Jedynie prawda jest ciekawa

Prof. Krasnodębski: Tusk chce przykryć swą bezideowość

17.11.2012

To pytanie, czy Czarodziej Donald raz jeszcze zaczaruje Polaków. Jeśli mu się to uda, to muszę przyznać, że świadczyłoby to wielkiej słabości tego społeczeństwa - mówi w rozmowie ze Stefczyk.info prof. Zdzisław Krasnodębski.

Stefczyk.info: Donald Tusk, podsumowując dziś pięć lat rządów Platformy Obywatelskiej, mówił o naczelnej idei, którą ma kierować się jego partia. Hasłem tym ma być "normalność". Jak Pan rozumie słowa szefa rządu?

Prof. Zdzisław Krasnodębski: Myślę, że jest to próba legitymizacji i uzasadnienia swojej bezideowości oraz braku pomysłów. Podstawową cechą tych rządów jest to, że Donald Tusk nawet gdyby chciał coś zrobić i mógł, to nie bardzo wie, co to miałoby być. To polityk kompletnie pozbawiony idei. Tusk znalazł sobie taką formułę, o której coraz częściej i coraz wyraźniej mówi; mianowicie, że jego misją jest chronienie Polski przed skrajnościami, ideologiami. To trochę przypomina tezę końca wieku ideologii. Oczywiście ta „normalność” może być różnie definiowana, mówiono o normalizacji. Czy normalność to stan w którym ludzie nie stawiają sobie żadnych wyższych celów? Przy okazji refleksji premiera nad pojęciem „normalności”, nie sposób nie przypomnieć słów Donalda Tuska, który definiował polskość jako nienormalność. Prawdopodobnie normalnością nazywa te czasy, które nazywamy okresem postpolitycznym: Polacy mieliby się zająć grillowaniem i bogaceniem się, nie interesując się ani tym, co się dzieje na świecie. Oznaczało to też kompletne niedomaganie się niczego od swoich polityków. To stan postpolityczny, który zawsze przejawiał się w hasłach premiera Tuska i Platformy Obywatelskiej. Przypomnijmy sobie billboardy reklamowe z hasłem „Nie róbmy polityki, budujmy szkoły”; to pewnego rodzaju marzenie – nie rządzimy, będziemy tylko administrować. Oczywiście jest to hasło demagogiczne, które nie odpowiada ani tej epoce w której żyjemy (warto spojrzeć choćby na wielkie przewartościowania w Europie), ani stanowi polskiego społeczeństwa.

Czy Polacy uwierzą premierowi? W swoim wystąpieniu wiele razy podkreślał, że jego rząd to gabinet zwykłych ludzi - tacy jak my wszyscy, którym raz się udaje, a raz nie.

To są właśnie najbardziej charakterystyczne elementy rządzenia Donalda Tuska. W pierwszej fazie rządów Tuska była to obietnica braku drastycznych reform, później zachęcenie Polaków do korzystania z życia i nieprzejmowania się tym, co się dzieje w kraju. Miało to miejsce przy równoległym traktowaniu opozycji (co coraz wyraźniej pojawia się w słowach premiera Tuska) jako nienormalnej, bo wymagającej czegoś od Polaków, gdy tak naprawdę życie może być łatwe i przyjemne. Druga faza tych rządów to jednak zetknięcie się z realiami – że jednak mnóstwo rzeczy się nie udało, że są sprawy wymagające zaangażowania i decyzji. Stąd apel o pewnego rodzaju wyrozumiałość obywateli – jesteśmy przecież tacy jak wy, wam też nie wszystko wychodzi. Czy to się uda? Zawsze podziwiałem skuteczność takiego sposobu działania i bezmierną cierpliwość ludzi. Uważam, że jest to cierpliwość azjatycka, charakteryzująca się mentalnością niewolnika. W wielu innych dziedzinach nastąpiło odwrócenie się od zaangażowania w sprawy publiczne, co przecież było charakterystyczne dla pokolenia „Solidarności”. Jest jednak tyle elementów rzeczywistości, która powinna skłaniać do protestu i sprzeciwu, że wydaje mi się, że ta taktyka premiera po prostu po raz kolejny nie zadziała. Mam przynajmniej taką nadzieję. To pytanie, czy Czarodziej Donald raz jeszcze zaczaruje Polaków. Jeśli mu się to uda, to muszę przyznać, że świadczyłoby to wielkiej słabości tego społeczeństwa.

Czy znalazłby Pan coś dobrego w tych pięciu latach rządów Donalda Tuska?

Niewątpliwie te pięć lat było okresem dużego bogacenia się polskiego społeczeństwa. Te rządy zresztą są właśnie oparte na tym fakcie, choć przecież nie do końca jest to zasługą obecnej ekipy rządzącej, a poprzednich gabinetów. Dzięki temu, że polska gospodarka stała się pewnego rodzaju częścią niemieckiego rozwoju, to zyskaliśmy na tym – na zasadach zysków klienta. To był na pewno dobry okres dla polskiego społeczeństwa w wymiarze gospodarczo-społecznym. Rząd nie do końca jednak jest właścicielem tego czasu, ten gabinet surfuje na tej fali, a nie ją steruje. Jednocześnie w wymiarze politycznym był to czas fatalny dla Polski. Mieliśmy do czynienia z procesami, które można nazwać de modernizacyjnymi. W dziedzinie obyczajowości, kultury czy odpowiedzialności były to bardzo złe lata. Te same pieniądze, które powodowały wzrost zamożności Polaków, zwiększały klientelizm i korupcję.

Jeśli bierzemy pod uwagę jedynie skuteczność rządzących, to dużym plusem jest też sposób komunikowania się z obywatelami. Uważam, że w Polsce mamy rodzaj miękkiego autorytaryzmu w jego ponowoczesnej wersji, w której używa się przemocy słownej. Nie mogę oceniać tego rządu pozytywnie. Gabinet premiera Tuska działa przeciwko polskiej racji stanu. Nikt przywiązany do polskości i godności polskiego państwa nie może wybaczyć tego, co się dzieje wokół smoleńskiego śledztwa, a także wcześniejszej gry przeciwko prezydentowi. Tego nie wybaczy mu też historia.

Dziękuję za rozmowę.

not. sv

[Fot. PAP/Radek Pietruszka] 

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook