Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Prof. Pawłowicz we "wSieci": Pan Bóg nas nie zostawi

10.01.2017

"Wydaje mi się, że postawiono na Petru dlatego, że to człowiek bezwzględny i cyniczny, po którym wszystko spływa jak woda po kaczce. Ci, którzy go popierali, być może przez chwilę się zawstydzą, ale pewnie nie na długo. Choć na pewno zobaczyliśmy, że to polityk mało sprawny" – mówi pani poseł, prof. Krystyna Pawłowicz w rozmowie z Jackiem i Michałem Karnowskimi, na łamach najnowszego wydania tygodnika „wSieci”.

Jedna z najbardziej rozpoznawanych parlamentarzystek Prawa i Sprawiedliwości, od dwóch kadencji zasiadająca w Sejmie, ze względu na swoją bezkompromisowość i nie uleganie modzie na poprawność polityczną, od samego początku jest bardzo mocno atakowana przez przeciwników politycznych i liberalne media. Dotychczas ataki te sprowadzały się przede wszystkim do szyderstw i prasowej nagonki, ale 16 grudnia przekroczono wszystkie możliwe granice i pani profesor została zaatakowana fizycznie. Co dokładnie zdarzyło się wieczorem 16 grudnia, gdy opuszczała pani, po przegłosowaniu budżetu, budynek Sejmu? – pytają Jacek i Michał Karnowski.

Chciałam wrócić do swojego mieszkania w Ursusie. Zwykle zamawiam taksówkę przed główne wejście Sejmu. Wiedziałam jednak, że tam jest rozjuszony tłum, że stoi mobilna scena, więc poprosiłam taksówkę z innej strony Sejmu, na ul. Górnośląską. Ale gdy tam doszłam, okazało się, że i tam jest rozkrzyczany tłum, ze sztandarami, skandujący: „Demokracja”, „Będziesz siedzieć”, „Faszyzm”. Natychmiast mnie zauważyli, a ponieważ zawsze działam na ten typ ludzi jak płachta na byka, to się zaczęło – relacjonuje parlamentarzystka. - Ktoś krzyknął: „Idzie Kryśka”, „Idzie Pawłowicz”, i grupa ludzi rzuciła się w moim kierunku. Zaczęli przystawiać mi komórki do twarzy, robić zdjęcia, wrzeszczeć. Wiele osób miało głośne piszczałki, tzw. wuwuzele, które przystawiali bardzo blisko mojej głowy, trąbiąc wprost do uszu. Później przez kilka dni mocno bolała mnie głowa, miałam problem ze słuchem – mówi posłanka w rozmowie z Karnowskimi.

Później było jeszcze gorzej. – Zaczęły się poszturchiwania, popychanie, szarpanie. Ktoś rzucił plastikową butelkę, która spadła tuż obok mnie. Starałam się zachować spokój, nie prowokować tego tłumu . Cały czas krzyczano mi nad głową: „Zdrajco”. I ponownie „Będziesz siedzieć”. Były też inne obelgi, stale atakowano mnie tymi wuwuzelami i telefonami. Zdecydowałam się zawrócić w kierunku Sejmu, ale spokojnym krokiem. Na rogu ul. Pięknej i Górnośląskiej zobaczyłam policjantkę stojącą przy radiowozie. Skierowałam się więc w tę stronę, wciąż w asyście tego tłumu. Policjantka zorientowała się, że sytuacja jest poważna. Poprosiła, by iść za nią, ale to nie pomogło, bo wciąż mnie poszturchiwano, więc to ona stanęła za mną, a ja szłam przodem. Tak dotarłyśmy w pobliże budynku ambasady francuskiej, gdzie stały samochody i gdzie tłum już nie mógł się zmieścić – tłumaczy pani poseł.

Profesor Krystyna Pawłowicz nie ma wątpliwości, że ten atak i wszystko to, co miało miejsce tego dnia w Sejmie nie były przypadkowe. – Z perspektywy czasu widzę, że te prowokacje były świadome. To nie było tak, że Michał Szczerba powiedział: „kochany panie marszałku” i marszałek nie wytrzymał. Wcześniej było kilka, może osiem, może dziewięć podobnych zaczepek. […] Świadomie sięgnęli po prowokowanie. Chodziło, by agresją wymusić naszą reakcję, a później to nagłaśniać. Posłanka Gajewska stanęła w przejściu i celowo blokowała mi, cały czas nagrywając, powrót na moje miejsce. Mówię: „Przepraszam”, ale ona stoi dalej. Więc próbuję delikatnie ręką skłonić ją, żeby się trochę przesunęła i zrobiła przejście. Wtedy ona wykonuje teatralne gesty rękami i krzyczy: „Pawłowicz mnie bije!”, „Dlaczego mnie pani bije?!”. Patrzę osłupiona, odsuwam się. Miałam wrażenie, że ci ludzie przeszli jakieś szkolenia. To wszystko było robione bardzo cynicznie – wyjaśnia, odpowiadając na pytanie, czy wydarzenia z 16 grudnia były zaplanowaną prowokacją.

Poseł Pawłowicz najbardziej uderza cynizm opozycji i jej liderów. Profesor nie ma wątpliwości, że to właśnie ta dwulicowość jest kryterium, które nobilituje do bycia liderem opozycji. – Wydaje mi się, że postawiono na Petru dlatego, że to człowiek bezwzględny i cyniczny, po którym wszystko spływa jak woda po kaczce. Ci, którzy go popierali, być może przez chwilę się zawstydzą, ale pewnie nie na długo. Choć na pewno zobaczyliśmy, że to polityk mało sprawny – wyjaśnia, tłumacząc sejmową karierę szefa Nowoczesnej.

Cała rozmowa z profesor Krystyną Pawłowicz, z której dowiemy się więcej o działaniach opozycji i prowokacjach, jakie miały i cały czas majhą miejsce w parlamencie w najnowszym numerze tygodnika „wSieci”. Już od 9 stycznia, także w formie e-wydania na http://www.wsieci.pl/e-wydanie.html.

CS144FotMINI

Czas Stefczyka 144/2017

PDF (7,88 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook