Jedynie prawda jest ciekawa

Prof. Lewicki: Kampania pod znakiem debaty

06.11.2012

Wybór Mitta Romney'a byłby dla nas korzystniejszy, gdyż on bardziej interesuje się Europą. A Polska wciąż tego zainteresowania potrzebuje - mówi amerykanista prof. Zbigniew Lewicki.

Stefczyk.info: Czy w tegorocznej kampanii wydarzyło się coś niespodziewanego? Czy ta kampania mogła zaskoczyć?

Prof. Zbigniew Lewicki: Zaskoczeniem była oczywiście pierwsza debata telewizyjna, która miała przebieg zupełnie niesłychany i która będzie tematem rozpraw, dyskusji i seminariów jeszcze przez kilkadziesiąt kolejnych lat. Ta debata wstrząsnęła całym przebiegiem kampanii. Zakres nieprzygotowania Baracka Obamy był zupełnie zdumiewający. Nikt się nie spodziewał, że ten mistrz mediów w taki sposób osłabi swoją pozycję.

Co było większym zaskoczeniem: zła kondycja urzędującego prezydenta, czy dobry występ kandydata republikanów?

To się nawzajem uzupełniało. Słabość Obamy wzmacniała Romney'a, a siła Romney'a sprawiała, że Obama coraz bardziej się gubił. Oczywiście Romney zaskoczył tym, że z zimnego, niekomunikatywnego polityka stał się nagle ciepły, aktywny, szybki, dowcipny, uśmiechnięty. I na tyle zaskoczył Obamę, że nie wiedział jak sobie z tym "nowym" Romney'em poradzić. Warto też przypominać, że o ile Romney na konferencjach i wiecach zawsze mówi z głowy, to Obama zawsze z telepromptera. On musi mieć wszystko zapięte na ostatni guzik i jego spontaniczność jest ewidentnie reżyserowana. Toteż w momencie, kiedy zderzył się z sytuacją, na którą nie był przygotowany - po prostu nie wiedział jak się zachować.

Nieprzewidziane wydarzenie tej kampanii, to także huragan Sandy. Pana zdaniem żywioł wzmocnił prezydenta Obamę, czy Mitta Romney'a? Kto sobie lepiej poradził w tych okolicznościach?

Wszyscy się nad tym zastanawiają i nie ma tu stuprocentowo pewnej odpowiedzi. Z jednej strony wzmocnił szanse Obamy w tym sensie, że Obama zadziałał, pokazywał się, był obecny, a Romney znikł na kilka dni z ekranów telewizorów. W tym sensie niewątpliwie wzmocnił siły Obamy. Z drugiej strony fakt, że przez ileś dni w metropolii nie ma wody, nie ma prądu, nie ma benzyny – jest odbierane, choćby nawet niesprawiedliwie, jako wina rządu. A tak na prawdę cały ten huragan był wydarzeniem o lokalnym charakterze. Tu nie ma porównania z Nowym Orleanem i Catriną. Przejmują się nim wyborcy z trzech stanów: New Jersey, Pensylwanii i Connecticut. Ale te trzy stany zawsze były bardzo mocno w obozie demokratycznym i nic tego nie zmieni. A inne części Ameryki specjalnie się tym nie przejęły, w związku z tym wpływ huraganu na ostateczny wynik wyborów jest na prawdę minimalny. Co najwyżej przekonał przekonanych.

Jaki wpływ na stosunki polsko-amerykańskie będzie miał wynik wyborów? Czy ewentualny wybór Mitta Romney'a – może je poprawić?

Polska nie jest oczywiście w centrum zainteresowania Ameryki. Tam myślą ewentualnie o Polsce jako o kraju europejskim, a o Polakach jako Europejczykach i w tym sensie wybór Romney'a byłby niewątpliwie korzystniejszy. Bo wybór Obamy jest dla Europy w ogóle mało korzystny. Obamą cieszą się politycy Europy Zachodniej, bo zostawia ich w spokoju. Dlatego jest taki popularny we Francji i w Niemczech, bo te państwa specjalnie Ameryki w tej chwili nie potrzebują. My ciągle Ameryki potrzebujemy i chcemy, żeby amerykański prezydent nieco bardziej interesował się Europą. Jeśli więc Romney będzie interesował się Europą to zainteresuje się i Polską. Obama tego nie zrobi . W tym sensie wybór Romney'a byłby dla nas korzystniejszy.

Gdyby pan miał dziś obstawiać, kto jutro będzie triumfował na kogo by pan wskazał?

Na Romney'a. Mam nadzieję, że wygra.

ansa

[fot. PAP/EPA]

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook