polegać na propagandzie rozwodów, środków antykoncepcyjnych, uprawnień do przerywania ciąży, na nauce o chorobach wenerycznych, o sposobach wystrzegania się konsekwencji współżycia dwojga. To jest wywrócenie porządku. Trzeba raczej mówić o tym, jak w szeregu najrozmaitszych władz życia osoby ludzkiej – władz  duchowych, psychicznych, fizycznych, fizjologicznych – właściwe  miejsce w planie Stwórcy zajmuje również współżycie dwojga. Ma ono szlachetne zadania i musi być wykonane zgodnie z prawami natury. Gdyby człowiek  odwrócił ten porządek i chciał korzystać z walorów współżycia dwojga, wykluczając prawo do życia człowieka, wtedy cała psychika – nie  tylko tych dwojga – ulegałoby  absolutnemu zniekształceniu. Naród, w którym  umocniłoby się takie obyczaje, wychowałby w najbliższym czasie pokolenie, które liczyłoby tylko na asekurację, broniąc się przed następstwami szlachetnego posłannictwa przekazywania życia. Takie pokolenie zrywające ze swym posłannictwem, doprowadziłoby naród do grobu”[9].

Ad. 4) Wprowadzenie kontrolnej funkcji grupy ekspertów powoływanych przez Unię w celu sprawdzania wdrażania zapisów konwencji

Zaniepokojenie w tym zakresie budzi kilka problemów.

Pierwszy z nich dotyczy tego, co ktoś będzie uważał za dyskryminację i kto będzie określał jej szkodliwość. Dzisiaj jesteśmy świadkami wielkich rozbieżności w tym zakresie – świat milczy, gdy prześladowani, oskarżani, a nawet zabijani są chrześcijanie, podczas, gdy odmowa wykonania zdjęcia parom homoseksualnym jest traktowana jako „mowa nienawiści”  i podlega penalizacji!.

Realizacja  kontroli za strony Unii prowadzić będzie do przeżywania przez wiele osób lęków (mogą mnie oskarżyć), do rozwoju konformizmu (dla zapewnienia kariery zawodowej), do rozwoju systemu donoszenia. Tak więc będzie to powrót do tej rzeczywistości, z której udało nam się nie tak dawno wyzwolić.

Drugi problem dotyczy kłamstwa – kiedyś powszechnie potępianego, potem traktowanego pobłażliwie – dzisiaj przez wiele środowisk akceptowanego i stosowanego dla obrony swoich interesów. Akceptowanie postaw wobec kłamstwa stwarza możliwości wielu nadużyć, nadinterpretacji w zależności od przyjmowanego stanowiska czy pełnionej roli.

Problem kolejny – to problem urzędników pełniących rolę kontrolerów, ich przeszkolenia, wyposażenia, kosztów ich pracy.

Kontrolowanie całego społeczeństwa z wykonywania przepisów niezgodnych z naturą i wielowiekową tradycja wymaga  opracowania systemu kontroli oraz ogromnej armii urzędników. Przerabialiśmy to stosunkowo niedawno, w czasach komunistycznych. Technicznie jest to możliwe, ale bardzo kosztowne – i w sensie materialnym i w sensie moralnym. Tylko koniecznie trzeba postawić pytanie: czemu ma to służyć?

Podsumowanie

Nieraz  słyszę smutne rozważania, ale są prawa unijne, ale rezolucje, którym „musimy się podporządkowywać”….

Jak to musimy? Przecież prawa tworzą ludzie i prawa zmieniają ludzie! I wszystkie ludzkie prawa mogą ludzie zmienić.

Ujmując problem metaforycznie -  ta Konwencja –-  jest jak zupa grzybowa – którą przygotowano z wielu prawdziwków, do której dodano kilka  muchomorów – zmianę podejścia do płci człowieka, uderzenie w dotychczasową wielowiekową tradycję, w prawa rodziców do wychowywania dzieci zgodnie z cenionymi przez nich wartościami, ale także stworzenie  specjalnego genderowego systemu nadzoru i kontroli, który ma sprawdzać efektywność wdrażania Konwencji. Czy podanie tak przyrządzonej potrawy wyjdzie narodom na dobre? Z pewnością nie!

Trzeba się przede wszystkim zastanowić, czy propozycje takiego ujmowania płci, a także krytycznego, negatywnego spojrzenia na tradycję i praktykę społeczną zamiast wyzwalającego charakteru nie będą miały jednak głęboko destrukcyjnego charakteru – zarówno wobec jednostki, relacji międzyludzkich, jak i kształtu życia społecznego.

Konwencja ma przeciwdziałać przemocy i dyskryminacji. W rzeczywistości – i to trzeba zdecydowanie podkreślić – ta Konwencja wprowadza instytucjonalną przemoc wobec natury człowieka, wobec jego korzeni, wobec małżeństwa, rodziny, wobec  tradycji, wobec wartości przez wieki cenionych nie tylko w naszym narodzie, ale w kulturze judeochrześcijańskiej Europy.

Tej Konwencji nie wolno ratyfikować! Nie wolno tego uczynić w imię dobra naszego narodu, w imię dobra społeczeństwa, w imię dobra przyszłych pokoleń.

Trzeba raz jeszcze podkreślić. Wszystkie pozytywne aspekty, które  wnosi ta Konwencja – my już w Polsce mamy. Z tej Konwencji Polska może jedynie otrzymać przysłowiowe muchomory. W sytuacji demograficznego zagrożenia Polski, Polsce potrzebny jest program wspierania rodziny, a nie jej niszczenia! Ochrony tradycji i rodzimych zwyczajów, a nie ich zwalczania! Doceniania roli matki i ojca, a nie promocji niestandardowych ról seksualnych!

Załączniki:

Załącznik 1.
 Jedną z najważniejszych postaci, bez której nie byłoby dzisiejszego zjawiska gender, była Margaret Sanger[10], wojująca feministka, propagatorka marksizmu w Stanach Zjednoczonych, założycielka American Birth Control League, organizacji, która po wojnie przyjęła nazwę  International Planned Parenthood Federation, zwolenniczka idei maltuzjańskich, propagatorka nazistowskich programów eugenicznych, (dzięki tej działalności nazwana została „aniołem śmierci”), propagatorka aborcji[11]. Dzisiaj często Margaret Sanger  jest  przedstawiana jedynie jako kobieta walcząca o prawa i wolność kobiet, z pomięciem promowania eugeniki i marksizmu. 

W rozwoju tego nurtu ważną rolę odegrał  dr John Money i jego tragicznie zakończone eksperymenty, mające rzekomo udowodnić, że płeć dziecka kształtuje się jedynie kulturowo, co stwarza możliwości  dowolnej zmiany płci[12].

Ważną rolę odegrały postulaty Simone do Beauvoir, długoletniej towarzyszki życia Sartra, i jej walka z macierzyństwem jako „zniewoleniem kobiety”. Do historii przeszły jej słowa: „kobiecie nie można dać wyboru, bo wybierze macierzyństwo, dlatego trzeba ją uwolnić z opresji macierzyństwa nawet wbrew jej woli”[13].

Trzeba też podkreślić znaczenie prac Judith Butler[14], autorki książki „Uwikłani w płeć” oraz tzw. teorii queer nagradzanej na wielu uniwersytetach świata za jej koncepcję performatywności płci (nie-dychotomicznego - - żeńska-męska, ale ciągłego charakteru płci), za wdrażanie w życie subwersji – czyli rozbijania dotychczasowych znaczeń pojęć.

Butler, radykalizując opozycję między płcią kulturową (gender),  a płcią biologiczną (seks), jest zdania, że płeć biologiczna nie powinna być traktowana wiążąco i wymuszać zachowań zgodnych z narzucaną płcią kulturową[15].

To tylko przykłady wskazujące na różnorakie uwarunkowania rodzącego się nurtu.

Załącznik 2.

Na stronie Tak dla Kobiet widnieje projekt wdrażania praw reprodukcyjnych, który promowany jest także w ramach gender studies:

http://www.trr.org.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=118:takdlakobiet&catid=1:latest-news

Główne założenia naszego projektu opierają się na przekonaniu, że prawa reprodukcyjne to prawa człowieka. Świadome rodzicielstwo to nie tylko prawo do usunięcia ciąży – to również prawo do świadomego przeżywania własnej seksualności i płodności (edukacja seksualna), prawo do decydowania o tym, kiedy chce się mieć dzieci (refundowana antykoncepcja), prawo do pomocy państwa w przypadku trudności z poczęciem potomstwa (procedury medycznie wspomaganej prokreacji, tzw. in vitro – dofinansowane przez państwo do trzeciej próby włącznie).

Chcemy, by kobiety w Polsce miały dostęp do bezpłatnej i pełnej opieki zdrowotnej w czasie ciąży,w tym gwarantowany dostęp do nieinwazyjnych i inwazyjnych badań prenatalnych, które pomogą im podjąć decyzję o utrzymaniu lub usunięciu ciąży w przypadku wad wrodzonych płodu, a także pozwolą działać na rzecz życia, zdrowia i dobrostanu kobiety w przypadku ciążowych komplikacji. Prawa reprodukcyjne, w szczególności prawo do kontrolowania własnej płodności, przysługują w równym stopniu dziewczętom małoletnim.

Wśród autorek ustawy znalazły się trzy prawniczki – mec. Irmina Kotiuk, Karolina Kędziora (Polskie Towarzystwo Prawa Antydyskryminacyjnego) i mec. Karolina Więckiewicz – oraz cztery działaczki na rzecz praw kobiet – Aleksandra Solik (Koalicja KARAT), Agnieszka Grzybek (Zieloni 2004), Katarzyna Pabijanek i Wanda Nowicka (Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny) oraz Agata Czarnacka. 

Pełnomocniczką Komitetu „TAK dla Kobiet” jest Agnieszka Grzybek, zastępczynią pełnomocniczki Karolina Kędziora z Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego.

Jak dotąd swoje poparcie wyrazili m.in. Anna Baumgart, prof. Agata Bielik-Robson, Sylwia Chutnik, prof. Małgorzata Fuszara, Agnieszka Graff, Kazimiera Szczuka, Marek Raczkowski, Roman Kurkiewicz, prof. Magdalena Środa, Tomasz Piątek, Bożena Umińska-Keff, prof. Wiktor Osiatyński, Hanna Samson, Jacek Żakowski, prof. Stanisław Obirek i in.

Warto podkreślić, że omawianie tzw. praw reprodukcyjnych w ramach gender studies „dyskretnie” w ostatnich czasach zostało usunięte z oficjalnych portali studiów. Czasem jeszcze ślady tej działalności pozostały na portalach studenckich (załącznik 3).

Załącznik 3.

http://studenci.amu.edu.pl/content-s/wykady-otwarte-podyplomowych-gender-studies
(dostępne jeszcze 24.01.2014 roku)

Serdecznie zapraszamy na wykłady otwarte podyplomowych gender studies dr Katarzyny Sękowskiej-Kozłowskiej z Instytutu Nauk Prawnych PAN Prawa człowieka a płeć - ochrona praw reprodukcyjnych, które odbędą się 1 grudnia oraz 15 grudnia o godz. 17.00 w Poznaniu, w Collegium Maius, ul. Fredry 10, w sali Śniadeckich.

Wykład dotyczy międzynarodowej ochrony praw człowieka związanej z problematyką płci. Jako przykład wybrano ochronę praw reprodukcyjnych, których naruszenia prowadzą do pogwałcenia szeregu praw człowieka, w tym zakazu dyskryminacji ze względu na płeć. Rozmaite zagadnienia związane z prokreacją i planowaniem rodziny (aborcja, badania prenatalne, edukacja seksualna, antykoncepcja, sterylizacja, medycznie wspomagana prokreacja) zostaną omówione na przykładzie praktyki orzeczniczej międzynarodowych organów kontrolnych z dziedziny praw człowieka: Europejskiego Trybunał Praw Człowieka, Komitetu ds. Likwidacji Dyskryminacji Kobiet oraz Komitetu Praw Człowieka.

Załącznik 4.

Franciszek L. Ćwik

Mężczyzna wychowany przez lesbijki:
to gwałt przeciw mojej naturze

Data publikacji: 2013-01-17 08:00

Data aktualizacji: 2013-01-18 08:29:00

Francuski dziennik „Le Figaro” opublikował wyznania mężczyzny wychowanego przez dwie lesbijki. Ukazują one osobisty i intymny dramat człowieka liczącego dzisiaj 66 lat.

Jean-Dominique Bunel poświęcił życie akcji humanitarnej w krajach będących w stanie wojny: Bośni, Iraku, Burundi, Rwandzie. Wspomnienia z tamtych lat spisał w książce „Notatnik Wojenny Humanitarysty”, wydanej w 2010 r.

Niedawno Jean-Dominique Bunel, doktor prawa, specjalista od prawa humanitarnego i ludobójstwa, wyraził swój sprzeciw wobec lewackiego projektu przyznania prawa adopcji związkom jednopłciowym. Kto, jak kto, ale on wie o czym mówi, bo sam był wychowany przez dwie kobiety. Mimo, że – jak deklaruje - wciąż je szanuje, to uważa, że stał się straszną ofiarą niesprawiedliwości, która zburzyła całe jego życie..

Mężczyzna wychowany przez lesbijki: to gwałt przeciw mojej naturze

Tragedia Dominiqua zaczęła się kiedy ojciec opuścił dom. Postąpił tak, gdyż matka nawiązała romans z jedną z jego koleżanek. Obie kobiety zaczęły wychowywały troje dzieci. –To nie tabu homoseksualności sprawiało mi cierpienie, ale homorodzicielstwo – twierdzi Bunel.

Jako dziecko Bunel nie rozumiał jeszcze relacji między kobietami, ale z upływem czasu okrywał prawdę, co doprowadziło go do wewnętrznego załamania. Cierpiał też z powodu obojętności dorosłych na ten jego ból. Bunelowi brakowało również ojca: - Rozwód niekoniecznie pozbawia dziecka dwojga rodziców, którzy zazwyczaj na przemian się nim opiekują. Przede wszystkim nie zastąpi się ojca drugą kobietą. Doprowadza to nieubłaganie do zachwiania równowagi uczuciowej i emocjonalnej dziecka. Wszyscy psychiatrzy powinni potwierdzić, że zarówno ojciec jak i matka w sposób komplementarny powinni kształtować osobowość dziecka – wyznał i zaznaczył, że nigdy nie czuł „obecności ojca” a nierzadko bardzo jej potrzebował.

Będąc dzieckiem i nastolatkiem Bunel starał się „jak najsilniej opierać się na mężczyznach z jego otoczenia, którzy zajmowali w jego codzienności przesadne miejsce, czasami nawet niezdrowe”. Mimo, że Jean-Dominique Bunel nie chciał ujawniać konsekwencji wychowania go przez lesbijki, to wyznał, że „całe jego dorosłe życie było naznaczone tym doświadczeniem”. Jego zdaniem, „nie było nigdy poważnych badań nad tym problemem, które przeprowadzono by w niepodważalnych naukowo warunkach i które objęłyby odpowiednią ilość osób”. Obawia się „że wielu mężczyzn i wiele kobiet wychowanych przez homoseksualistów nie otworzy się łatwo i uczciwie przed dziennikarzami na ten tak delikatny temat, bo bolesne jest opowiadania o cierpieniu, które chciano stłumić”.

-Gdyby dwie kobiety, które mnie wychowały, były zaślubione po przyjęciu proponowanego prawa przez rząd, to zaangażowałbym się w walkę i wniósł sprawę do Trybunału Europejskiego Praw Człowieka o pogwałcenie mojego prawa do posiadania ojca i matki – konkluduje stanowczo Bunel.

http://www.pch24.pl/mezczyzna-wychowany-przez-lesbijki--to-gwalt-przeciw-mojej-naturze,11610,i.html

Załącznik 5.
Równościowe przedszkole” nie jest programem edukacji przedszkolnej! Uproszczenia na temat wiedzy psychologicznej o rozwoju dziecka, utożsamianie idei wychowania równościowego z wychowaniem apłciowym, wyraźna instrumentalizacja dziecka oraz pomijanie głosu rodziców w sprawie wychowywania ich własnych dzieci - oto niektóre z krytycznych uwag Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN na temat „eksperymentalnego” programu wprowadzanego w kilkudziesięciu przedszkolach w całej Polsce.

Opinię o programie "Równościowe przedszkole. Jak uczynić wychowanie przedszkolne wrażliwym na płeć" przygotował Zespół Edukacji Elementarnej pod patronatem Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN, którym kieruje prof. dr hab. Józefa Bałachowicz. Przedstawione stanowisko zostało wypracowane przez uczonych z różnych ośrodków w kraju. Raport powstał na prośbę Stowarzyszenia i Fundacji Rzecznik Praw Rodziców.

Eksperci wskazali na błędne założenia autorek programu i kompletne niezrozumienie zasad edukacji przedszkolnej dzieci: „Czym innym jest bowiem ujawnianie dyskryminacji ze względu na płeć, obecnej w naszej kulturze i rozważny trening zachowań prorównościowych, a czym innym „wysadzanie dziecka” z jego biologicznej płci i kształtowanie niechętnego stosunku do niej. Nie jest to tendencja zgodna z celami ogólnospołecznymi, gwarancjami prawnymi wychowania dzieci i dbałością o ich zdrowie psychiczne. Dziecko ma prawo do uzyskania wsparcia wychowawczego w kształtowaniu swojej tożsamości płciowej”.

http://www.hli.org.pl/drupal/pl/node/8941

Załącznik 6.

W publikacji pt. “Demographics of Women Who Report Having an Abortion” przedstawiono dane mówiące o tym, kto zdecydował się na przerwanie ciąży w Stanach Zjednoczonych w latach 2006 – 2010. Fakty są wstrząsające:
• 75 proc. ogólnej liczby aborcji - kobiety, które rozpoczęły współżycie seksualne w wieku 16 lat lub wcześniej,
• 50 proc. tzw. pierwszych aborcji - kobiety poniżej 20 roku życia,
• 80 proc. pierwszych aborcji - kobiety poniżej 24 roku życia,
• ok. 36 proc. kobiet, które pierwszy stosunek płciowy odbyły jako dziewczęta w wieku 12 – 14 lat, miało jedną lub więcej aborcji
• 83 proc. kobiet, które dokonały aborcji ma doświadczenie życia w związku kohabitacyjnym,
• 99,2 proc. kobiet, które dokonały aborcji stosowało antykoncepcję.

P.F. Fagan, S. Talkington, “Demographics of Women Who Report Having an Abortion”, MARRI, Washington 2014.

Za: http://www.hli.org.pl/drupal/pl/node/8922

Załącznik 7.

Margaret Sanger - Anioł Śmierci
BOGDNA BIAŁECKA


Margaret Sanger była przekonana, iż "niższe rasy" są "ludzkimi śmieciami" i "zagrożeniem cywilizacji". Wierzyła, że "regeneracja społeczna" jest możliwa tylko pod warunkiem, iż rozgromi się "złowróżbne siły hord nieodpowiedzialności i imbecylizmu". Uważała działalność charytatywną i dobroczynną za "symptom złośliwej choroby społecznej", gdyż zachęca do rozmnażania się osób "upośledzonych, przestępczych i zależnych". Nawoływała do skończenia z "panowaniem chrześcijańskiej łaskawości" przez wyeliminowanie osób potrzebujących wsparcia segregację i sterylizację "ludzkich chwastów". Jej największym marzeniem było stworzenie rasy "czystej krwi".

Margaret Sanger zarówno przez przeciwników, jak i zwolenników opisywana jest jako osoba o nie zwykłej charyzmie, subtelnej, niewinnej urodzie i dogłębnym zaangażowaniu w głoszone idee. Jej wystąpienia były pełne pasji i absolutnej, niezmąconej wiary w niepodważalną słuszność swych racji. Połączenie tych cech z dodaniem szlachetnej retoryki: "dla dobra kobiet", "dla wyzwolenia kobiet", "dla wolności wyboru" zyskiwały jej wielu wielbicieli.

Organizacja Planned Parenthood jest dumna ze swej fundatorki i podkreśla jako swój cel kontynuację jej myśli. Dlatego warto zadać sobie pytanie: kim była Margaret Sanger i jakie idee głosiła? Jest to zadanie trudne, ponieważ podstawowym źródłem, z którego korzystają współcześnie osoby opisujące życie pani Sanger, jest jej wysoce skonfabulowana Autobiografia. Na szczęście istnieje też szereg niezależnych źródeł informacji.
Ojciec sadysta i mentor

Margaret urodziła się jako szóste z jedenaściorga dzieci 14 września 1879 roku w rodzinie patologicznej. Ojciec Michael Higgins w młodości brał udział w wojnie domowej i został odznaczony za wykorzystanie podstępu w celu ujarzmienia opornej ludności. Określał się mianem wolnomyśliciela, co w praktyce przekładało się na rzadkie dorywcze prace, z których dochód przepijał. Bił synów, "by zmężnieli", a żonę i córki traktował jak niewolnice. Szydził przy tym z religii katolickiej i wiary w Boga, którą próbowała przekazać dzieciom jego żona.(1)

Dzięki staraniom matki Margaret została ochrzczona w tajemnicy przed ojcem, jednak jej praktyki religijne skończyły się wraz ze śmiercią mamy i wkrótce potem przejęła system wartości oraz moralność ojca.

W wieku lat 17 zaczęła uczyć się w Claverack College, niewielkiej szkole koedukacyjnej o niewysokim poziomie nauki. Mimo niewielkich obciążeń akademickich, nie wywiązywała się z nich, chodziła na wagary, nie odrabiała zadań domowych, a także porzuciła pracę, dzięki której mogła opłacić czesne. Wyrzucona ze szkoły podjęła na dwa semestry nauczanie w szkole dla imigrantów, jednak i to zajęcie ją zmęczyło.

W końcu złożyła podanie do małego lokalnego szpitala, gdzie rozpoczęła naukę, by otrzymać uprawnienia pielęgniarskie. Nigdy nie ukończyła szkolenia, a mimo konfabulacji zawartych w autobiografii jej obowiązki ograniczały się do typowych zadań salowej zmiana prześcieradeł, opróżnianie nocników itp.

W końcu udało jej się wyzwolić od konieczności pracy zarobkowej wyszła za mąż za dobrze sytuowanego architekta Williama Sangera. Ze związku tego urodziła troje dzieci wychowywanych przez obce, często przypadkowe osoby, podczas gdy sama zajmowała się propagowaniem idei "wyzwolenia kobiet", promocją promiskuityzmu seksualnego, antykoncepcji, aborcji i eugeniki.

Od komunizmu do "wyzwolenia seksualnego"

Znudzona rolą pani domu Margaret zaangażowała się wraz z mężem w działalność polityczną w wersji radykalnej uczęszczała na spotkania socjalistów, marksistów i komunistów. Będąc pod wrażeniem świeżo wydanej w USA lektury Kapitału Marksa, przystąpiła do partii socjalistycznej i zaczęła nawet organizować spotkania partyjne u siebie w domu. Jej szczególnym idolem w tym czasie był radykał Eugene Debs, pociągały ją zwłaszcza jego poglądy na "wyzwolenie seksualne kobiet", obejmujące poparcie dla sufrażystek, "wolności seksualnej" i metod "kontroli urodzin".

Choć mąż był zadowolony z zainteresowań żony, zaczął martwić się pierwszymi symptomami rozpadu życia rodzinnego. Ich dom zamienił się w miejsce spotkań partyjnych, a dzieci wciąż były pod opieką osób trzecich, gdyż ich matka zajęta była działalnością polityczną.

W tym czasie Margaret zafascynowała się postacią Emmy Goldman recydywistki, głoszącej m.in. konieczność stosowania przemocy w celu wyzwolenia klasy robotniczej, a także podobnie jak Sanger zdecydowanej zwolenniczki promiskuityzmu seksualnego i kontroli urodzin. Ta ostatnia fascynacja spowodowała zdecydowany opór męża, tym bardziej że żona odmówiła "wypełniania obowiązku małżeńskiego", jednocześnie proponując za to układ akceptacji stosunków pozamałżeńskich.

W tej sytuacji William podjął próbę ratowania rodziny, zabierając żonę i dzieci na długie wakacje do Cape Cod. Jednak po powrocie do Nowego Jorku żona zaangażowała się w działanie związku Robotników Przemysłowych Świata (Industrial Workers of the World), którego zamiarem było przeprowadzenie rewolucji robotniczej. Tu po raz pierwszy ujawnił się talent Margaret, która swym zaangażowaniem zdołała na tyle poruszyć serca szeregu przemysłowców i innych znaczących osobistości, że nawet prezydent Taft wyraził swoje poparcie dla żądań robotników.

Niebezpieczeństwo rewolucji zostało zażegnane, choć IWW organizowało jeszcze później wiele demonstracji, strajków i sabotaży. Równocześnie Margaret rozpoczęła działalność publicznego propagowania "wolnego seksu" i kontroli urodzin, prowadząc w "New York Cali" rubrykę Co każda dziewczyna powinna wiedzieć, a także popularyzując ten temat podczas spotkań w salonie Mabel Dodge, co znalazło takie oto miejsce we wspomnieniach gospodyni: "Wprowadziła nas w zagadnienie kontroli urodzin, a także innych rzeczy związanych z seksem, co stało się jej pasją. To było tak, jakby została mniej lub bardziej arbitralnie wybrana przez jakąś siłę, by głosić nową ewangelię nie tylko wiedzy seksualnej dotyczącej poczęcia, lecz wiedzy seksualnej w zakresie kopulacji i jej wrodzonej wartości. Była pierwszą osobą, którą spotkałam, która była tak otwartą i żarliwą propagatorką radości cielesnych"(2).

Rozpad małżeństwa i "wolny seks"

Mąż podjął kolejną próbę ratowania małżeństwa, tym razem biorąc żonę z dziećmi do Paryża, skąd Margaret uciekła, zabierając dzieci z powrotem do Nowego Jorku. ponieważ potrzebowała pieniędzy, zaczęła wydawać "The Woman Rebel" ośmiostronicową gazetkę ze sloganem NO GODS NO MASTERS, czyli "Bez bogów, bez panów", reklamowaną jako dzieło buntowniczej myśli.

W pierwszym numerze małżeństwo określone zostało mianem "zdegenerowanej instytucji", kapitalizm "niemoralnej eksploatacji" a czystość seksualna "obscenicznej pruderii". W kolejnym artykule pt. Powinność kobiety pisała, że buntownicza kobieta powinna "patrzeć całemu światu w twarz z przekazem «idźdo diabła» w oczach"(3). Następny tekst zapewniał: "Zbuntowana kobieta żąda następujących praw: prawa do bycia leniwą, prawa do bycia samotną matką, prawa do niszczenia... i prawa do miłości"(4).

W późniejszych wydaniach pojawiały się artykuły dotyczące antykoncepcji, "wyzwolenia seksualnego", konieczności rewolucji społecznej i obrony zamachów w imię "słuszności społecznej". Rezultatem publikacji było aresztowanie Margaret Sanger za pogwałcenie prawa federalnego (tzw. Comstock Laws). Comstock Laws zostały uchwalone w roku 1873. Ich zadaniem było powstrzymanie przysyłania z Europy i dystrybucji materiałów "obscenicznych i lubieżnych" zwłaszcza pism pornograficznych i erotycznych kart pocztowych, które zalewały wtedy Stany Zjednoczone.

Ponieważ Sanger za dystrybucję treści obscenicznych i lubieżnych groziło do pięciu lat więzienia, umieściła swoje dzieci u znajomych i ze sfałszowanym dzięki wsparciu swych socjalistycznych przyjaciół paszportem uciekła do Anglii. Jako ostatni krok przed opuszczeniem USA wyprodukowała i rozdystrybuowała sto tysięcy egzemplarzy broszurki pt: Family Limitation (5) (Ograniczenia rodziny). Dotyczyła ona antykoncepcji, jednak zawierała szereg niebezpiecznych dla zdrowia i życia kobiet rekomendacji, jak np. stosowanie "ziołowych środków o działaniu aborcyjnym" czy płukanie pochwy lizolem i dwuchlorkiem rtęci". Zalecała też, by nie próbować naturalnych metod regulacji poczęć, ponieważ "zostało udowodnione, że kobieta może począć w każdym momencie cyklu"(6).

Neomaltuzjanizm i eugenika

W Anglii Sanger spędziła ponad rok, czego najważniejszym skutkiem było znalezienie modnych "naukowych" uzasadnień dla swego światopoglądu oraz nawiązanie seksualnych kontaktów z wieloma sławnymi postaciami tego czasu. Zapoznała się też z entuzjastami dzieł Tomasza Malthusa oraz teorii eugeniki.

Według teorii maltuzjańskiej zasoby żywności na Ziemi zwiększają się w postępie arytmetycznym, podczas gdy populacja wzrasta w postępie geometrycznym. W związku z tym Malthus proponował prowadzenie takiej polityki społecznej, by spowodować ograniczenie liczby ludzi. Przede wszystkim zalecał ograniczenie rozmnażania się osób, które uważał za niewartościowe  - biednych, chorych, i "ułomnych umysłowo" (feeble-minded). Potępiał też działalność charytatywną i filantropię jako sprzyjające rozmnażaniu się nieproduktywnych warstw społecznych.

Neomaltuzjańczycy popierający eugenikę (7) wierzyli, że cywilizacja zachodnia, by przetrwać, musi wyeliminować ludzi biednych oraz niepełnosprawnych fizycznie i umysłowo za pomocą przymusowej aborcji, sterylizacji i eutanazji. Główną ich tezą (przyświecającą później polityce rasowej nazistów) była konieczność   wyeliminowania "zanieczyszczeń rasowych" rasy aryjskiej i "reinżynieria ewolucyjnego rozwoju człowieka".

Co niezwykle ciekawe i przygnębiające, choć model maltuzjański został już dawno obalony jako nienaukowy, a dane statystyczne wykazują wręcz, że świat cywilizacji zachodniej wymiera (8), teoria nadal ma wielu zwolenników, a nawet coraz bardziej rozpowszechnia się w Europie Zachodniej i Ameryce Północnej.

Oczywistym dowodem jest obowiązujące niemal wszędzie w ramach "cywilizacji zachodniej" prawo zezwalające na zabicie dziecka poczętego, o ile istnieje podejrzenie o chorobę. Widać to też po tendencji do legalizowania "niedobrowolnej eutanazji", czyli mówiąc wprost zabijania osób na tyle niesprawnych, że nie mogą przeciw temu zaprotestować, w tym noworodków, u których stwierdzono wady rozwojowe (9).

Dla Margaret Sanger neomaltuzjanizm i eugenika ukazały się jako doskonałe naukowe uzasadnienia jej wizji "wyzwolenia seksualnego" i "regulacji urodzin". Sprzyjały temu znajomości, które nawiązała w Anglii z takimi postaciami, jak Herbert George Wells, George Bernard Shaw, Arnold Bennett, Arbuthnot Lane czy Norman Haire. Byli to nie tylko jej towarzysze rozmów, lecz jak to się współcześnie mówi "partnerzy seksualni".

W okresie tym związała się także z kontrowersyjnym Havelockiem Ellisem, autorem niemal 50 książek popularyzujących różne perwersje seksualne. Doświadczana przez niego impotencja kierowała jego zainteresowania w kierunku bardzo egzotycznych przyjemności zmysłowych. Dla swych przyjaciół zafascynowanych maltuzjanizmem i eugeniką organizował orgie seksualne i eksperymentował z meskaliną. W oczach Margaret jawił się jako współczesny święty. Podziwiała zarówno jego radykalną ideologię pochwalającą różnorodne praktyki seksualne, jak i niecodzienne zachowania seksualne (10)".

Razem opracowali strategię PR, pozwalającą na powrót Sanger do USA i zbudowanie tam odpowiedniego wizerunku publicznego. Przede wszystkim postanowili stonować jej zdecydowanie proaborcyjną postawę, skupiając się bardziej na antykoncepcji i zastąpić źle kojarzącą się marksistowską retorykę terminologią eugeniki. Margaret postanowiła też zająć się swymi dziećmi (od roku porzuconymi w USA), by poprawić własny wizerunek.

Precz z dobroczynnością i filantropią

Dzięki konsekwentnemu wprowadzeniu strategii w życie Margaret, po powrocie do USA udało się odzyskać sympatię publiczną i doprowadzić do odstąpienia od oskarżeń pod jej adresem. Jeździła po Stanach, popularyzując nowe eugeniczne oblicze idei "kontroli urodzin", a następnie otworzyła nielegalną klinikę "kontroli urodzin" w dzielnicy Nowego Jorku Brownsville, będącej miejscem osiedlania się nowych emigrantów: Słowaków, Litwinów, Włochów i Żydów. Jej celem w krucjacie "ocalenia planety" stali się "nieprzystosowani" (unfit) (11)".

Niezrażona wyrokiem skazującym ją na 30 dni więzienia za rozpowszechnianie obscenicznych materiałów i przeprowadzanie szkodliwych zabiegów medycznych, założyła organizację Birth Control League (Liga Kontroli Urodzin) i zaczęła wydawać magazyn "The Birth Control Review". Z jednej strony jej działalność spotkała się z krytyką takich osobistości, jak katolicki reformator społeczny John Ryan czy były prezydent Theodore Roosvelt, z drugiej zaś strony poparcia finansowego i pisarskiego udzielali jej wpływowi przyjaciele związani z ruchami socjalistycznymi i eugenicznymi. W "The Birth Control Review" publikowali artykuły m.in. H.G. Wells, Pearl Buck, Julian Huxley, Karl Menninger, Havelock Ellis i Harry Emmerson.

W 1922 roku Sanger zorganizowała międzynarodową konferencję na temat kontroli urodzin oraz wydała książkę pt. Pivot of Civilization, gdzie na 284 stronach nawoływała do zaprzestania działań charytatywnych, a także postulowała segregację "idiotów, niezdolnych i niedostosowanych", a także sterylizację "genetycznie niższych ras" (12).

W rozdziale O okrucieństwie dobroczynności pisała: "Nawet jeśli zaakceptujemy zorganizowaną dobroczynność i zagwarantujemy, by działała najlepiej jak jest w stanie, pozostaje ona przedmiotem poważniejszej krytyki. Ma bowiem w sobie podstawowy i nieuleczalny defekt. Każdy jej sukces, skuteczność, niezbędność dla porządku społecznego są zarzutami, na które nie ma odpowiedzi. Zorganizowana dobroczynność jest symptomem złośliwego raka społecznego. Te rozległe, złożone, powiązane ze sobą organizacje, mające na celu kontrolę i zapobieganie rozprzestrzenianiu się nędzy i wszystkich zagrożeń wytryskujących z tej złowróżbnie płodnej gleby, są najpewniejszym znakiem, że nasza cywilizacja hodowała, hoduje i uwiecznia nieustannie wzrastającą liczbę osobników ułomnych, przestępczych i zależnych. Mój krytycyzm zatem nie odnosi się do braku sukcesu filantropii, lecz raczej do jej sukcesu. Zagrożenia te są wbudowane w założenia humanitaryzmu i altruizmu zagrożenia, które wyprodukowały dziś pełen plon ludzkich śmieci" (13).

Wyrwać ludzkie chwasty

Niemal wszyscy przyjaciele, towarzysze i kochankowie Margaret byli zwolennikami eugeniki. Dla przykładu: w "The Birth Control Review" publikował artykuły osławiony Ernst Rudin profesor psychiatrii, zaangażowany w propagowanie w hitlerowskich Niemczech idei eugeniki negatywnej i zasad "higieny rasowej" (Rassenhygiene) uśmiercania osób niepełnosprawnych umysłowo i fizycznie, Żydów i Słowian oraz przymusowej sterylizacji i aborcji tych grup ludzkich, czego wielkim finałem były Akcja T4 i Holokaust.

Margaret Sanger była przekonana, iż "niższe rasy" (inferior races) są rzeczywiście "ludzkimi śmieciami" (human waste) i "zagrożeniem cywilizacji" (menance to civilisation). Wierzyła, że "regeneracja społeczna" (social regeneration) jest możliwa tylko pod warunkiem, że rozgromi się "złowróżbne siły hord nieodpowiedzialności i imbecylizmu" (sinister forces of the hordes of irresponsibdity and imbecility). Uważała dobroczynność za "symptom złośliwej choroby społecznej" (symptom of a malignant social disease), gdyż zachęca do rozmnażania się osób "upośledzonych, przestępczych i zależnych" (defective, delinąuents, dependants). Nawoływała do skończenia z "panowaniem chrześcijańskiej łaskawości" (reign of Christian benevolence) przez wyeliminowanie osób potrzebujących wsparcia segregację i sterylizację "ludzkich chwastów" (human weeds). Jej największym marzeniem było stworzenie rasy "czystej krwi" przez zachęcanie, by rodziło się "więcej dzieci od przystosowanych, mniej od nieprzystosowanych" (more children from the fit, and less from the unfit) (14).

Obrońcy Margaret Sanger uważają, że choć wszystkie te sformułowania rzeczywiście pojawiały się wielokrotnie w "The Birth Control Review" oraz w różnych pismach autorki, to przecież czasem były to cytaty z innych osób, czasem zdania wyrwane z kontekstu, czasem słowa użyte w znaczeniu ironicznym, więc niesprawiedliwością jest streszczać jej naukę w ten sposób. Zacytujmy zatem słowa samej guru "świadomego macierzyństwa".

Początek rozdziału pt. Podłość tworzenia dużych rodzin: "Najpoważniejszym złem naszych czasów jest zachęcanie do tworzenia dużych rodzin. Najbardziej niemoralną praktyką dnia dzisiejszego jest płodzenie zbyt wielu dzieci" (15). Z kontekstu wynika, że "zbyt dużo dzieci" rozpoczyna się od trojga.

Zakończenie artykułu pt. Dlaczego kliniki kontroli urodzin w Ameryce?: "Wysiłek w kierunku rasowego rozwoju, podejmowany na co dzień przez personel medyczny, pracowników społecznych oraz różne instytucje dobroczynne i instytucje państwowe dla fizycznie i mentalnie upośledzonych, jest w praktyce zmarnowany. Wszystkie te starania są odwlekaniem problemu w czasie. Będą odwlekać problem w czasie, dopóki personel medyczny nie uzna faktu, że wzbierający zalew upośledzonych przytłacza to wszystko, co owe agencje mogą zrobić dla społeczeństwa. Będą kontynuować odwlekanie problemu w czasie, póki nie dojdą do źródła tych destruktywnych warunków i zastosują środek zasadniczy. Tym środkiem jest kontrola urodzin" (16). Kontrola ta rozumiana jest jako przymusowa sterylizacja i aborcja dla "nieprzystosowanych".

Inny cytat, obrazujący postawę "Anioła Śmierci" wobec rodzin wielodzietnych, czyli mających więcej niż dwoje, troje dzieci, to słynne zdanie: "Najbardziej miłosierną rzeczą, jaką duża rodzina może zrobić dla swych dzieci, to zabić je"1 (17).

Faktem jest też, że jako twórczyni i redaktor "The Birth Control Review" Margaret Sanger miała przez cały czas istnienia pisma decydujący głos w sprawie publikowanych w nim artykułów. Wiele o charakterze tego periodyku mówi fragment jednego z zamieszczonych w nim tekstów: "Mamy zróżnicowaną, błazeńską grupę, od wesołkowatych, beztroskich kretynów, którzy nie potrafią inteligentnie planować, a nawet oszukiwać, do zgrzybiałych idiotów, chytrych paranoików, nędznych epileptyków, moralnych imbecyli, chronicznych kryminalistów z wrodzonym skażeniem, a nawet leniwców. Jakie ponosimy tego koszty, w zasobach, w pracy, w nędzy? muszą zostać wyeliminowani. Imperatywem eugeniki jest kontrola urodzin. Jednostki upośledzone muszą zostać wysegregowane, wysterylizowane, a bardziej bystrzy mogą nauczyć się metod antykoncepcji. Powinno zabronić się im żenić, jako wyraz woli społeczeństwa, że ich dzieci nie są chciane. Wszelkimi dostępnymi środkami ten strumień ludzkich śmieci musi być wymieciony z tygla" (18).

Higiena rasowa i projekt Czarnuch

Pismo później przekształcone w "Planned Parenthood Review" regularnie i otwarcie publikowało rasistowskie artykuły w duchu neomaltuzjańskiej eugeniki. Dla przykładu w 1920 roku zamieściło pochlebną recenzję faszyzującej i rasistowskiej książki The Rising Tide of Color Against White World-Supremacy (Wzbierająca fala kolorowych przeciw supremacji świata białych) Lothropa Stoddarda. Wstępniak w numerze wrześniowym z roku 1923 nawoływał do restrykcji wobec imigrantów ze względu na kryteria rasowe.

W kwietniu 1932 roku pismo przedstawiło plan pokojowy Margaret Sanger (Plan for peace), nawołujący do przymusowej sterylizacji, obowiązkowej segregacji i reedukacyjnych obozów koncentracyjnych dla "dysgenicznego inwentarza" (dysgenic stock).

W kwietniu 1933 roku periodyk opublikował szokujący artykuł Ernsta Riidina: Sterylizacja eugeniczna: pilna potrzeba (Eugenie sterilization: An Urgent Need), a w czerwcu 1934 roku tekst Leona Whitney'a Selektywna sterylizacja (Selective sterylization), wychwalający programy "oczyszczania rasy" w Trzeciej Rzeszy, poprzedzające Holocaust.

Nazistowscy uczeni z hitlerowskich Niemiec pisywali teksty do czasopisma Margaret Sanger, a działacze kierowanej przez nią Ligi Kontroli Urodzeń jeździli do Trzeciej Rzeszy, gdzie uczestniczyli w posiedzeniach sądu Najwyższego, przyjmującego rasistowskie ustawy. Po powrocie do USA głosili w zachwycie, że prawo do sterylizacji "w sposób naukowy i humanitarny pozwala na to, by ze szczepu germańskiego usuwać z korzeniami wszelkie najgorsze domieszki" (19).

Aby ukazać sprawę "higieny rasowej" w odpowiednim świetle, należy też wspomnieć, jakie kategorie ludzi były przez Margaret Sanger zaliczane do "ras dysgenicznych", nieprzystosowanych. Chodziło o Latynosów, Żydów, Murzynów, Indian czy Słowian, a zwłaszcza Polaków, z czasem też o "fundamentalistów" i katolików (20).

W 1939 roku Sanger zapoczątkowała osławiony "Projekt Czarnuch" (21). W skrócie chodziło o przekonanie Afroamerykanów, by ograniczyli rozmnażanie się (środkami już wcześniej opisanymi).

Po części dokonano tego dzięki przekonaniu murzyńskich duchownych chrześcijańskich o pozytywnych skutkach promocji antykoncepcji. Margaret Sanger, która przyjmowała zaproszenia na wygłaszanie pogadanek dla Ku Klux Klanu, jednocześnie występowała w wielu chrześcijańskich kościołach, nie tylko za przyzwoleniem, lecz nawet na zaproszenie duchownych.

Kampania zapoczątkowana w społecznościach murzyńskich w roku 1939 okazała się "wielkim sukcesem", trwającym do dnia dzisiejszego. Dane z roku 2006 ukazują, że na 1 200 000 aborcji wykonanych w Stanach Zjednoczonych aż 683 294 (czyli 56 procent) dotyczyło Afroamerykanów, choć populacja ta stanowi zaledwie około 15 procent obywateli USA (22).

Wolność od wartości
Rok 1925 był dla Sanger bardzo owocny. Zorganizowała międzynarodową konferencję poświęconą neomaltuzjanizmowi oraz kontroli urodzin. Uczestnicy imprezy (23) przyjęli członkostwo Międzynarodowej Federacji Lig Neomaltuzjańskich (International Federation of Neo-Malthusian Leagues), a wielu z nich było członkami Międzynarodowego Stowarzyszenia Eugeniki (International Eugenics Society). Federacja, która zmieniła nazwę na Planned Parenthood dopiero w latach czterdziestych XX wieku (24), prężnie rozwijała się, dzieląc swe zasoby i biura z Międzynarodowym Stowarzyszeniem Eugeniki.

Jednym z podstawowych warunków członkostwa w Federacji było uczynienie swym priorytetem "legalnej dostępności do aborcji na żądanie".

Jeden z liderów organizacji Malcolm Potts pisał: "Faktem jest, że żaden naród na ziemi nie jest w stanie kontrolować płodności bez aborcji. W USA przeprowadzanych jest 1,5 miliona aborcji w ciągu roku. Dlaczego spodziewamy się, że np. w Indonezji będzie lepiej? Niezależnie od tego, jak dobra jest metoda, nie będziemy mieć adekwatnej kontroli płodności tylko z pomocą antykoncepcji. Musimy dodać sterylizację i aborcję" (25).

Lokalne filie federacji zostały zobligowane do wywierania wpływu na rządy państw w kierunku wprowadzenia przymusowej sterylizacji eugenicznej i limitów urodzin. Jako środki prawne proponowano wprowadzenie "podatku od dzieci", "redukcję lub eliminację publicznej opieki medycznej, stypendiów szkolnych, mieszkań komunalnych, subsydiów dla rodzin z więcej niż dopuszczalną liczbą dzieci", a nawet "przymusowe sterylizacje i aborcje".

W latach późniejszych rezultatem tej ideologii był zachwyt Planned Parenthood nad brutalną polityką "jednego dziecka" w Chinach i związaną z nią przymusową sterylizacją i aborcją. To, co dzieje się obecnie w ChRL, jest zresztą realizacją    postulatów Margaret Sanger,    która oficjalnie proponowała, by rodzice, jeśli chcą mieć dziecko, składali do władz odpowiednie podanie, "tak jak imigranci, którzy muszą składać podanie o wizę" (26).

Jeszcze jednym z dokonań Międzynarodowej Federacji Lig Neomaltuzjańskich było zobligowanie swych członków do promowania "wolnych od wartości" (value-free) programów edukacji seksualnej w szkołach.

Akcja ta współcześnie także odnosi wielkie sukcesy, np. w szkołach podstawowych, gdzie uczy się dzieci technik uprawiania seksu, w tym seksu homoseksualnego, z wykorzystaniem materiałów pornograficznych, a także dostarcza się im szerokiej wiedzy o środkach antykoncepcyjnych, co jest praktyką wielu państw "kultury zachodniej".

Organizacja wspiera też nielegalne aborcje w krajach, w których nadal obowiązuje prawo uznające ją za zabójstwo człowieka i przestępstwo (np. na Filipinach). Co więcej, nawet dziś International Planned Parenthood Federation nawołuje do działalności przestępczej:

"Stowarzyszenie Planowania Rodziny i inne organizacje pozarządowe nie powinny wykorzystywać braku prawa lub istnienia niekorzystnego prawa jako wymówki dla braku działania: działanie poza prawem, a nawet z jego pogwałceniem, jest częścią procesu stymulowania zmiany" (27).

Upadek Trzeciej Rzeszy i dyskredytacja pojęcia eugeniki zmusiły Margaret Sanger do korekty wizerunku publicznego organizacji. Najważniejszym krokiem było pozbycie się skojarzenia z nazistowską propagandą, stąd zmiana nazwy na Planned Parenthood Federation of America, czyli "Amerykańska Federacja Planowania Rodziny". Nie była to jedyna zmiana. Promocji "nowej" federacji towarzyszyła kampania PR, kładąca nacisk na patriotyzm, osobisty wybór i wartości rodzinne. Kolejny raz talent Margaret przyniósł spodziewane efekty. Niezmordowana kobieta składała kolejne wnioski o granty, dofinansowania i dotacje, wykorzystywała swe kontakty towarzyskie i seksualne. Jej działania doprowadziły do rozkwitu organizacji.

Małżeństwo jak kontrakt

Ponieważ działalność Margaret Sanger wkraczała głęboko w sferę prywatności człowieka, a taką jest bez wątpienia dziedzina ludzkiej seksualności i płodności, warto przyjrzeć się osobistemu życiu amerykańskiej aktywistki.

Jak wiemy, małżeństwo Sangerów rozpadło się dawno temu, a podczas jednej z jej długotrwałych nieobecności córka zachorowała i zmarła na zapalenie płuc. Synowie wychowywani byli przez obce osoby. Margaret mimo więdnącej urody angażowała się w kolejne przygody seksualne z różnorodnymi partnerami, interesowała się też wschodnią medytacją, teozofią i okultyzmem.

Jedną z osób zafascynowanych jej postacią był multimilioner Noah Sleg, prezes Three-In-One Oil Company, który nalegał na małżeństwo. Fascynacja jego była na tyle silna, że zgodził się na podpisanie kontraktu, zgodnie z którym Margaret miała w domu męża własne mieszkanie z osobnym wejściem i osobistymi służącymi, gdzie mogła bez zgody i wiedzy męża zapraszać swoich "przyjaciół". Mąż musiał ją każdorazowo uprzedzić telefonicznie o chęci spotkania czy zjedzenia wspólnie obiadu.
Jednocześnie jej zaangażowanie w promocję rozwiązłości seksualnej było tak wielkie, że nawet w podeszłym wieku namawiała swą szesnastoletnią wnuczkę do uprawiania seksu, opowiadając jej, że współżycie okaże się dla niej dobre, jeśli będzie w tym "szczera", a wskazane jest uprawianie seksu trzy razy dziennie (28).

Dla Planned Parenthood Margaret była zarówno wielkim wybawieniem, jak i zagrożeniem. Zdobywała ogromne fundusze od różnych instytucji i osób prywatnych, w tym męża multimilionera, lecz jednocześnie trwoniła je, np. na osobiste ekstrawaganckie przyjemności. Towarzyszyły temu problemy osobiste alkoholizm i narkomania, a także kilkukrotne usunięcie z zarządu Planned Parenthood (kilkukrotne, ponieważ bez jej talentu PP nie potrafiło przetrwać, była więc przyjmowana na nowo) (29). Sanger zmarła 6 września 1966 roku w wieku 87 lat.

Rasizm not dead

"Margaret Sanger, założycielka Planned Parenthood, jest jednym z wielkich bohaterów naszego ruchu" możemy przeczytać na oficjalnej stronie internetowej organizacji, wraz z deklaracją kontynuowania jej heroicznej walki. Informacje o "heroinie" zamieszczone na stronie internetowej PP są strasznie okrojone, brakuje nawet podstawowych informacji o Lidze Kontroli Urodzin czy Międzynarodowej Federacji Lig Neomaltuzjańskich, z których tak bardzo była dumna sama Sanger. Ba, brakuje nawet informacji o dacie powstania Planned Parenthood, choć uważny czytelnik znajdzie informację, że organizacja działa "od ponad 90 lat", co wskazywałoby na identyfikację z neomaltuzjańską i rasistowską Ligą Kontroli Urodzin.

Czy PP kontynuuje ideologię Sanger? Strona internetowa organizacji zapewnia, że ich celem jest:

zapewnienie wszystkim kobietom swobodnego dostępu do aborcji na żądanie (Abortion Issues), promocja edukacji seksualnej dla nieletnich, pokrywającej "wszystkie zakresy seksualności" a więc techniki uprawiania seksu zarówno heteroseksualnego jak i homoseksualnego, wszystkie metody antykoncepcji, promocja aborcji jako środka "planowania rodziny", a także walka o wyeliminowanie programów promujących naturalne metody planowania rodziny, jak i czystość i wierność seksualną (Sex Education Issues), zapewnienie niepełnoletnim nastolatkom aborcji bez konieczności poinformowania ich rodziców (Medical Privacy Issues), promocja rozdawnictwa prezerwatyw w celu "zapobiegania chorobom wenerycznym i AIDS" (STDs & HW/AIDS Issues), lobbing polityczny w celu zapobieżenia jakimkolwiek zmianom legislacyjnym prowadzącym do ochrony życia matki i dziecka (Take Political Actiori).

W zakresie ideologii rasistowskiej organizacja także wiernie kontynuuje dzieło swej fundatorki. Dla organizacji pro-life nigdy nie było to tajemnicą, jednak dopiero akcja studentów z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles z początku roku 2008 dostarczyła materiału jednoznacznie na to wskazującego. Studenci nagrali szereg rozmów z pracownikami PP w stanach Idaho i Ohio, wykazując ich akceptację dla rasistowskich motywów aborcji.

Oto fragment rozmowy "dotacyjnej":

Aktor: Chciałbym zaznaczyć, że chcę wspomóc aborcję dla grupy mniejszościowej. Czy to będzie możliwe?
Pracownik Planned Parenthood: Oczywiście.
A: Jak na przykład społeczność murzyńska?
PP: Oczywiście.
A: Czyli mógłbym sponsorować aborcję czarnego dziecka, czy tak?

PP: Oczywiście, jeżeli chce pan zaznaczyć, że pański dar ma być wykorzystany dla wspomożenia Afroamerykanki w trudnej sytuacji, oczywiście w ten sposób oznaczymy Pańską dotację.
A: Świetnie, ponieważ naprawdę martwię się tzw. akcją afirmatywną i nie chcę, by moje dzieci były w gorszym położeniu niż czarne dzieci. Ja mam dziecko i tę dotację chcę złożyć w jego imieniu.
PP: Oczywiście.
A: My, hm, po prostu uważamy, że im mniej czarnych dzieci, tym lepiej.
PP: To zrozumiałe, to zrozumiałe (śmiech).

Ten śmiech, śmiech z zabijanego życia, śmiech Margaret Sanger zza grobu, rozbrzmiewa dziś na całej kuli ziemskiej. Jak pisze George Grant, to właśnie amerykańska działaczka jest odpowiedzialna za uśmiercenie 30 milionów dzieci w USA i dwóch miliardów na całym świecie.

BOGNA BIAŁECKA - artykuł ukazał się we "Fronda" nr 47/2008 s. 290-310

Słowa kluczowe:

rada

,

kobiety

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook