Jedynie prawda jest ciekawa

Prof. Krasnodębski: Warto informować Niemców

02.11.2012

O publikacji gazety „Westdeutsche Zeitung” na temat badań Remigiusza Musia oraz przekazie niemieckich mediów dot. sprawy smoleńskiej portal Stefczyk.info rozmawia z prof. Zdzisławem Krasnodębskim, socjologiem mieszkającym w Niemczech.

Stefczyk.info: Gazeta „Westdeutsche Zeitung” publikuje informacje, że w ciele Remigiusza Musia wykryto środki odurzające, a w śledztwie smoleńskim jest wiele nieprawidłowości. Prokuratura na razie odcina się od doniesień dot. Musia. O czym świadczy fakt, że niemiecka poważna gazeta zdecydowała się na taką publikację?

Prof. Zdzisław Krasnodębski: Nie wiem, na podstawie jakich informacji dziennikarz tej gazety pisał swój artykuł. Być może on się pomylił. Nie słyszałem jednak, żeby obecnie ktoś mówił, że należy odwołać naczelnego tej gazety, że dziennikarz powinien być wyrzucony z pracy. Warto to zaznaczyć. Artykuł, o którym mówimy, został napisany w sposób podtrzymujący oficjalną wersję wydarzeń, jednak znajduje się w nim również wiele zaskakujących stwierdzeń. Pisze się, że wątpliwości są uzasadnione, że informacja o trotylu nie była doniesieniem bezpodstawnym, że narastają wątpliwości, że mnożą się niejasności, a zarzuty m.in. Jarosława Kaczyńskiego nie są pozbawione sensu. Mam nadzieję, że na tym się nie skończy. Powoli do opinii publicznej w Niemczech zaczynają docierać informacje, jak de facto wygląda śledztwo smoleńskie, co się w nim dzieje i jak w tym świetle wygląda wersja oficjalna.

Wydźwięk artykułu „WZ” odbiega od narracji innych mediów niemieckich?

Gazety, jak np. „FAZ” bardzo oszczędnie pisały o ostatnich wydarzeniach dot. śledztwa smoleńskiego. „FAZ” nie poinformował ani o śmierci Remigiusza Musia, ani o zamianie ciała Ryszarda Kaczorowskiego. Skoncentrowano się jedynie na tym, że prokuratura dementuje doniesienia „Rzeczpospolitej” dot. materiałów wybuchowych. Dlatego też publikacja „WZ” jest tak istotna. Podobne teksty pojawiły się na niemieckich portalach internetowych. Coraz więcej mediów pisze o nieprawidłowościach.

Co sami Niemcy sądzą o śledztwie?

Z prywatnych rozmów wiem, że wielu z nich ma poważne wątpliwości. Tak zwani zwykli Niemcy mają wątpliwości dot. przebiegu katastrofy smoleńskiej. Gdy z nimi zaczyna się rozmawiać, gdy się im mówi, jak wygląda śledztwo, co zostało ustalone, wątpliwości narastają. W mojej ocenie stworzono barierę, która miała zablokować informowanie Niemców o prawdziwym przebiegu wydarzeń. Nagłaśniane były natomiast zupełnie inne przekazy, jak choćby haniebny artykuł jednego z europejskich portali internetowych.

Dlaczego haniebny?

Artykuł portalu OpenDemocracy autorstwa Ulrike Guerot i Konstantego Geberta stwierdził bowiem, że potrzebny był „tragiczny wypadek lotniczy”, żeby o 180 stopni zmieniły się stosunki polsko-rosyjskie oraz polsko-niemieckie. To był przekaz głównego nurtu, że dzięki katastrofie smoleńskiej uzdrowiły się stosunki Niemiec i Polski. Z największej tragedii Polski i Narodu polskiego robiono pozytywne wydarzenie dla rozwoju Europy oraz stosunków bilateralnych. Te sygnały płynęły niestety z Warszawy.

Czy możliwe jest dziś, że w interesie Niemiec będzie ujawnienie prawdy o katastrofie smoleńskiej? Czy stosunki niemiecko-rosyjskie mogą być katalizatorem dla ujawnienia co się działo w Smoleńsku?

Pamiętajmy, że w Niemczech również trwa dyskusja wewnętrzna na temat kierunków polityki zagranicznej. Ona jest mniej spolaryzowana niż w Polsce, ale jest. Rząd Angeli Merkel nie jest aż tak prorosyjski jak rząd G. Schroedera. Debata dot. polityki zagranicznej koncentruje się m.in. na kwestiach Ukrainy. Polityka Wschodnia Niemiec i Polski zaczyna się różnić. Niemcy i Rosję wiążą liczne interesy, zwłaszcza energetyczne. W Niemczech działa silne prorosyjskie lobby, ale  z drugiej strony Niemcy to kraj demokratyczny, o przywiązaniu do zasad i prawa. Władze, szczególnie pod naciskiem opinii publicznej, nie byłyby w stanie bagatelizować sprawy Smoleńska, gdyby niemieckie społeczeństwo było rzetelnie informowane, jak się toczy to śledztwo, jak działają Rosjanie ws. wraku tupolewa, czarnych skrzynek, ciał ofiar itd. Gdyby rząd, władze i ludzie o uznanym dorobku w Niemczech wystąpili do Berlina z apelem o pomoc w tej sprawie, władze nie mogłyby tego lekceważyć. Jednak nikt tego nie robi, więc jest cisza.

Berlin wie co się stało 10 kwietnia?

W mojej ocenie tak. Sądzę, że oni wiedzą jaka jest sytuacja. Jednak na razie to jest wyciszane. Być może publikacje takie jak „WZ” mogą zmienić tę sytuację. Zadaniem Polski, polskiej opozycji, dziennikarzy jest zainteresowanie niemieckiego społeczeństwa tym tematem. Oni są uprzedzeni, ale nie wolno rezygnować z takich prób. Artykuł, o którym mówimy, to jedynie pierwszy sygnał. Zmiana nastawienia Niemców jest możliwa. Próba oddziaływania na społeczeństwo niemieckie może dać efekt. Potrzebna nam jest dyplomacja publiczna. Nie możemy dać sobie zamknąć ust, ani dać się zastraszyć.

Rozmawiał TK
[Fot. PAP/Tomasz Gzell]
CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook