Jedynie prawda jest ciekawa

Prof. Krasnodębski: Polska zmierza w kierunku autorytaryzmu

10.12.2012

Znany socjolog, prof. Zdzisław Krasnodębski w rozmowie z "Nowym Dziennikiem" komentuje współczesną rzeczywistość w Polsce. Badacz pytany jest przez Pawła Burdzego, czy słowa o budowie w Polsce autorytaryzmu nie są przesadą. W odpowiedzi Krasnodębski wyjaśnia, że "można oczekiwać, że Polska będzie się rozwijać w kierunku autorytarnym".

"Po 2010 r. sytuacja znacznie zaostrzyła się, rzeczywistość polityczna przybrała taki charakter, że Polska Tuska coraz bardziej ujawnia cechy systemu autorytarnego. (...) Myślę, że dzieją się rzeczy bardzo niepokojące, zwłaszcza gdy jeszcze przyłożymy to do naszych oczekiwań. Niestety można oczekiwać, że Polska będzie się rozwijać w kierunku autorytarnym przy zachowaniu pewnych pozorów demokracji. Tak dzieje się choćby w sferze mediów, gdzie zachowuje się pozory wolności, ale obóz władzy w pełni kontroluje niemal całą sferę medialną…" - wyjaśnia profesor.

Zaznacza, że w Polsce media mamy wolne jedyne z nazwy. "To samo dotyczy innych instytucji politycznych – partii, parlamentu itd., mamy też niezależną prokuraturę i sądy. Ale wystarczy niewinna prowokacja studenta czy dziennikarza – jak w sprawie Amber Gold w Gdańsku – i dowiadujemy się, jak w istocie 'niezależny' jest sędzia czy prokurator" - wskazuje rozmówca "ND".

Zaznacza, że "mamy pozory demokracji i instytucji, mamy nisze, w których można się schronić i działać, uprawiać swój zawód, ale gdy tylko wchodzi się na pole polityczne, włącza się silny mechanizm represji".

Prof. Krasnodębski wskazuje, że jeśli uda się społeczeństwa najważniejszych krajów Unii przekonać, że polska opozycja jest prawdziwym zagrożeniem dla demokracji, jest zagrożeniem dla terroryzmu, to sytuacja będzie niebezpieczna. "Kiedyś wydawało mi się, że rząd pewnych granic nie przekroczy, a teraz tworzy się atmosferę zagrożenia, bo ten autorytaryzm potrzebuje alibi, choćby wobec Unii Europejskiej. Bo mimo wszystko w 'starej' Unii takie rzeczy nie przechodzą. Ale z drugiej strony UE traci siłę. Politycy 'starej' Unii myślą chyba, że nie tylko gospodarczo ten projekt szerszej UE nie wypalił, ale też 'transfer demokracji' z Zachodu się nie udał w pełni. W części 'nowych' krajów przejęto pewne reguły formalne i formy zewnętrzne, ale nie substancję. Formy muszą być jednak w Unii przestrzegane. Unia dopuściłaby, żeby polski rząd mógł pójść na jawną konfrontację z jawnymi już represjami wobec opozycji (a nie selektywnymi czy zakulisowymi), gdyby udało się przedstawić opozycję jako zagrożenie faszyzmem, terroryzmem. To się niejako dzieje, bo w Niemczech mówi się o PiS jako partii 'nationalkonservativ'" - tłumaczy socjolog.

Zaznacza, że w sposób sztuczny nagłaśnia się selektywnie niektóre wydarzenia w Polsce. "Brunon K. jest potrzebny, by pokazać, że zagrożenie jest realne. Dlatego też nagłaśnia się wypowiedzi Grzegorza Brauna. W Niemczech nie mówi się, że to nie polityk, że artysta – jak było innych przypadkach 'transgresji', pana Nergala czy pani Nieznalskiej. To służy budowaniu atmosfery strachu" - dodaje profesor i wskazuje, że nie rozumie, dlaczego w Niemczech pisze się rzeczowe artykuły, które opisują skale patologii w krajach Europy Środkowej i Wschodniej, ale nie ma takich samych tekstów o Polsce.

Zdzisław Krasnodębski pytany o przyszłość Polski rysuje bardzo nieprzyjemną wizję. "Miękki autorytaryzm staje się coraz twardszy. Jeszcze dwa lata temu uznałbym to za science fiction, a teraz możemy się obudzić z jakimś postpolitycznym stanem wojennym, wprowadzonym choćby w związku z rzekomym zagrożeniem terrorystycznym. Unia Europejska oczywiście to zaakceptuje jako przejściowe, mniejsze zło. Najbardziej przykra jest radykalizacja osób związanych z obozem władzy. Te coraz radykalniejsze wypowiedzi, jak choćby prof. Marcina Króla wzywającego rząd do podejmowania działań pozaprawnych… Część z tych ludzi uważa się za przyzwoitych, ale w wielu przypadkach to jest przyzwoitość bezobjawowa. Natomiast wezwania rządu do rozprawy z opozycją świadczą, że niektórzy stali się już jawnie nieprzyzwoici. Część obecnych elit i dziennikarzy stała się naganiaczami władzy. To przykre, że ludzie uważający się za liberałów wyznają zasadę: skoro wygraliśmy wybory, bierzemy wszystko, możemy wszystko" - wyjaśnia Krasnodębski.

Badacz wskazuje jednak, że "historia pokazuje, że taka władza jak obecnie musi upaść". "Pytanie – czy z wielkim hukiem, czy po cichu. I wcale nie jest powiedziane, że to, co nadejdzie potem, będzie łatwe i przyjemne. (...) W porównaniu do 2005 r. Polacy są bardziej dojrzali. Przestali wierzyć w powtarzane przez elity mity, że 'kapitał nie ma narodowości', że członkostwo w UE i NATO gwarantuje rozwój i bezpieczeństwo, że w kraju mamy 'niezależną' prokuraturę i sądy czy wolne media. Wiedzą, że większość instytucji demokratycznych to imitacje bez treści, bez substancji, którą dopiero trzeba im nadać" - kwituje prof. Krasnodębski.

Cały wywiad w "Nowym Dzienniku".

TK
[Fot. Youtube.pl]
CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook