Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Prof. Lewicki: nie drażnijmy Rosji

06.04.2014

Rosja jest słabszym uczestnikiem obecnej wymiany ciosów. A słabszy przeciwnik, który jest upokarzany jest skłonny do zachowań irracjonalnych. NATO nie ma powodu drażnić Rosjan wysyłając, jak sugerował szef MSZ Radosław Sikorski, dwie ciężkie brygady do Polski. To tylko zmusi Rosję do reakcji -mówi w rozmowie z portalem Stefzcyk.info Amerykanista prof. Zbigniew Lewicki.

Stefczyk.info: Toczy się obecnie wobec rosnącej agresji Rosji, dyskusja nad stałą obecnością sił NATO na naszym terytorium. Szef BBN, gen. Stanisław Koziej przekonuje, że należy odejść od umów  z 1997 r., zawartych z Rosją, które mówią, że duże jednostki bojowe Sojuszu nie mogą być rozmieszczane na terytorium nowych członków. Czy to oznacza, że będziemy mieli amerykańskich żołnierzy na naszej ziemi?

Prof. Zbigniew Lewicki: To są dwie różne kwestie. Nie ma potrzeby, konieczności ani możliwości odejścia, albo renegocjowania umów założycielskich rady NATO-Rosja z 1997 roku, ponieważ każda umowa międzynarodowa obowiązuje tak długo jak wszyscy jej uczestnicy zachowują się zgodnie z zawartymi w niej zasadami. I nie zmieni się sytuacja zewnętrzna, światowa. Tu mamy do czynienia ze znacząca zmianą stanowiska i zachowania Rosji. W porozumieniu z roku 1997 mówiło się o m.in. o nienaruszalności granic w Europie. Rosja ją złamała. Trudno się zatem odwoływać do wspomnianej deklaracji, ponieważ w obecnej sytuacji z punktu widzenia formalnego przestaje ona obowiązywać. Nie oznacza to jednak od razu, że będziemy mieli stałą obecność sił NATO na naszym terytorium.  Umowa z 1997 r. mówi o znacznych siłach sojuszu, to drobny, ale ważny niuans. Nie mamy do czynienia ze znacznymi siłami i nie będziemy mieli z nimi do czynienia. Ponieważ nie ma sensu zachowanie, które prowokowałoby Rosję do dalszych kroków. Rosja jest słabszym uczestnikiem obecnej wymiany ciosów. A słabszy przeciwnik, który jest upokarzany jest skłonny do zachowań irracjonalnych. NATO nie ma powodu drażnić Rosjan wysyłając, jak sugerował szef MSZ Radosław Sikorski, dwie ciężkie brygady do Polski. To tylko zmusi Rosję do reakcji, choćby wzmocnienia w znaczący sposób sił na Białorusi. Rosyjskie samoloty już się tam pojawiły. Taka wymiana gestów mogłaby doprowadzić do niechcianej przez nikogo militarnej konfrontacji. To nie leży w interesie Amerykanów, ani naszym.

W przypadku sojuszników w Azji i przeciwnika w postaci Korei Północnej Amerykanie są nieco mniej delikatni. Stać ich na symboliczne gesty i prężenie muskułów. Wyślą m.in. do Japonii dwa dodatkowe niszczyciele wyposażone w broń do zwalczania pocisków balistycznych. W czym sytuacja Japonii się różni od naszej?

Inaczej się pokazuje siłę i inne są skutki pokazywania siły słabemu państwu, którym jest Korea Północna. Gospodarczo i politycznie słabym, mającym rozwinięty program rakietowy. Ale to nie jest państwo, które jest zagrożeniem dla świata, tylko dla dwóch sąsiadów. Zastraszenie Phenianu może być skuteczne, ale nie będzie skuteczne zastraszenie wielkiego mocarstwa, którym jest Rosja. Wtedy może się nagle okazać, że dojdzie do wojny, choć tego wcale nie chcemy.

Może Rosja jest USA najzwyczajniej wciąż potrzebna? Słynny zwrot USA na Pacyfik, zainicjowany w 2011 r. szedł w parze z resetem z Rosją. Moskwa miała służyć Waszyngtonowi jako przeciwwaga do rosnącej potęgi Chin…

Moim zdaniem ten cały zwrot na Pacyfik nie doszedł nigdy do skutku. Europejczycy oburzali się wobec rzekomemu zwróceniu się USA ku Azji, a Azjaci nie zauważyli większej obecności Stanów Zjednoczonych. Więc gdzie jest ten rzekomy pivot? To jest taka figura retoryczna, która nigdy nie stała się rzeczywistością. Nie jestem też pewien, czy Chiny rzeczywiście dążą do roli supermocarstwa. Państwo środka to mocarstwo regionalne. Nawet Rosję Obama określił jako mocarstwo regionalne. Wszyscy się boimy Chin, bo nie znamy tego kraju, nie rozumiemy go. Jeśli spojrzeć na ich obecną potęgę militarną, to Chińczycy są wciąż daleko w tyle za Rosją. Nie wspominając o USA. Traktujemy Chiny w sposób, który znacznie wykracza ponad ich realne możliwości.

To może grozi nam, jak wielu ekspertów twierdzi, nowa zimna wojna między Rosją a USA?

Przez tego typu sformułowania przemawia bezradność wielu analityków. Nie potrafiąc stworzyć odpowiednich koncepcji, posiłkują się pojęciami z przeszłości. Używają terminów, które powstały w innej rzeczywistości, w której o co innego chodziło. W zimnej wojny chodziło o wyścig nuklearny, zniszczenie się wzajemne USA i Związku Sowieckiego i próba zdominowania przez Moskwę całego świata. W tej chwili żadna z tych okoliczności nie występuje. Mamy do czynienia z ekspansywnymi zrachowaniami Rosji, ale w znacznie mniejszym zakresie. Nie mamy też sytuacji zagrożenia konfliktem nuklearnym. Jest za to próba Rosji motywowana względami wewnętrznymi, odzyskania znaczenia. Pokazania Rosjanom, którzy żyją na bardzo niskim poziomie, „a jednak jesteśmy potężni”. To zwykłe pompowanie dumy narodowej. Nowa zimna wojna nam więc raczej nie grozi.

Rozmawiała Aleksandra Rybińska

fot. [kremlin.ru]

Słowa kluczowe:

USA

,

rosjanie

,

Japonia

,

NATO

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook