Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Bugaj: Najwięcej straciła Irlandia i Estonia

25.12.2011

Kraje te miały niskie długi, niskie deficyty. Jednak popadły obecnie w ogromne zadłużenie i muszą je obsługiwać – o skutkach ostatniego kryzysu portalowi Stefczyk.info opowiada prof., Ryszard Bugaj.

Stefczyk.info: Kto w Unii Europejskiej ponosi największe koszty związane z obecnym kryzysem ekonomicznym?

Prof. Ryszard Bugaj: Z całą pewnością są to ci, którzy popadli w największe tarapaty finansowe. To może być Irlandia czy Estonia. One w punkcie wyjścia spełniały założenia neoliberalnych ekonomistów. Kraje te miały niskie długi, niskie deficyty. Jednak popadły obecnie w ogromne zadłużenie i muszą je obsługiwać. Największą część swojego PKB muszą dziś przeznaczać na obsługę zadłużenia.

Jednak media skupiają się głównie na innych krajach, np. Grecji, Włochach

Oczywiście ich sytuacja również jest trudna. Jednak pamiętajmy, że te kraje popadły w tarapaty dużo wcześniej. One budowały swoje zadłużenie od dawna. W niektórych krajach jednak tąpnięcie jest widoczne w ostatnim czasie. To właśnie te kraje, o których mówiłem wcześniej, mają w związku z tym największe rachunki do zapłacenia.

Czy kryzys łączy się jakoś z funkcjonowaniem strefy euro?

Te sprawy się łączą. Okazało się bowiem, że strefa euro sprzyja powstawaniu bąbli spekulacyjnych. Gdy one pękają, cierpią kolejne kraje.

Jak wyglądają straty, jakie zanotowała Polska?

Na razie nie ponieśliśmy dużych konsekwencji ostatniego kryzysu. Czy będzie tak w przyszłości? Jestem sceptyczny.

Jak się podobają Panu rozwiązania przyjęte przez polski rząd? Postanowił on zwiększać dochody państwa i obciążenia obywateli

Pomysły rządu budzą moje mieszane uczucia. Cały szereg projektów i zmian powinien był akceptowalny. Tak jest np. z wydłużeniem wieku emerytalnego czy ograniczeniem przywilejów emerytalnych. Te kroki muszą być podjęte. Jednak pamiętajmy, że decyzje są podejmowane w sposób bardzo selektywny. W sektorze samozatrudnionych jest np. przepis, że składki się płaci od 60 procent przeciętnego wynagrodzenia w skali kraju. To jest niezależne od wysokości osiąganych dochodów. W ten sposób narusza się elementarną zasadę, która mówi, że od takiego samego dochodu powinno się płacić taką samą składkę, niezależnie od źródła zarobków.

Czym Pan tłumaczy taką sytuację?

Myślę, że rozwiązania należy szukać w decyzjach politycznych rządu. Chodzi przecież o target polityczny rządzących. Inaczej się tego wytłumaczyć nie da. Dziwi mnie również, że nie rozmawia się o obłożeniu składką dochodów otrzymywanych ze zleceń i honorariów. To pozwoliłoby złagodzić wysokość przeciętnej składki dla wszystkich pracowników, a na pewno pomogłoby finansom państwa.

Rozmawiał Stanisław Żaryn

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook