Jedynie prawda jest ciekawa

Prof. Rybiński: "Polska umiera, a elity milczą"

31.01.2014

Starzy ludzie i trumny. To są wyzwania, które przed nami stoją i trzeba się zastanowić co z tym zrobić. Żadne masowe medium tego problemu jednak nie dostrzegło, nie odbyły się debaty na ten temat. To jest też obraz gnicia polskich elit, które w ogóle nie interesują się losem kraju - mówi portalowi Stefczyk.info prof. Krzysztof Rybiński.

Stefczyk.info: Debata publiczna w Polsce krąży wokół różnych tematów, ale czy wokół tych co trzeba? Czy zajmujemy się tym co powinniśmy, czy tracimy czas i energię na błahostki?

Prof. Krzysztof Rybiński: Polskie media zajmują się w ostatnim czasie głównie śniegiem na drogach i torach, za to w ogóle nie ma dyskusji o prawdziwych wyzwaniach, które przed nami stoją. Media masowe, telewizja przede wszystkim, ale także gazety głównego nurtu, potrafią się skupić tylko na jednym temacie: jak i na co wydawać miliardy z Unii Europejskiej. Sprawy, które są istotne i dotyczą przyszłości Polski, są po prostu ignorowane. I to może nas drogo kosztować. To jest też obraz gnicia polskich elit, które w ogóle nie interesują się losem kraju.

Dlaczego może nas to drogo kosztować? Jakie poważne wyzwania, polityczne i ekonomiczne stoją dziś przed Polską?

Jest ich kilka. Pierwszym i z mojego punktu widzenia najważniejszym jest powolne wymieranie narodu polskiego. Demografię mamy fatalną, według danych GUS-u, w 2013 r. Polaków było o 37 tys. mniej niż rok wcześniej. Przypominam, że 2013 to rok, w którym populacja miała być jeszcze w miarę stabilna. A tu okazuje się, że jest gorzej niż myśleliśmy, że dzietność jest fatalna. Ten trend spadkowy ludności polskiej prawdopodobnie zacznie się szybciej i będzie silniejszy, niż dotychczas przypuszczano. Zaczniemy się starzeć bardzo szybko, za około pięć lat pierwszy wyż demograficzny zacznie przechodzić na emerytury, co zdewastuje finanse publiczne, dziura powiększy się o ok. 100 mld. zł rocznie, a potem zaczniemy wymierać w tępię ok 200 tys. osób rocznie. Czyli co roku będzie ubywać średniej wielkości miasto, jak Częstochowa czy Zabrze. To będzie miało dramatyczne konsekwencje. By zrozumieć co to oznacza dla państwa polskiego, trzeba spojrzeć na sektor szkolnictwa wyższego. Liczba studentów, czyli klientów szkolnictwa wyższego spadnie w przeciągu dekady z 2 do 1,2 mln. To spowoduje, że z 350 prywatnych uczelni  zbankrutuje 250, a może nawet 300. Część publicznych uczelni będzie również miała wtedy poważne problemy i zbankrutuje bądź będzie musiała się połączyć. Za 10 lat tak będzie wszędzie. Starzy ludzie i trumny. To są wyzwania, które przed nami stoją i trzeba się zastanowić co z tym zrobić. To może zniszczyć polską gospodarkę. Dlatego dziwi mnie, że po tym jak pojawił się raport GUS o demografii, żadne masowe medium tego nie dostrzegło, nie odbyły się debaty na ten temat.

Może media i elity uznały, że sobie z tym poradzimy. Jakoś to będzie?

Polska nie jest tak bogatym krajem jak Japonia, by powiedzieć: my sobie z tym poradzimy. Stać nas na to, by za to zapłacić. Jesteśmy wciąż krajem biednym. Zresztą demografia to nie jedyne wyzwanie, przed którym stoimy. Kolejnym jest dramatycznie niska innowacyjność, która na dodatek wciąż spada. Z powodu źle wydawanych pieniędzy unijnych innowacyjność w wielu sektorach gospodarki jest poniżej oczekiwań. To podwójny dramat, ponieważ  wysoka innowacyjność wyrównałaby braki wynikające z fatalnej demografii. Moglibyśmy sprzedawać nowoczesne towary na całym świecie i w ten sposób podtrzymać standard życia, a nawet go podnieść. Obecnie tak nie jest, a mimo tego nie widzę nawet zalążku poważnej debaty na ten temat.

Toczy się natomiast debata na temat emerytur. Prezydent Bronisław Komorowski skierował do TK w trybie kontroli następczej ustawę o zmianach w systemie OFE. Jeśli trybunał odrzuci ustawę może zabraknąć środków w budżecie. Jakie są na to szanse?

Minister finansów ma tak duże rezerwy finansowe na rachunkach w Narodowym Banku Polskim, że budżetowa zapaść nam raczej nie grozi, nawet gdyby trybunał w szybkim tępię unieważnił całą ustawę. Grozi nam jednak coś innego: Dług publiczny jest teraz na poziomie 58 proc. PKB. Jeśli w przeciągu roku dorzucimy do tego 1,5 proc., to przekroczymy dozwolony próg konstytucyjny 60 proc. i wtedy albo włączają się te wszystkie mechanizmy, które są zapisane w ustawie o finansach publicznych i konieczne będzie dokonane drastycznych oszczędności, albo dojdzie do zmiany konstytucji, by podwyższyć konstytucyjny próg długu publicznego. To oznaczałoby jednak utratę wiarygodności Polski w oczach inwestorów. Jeżeli inne kraje wpisują zabezpieczenia do swych konstytucji, by dług nie narastał, a Polska je demontuje, to znaczy, że jesteśmy narodem nieodpowiedzialny i u nas inwestować raczej nie należy. Trybunał będzie więc pod bardzo silną polityczną presją, by nie unieważnić ustawy o OFE. W końcu postawienie premiera  przed trybunałem stanu w roku wyborczym gwarantuje klęskę PO. Takie są bowiem skutki przekroczenia konstytucyjnej bariery długu. Skok na OFE to już praktycznie fakt dokonany i dlatego podejrzewam, że trybunał nie odważy się go cofnąć.

Rozmawiała Ryb
[fot. sxc.hu]

Jeśli zainteresował Cię artykuł znajdź nas Na Facebooku

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook