Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Prof. Lewicki: "Amerykanie już wiedzą, że nie ma nawrócenia Rosji"

11.05.2014

Władimir Putin postanowił skorzystać z "resetu" zaproponowanego mu przez administrację prezydenta Baracka Obamy i rozpoczął ekspansję terytorialną. Czy byłoby to możliwe, gdyby w Waszyngtonie był ktoś taki jak Ronald Reagan rozmawiamy z amerykanistą i politologiem prof. Zbigniewem Lewickim.

Pytanie z gbybologi politycznej: czy gdyby ster rządów w USA dzierżył Ronald Reagan lub John McCain, to czy Putinowi też tak wodziłby świat zachodni za nos?

Na pewno próbowałby to robić inaczej. Znamy historię, chociażby z Chruszczowem i Kennedym...


Chodzi o kryzys kubański, znany popularnie „trzynaście dni”?

Chdzi bardziej o kryzys berliński. Słaby prezydent amerykański stał się zachętą dla Chruszczowa. Dziś mamy podobną sytuacją. Deklarowany przez prezydenta Obamę „reset”, „przyjaźń”, „kierunek ku Azji” itd. to wszystko są sygnały odbierane w Moskwie. Putin ma prawo myśleć, że Obama nie interesuje się kwestiami europejskimi. Pewnie dlatego nie doszacował reakcji amerykańskiej. Putin musi być bardzo zdziwiony reakcją Stanów Zjednoczonych . Był zapewne przekonany, że Amerykanie aż tak bardzo się nie zaangażują. Tak więc taka jest różnica – przy wymienionych w pytaniu politykach Putin musiałby brać od początku pod uwagę ostrą reakcję, przy Obamie nie, no i się chyba zawiódł.


Czy przy rządach postaci takich jak McCaina doszłoby  w ogóle do „resetu” w relacjach z Rosją?

Nie, bo to była swego czasu szalenie naiwny pomysł. To jasne, że już nie ma zimnej wojny, ale żeby dwa wielkie mocarstwa mówiły do siebie jak nastolatkowie, w rodzaju: „pokłóciliśmy się, ale teraz się pogodzimy, uściśniemy sobie grabulę i zaczniemy od nowa”. To był ruch propagandowy, a takie gesty prezydent Obama uwielbia, bo dobrze się one sprzedają w telewizji. Po to zostało to zrobione, co nie oznacza, że to było politycznie dojrzałe.


G.W. Bush powiedział niegdyś, że patrząc w oczy Putinowi widzi „szczerego demokratę”. Na to John McCain odpowiedział, że w tych samych oczach widzi trzy litery: KGB. Czy amerykańscy „jastrzębie” zyskały polityczne bonusy, gdy Putin wszczął awanturę?

Nie jestem tego do końca pewien. Proszę pamiętać, że sprawą Krymu czy szerzej nawet – Ukrainy, my tu przejmujemy się o wiele bardziej niż Amerykanie.


Ze zrozumiałych względów...

Tak. Dla nich ta cała sprawa jest mniej lub bardziej abstakcyjna. Nie ma żadnej paniki wojennej. „Ot po prostu coś tam Putin chce, nie jest to OK, ale co nas to obchodzi?” Sprawa konfliktu rosyjsko-ukraińskiego nie jest tak szalenie śledzona w Ameryce tak jak w Polsce. To nie są tam tematy na okładki pism dzień po dniu. Tym bardziej, że nie można jej dobrze opowiedzieć. Nikt nie rozumie do końca wszystkich elementów składowych konfliktu. Np. w kwestii Krymu, który niegdyś był rosyjski. No i Putin go zabrał, więc koniec dyskusji. To nie jest Bliski Wschód, Iran, czy Afganistan. To nie jest temat, który byłby bliski Amerykanom.


Mimo wszystko Amerykanie dowiedzieli się, że im mniej będzie ich w Europie, tym więcej będzie w niej ekspansjonizmu Putina, prawda?

Prawdopodobnie tak. Pytanie tylko, kto i na ile się tym przejmuje. Ważne jest, aby problemem przejął się Barack Obama, a nie jakiś „Joe”, czy inny „nobody” z ulicy. Agresja Putina sprawiła, że politycy skłonni do wiary w cudowne nawrócenie Rosji zrozumieli, że to nawrócenie się nie dokonało, że ono się nie dzieje i nie ma tego. To osiągnięcie Putina jest faktycznie niewątpliwe. Prezydent Rosji sprawił, że odtąd politycy amerykańscy nie mogą go już uważać za normalną postać w polityce światowej.

ROZMAWIAŁ: Sławomir Sieradzki

[FOTO: PAP/ EPA]

Słowa kluczowe:

USA

,

Rosja

,

reset

,

dyplomacja

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook