Jedynie prawda jest ciekawa

Prof. Bugaj: Kryzys grecki moze być problemem dla frankowiczów

29.06.2015

Bardzo trudno przewidzieć konsekwencje kryzysu w Grecji, zwłaszcza, że to robić wyłącznie na podstawie kryteriów ekonomicznych, bo tu mogą zostać uruchomione przeróżne emocje - mówi prof. Ryszard Bugaj.

Stefczyk. Info: Jakie mogą być konsekwencje kryzysu greckiego dla Polski? Dziś od rana wszyscy urzędnicy państwowi zapewniają, że Polacy mogą być spokojni. Czy tak jest rzeczywiście?

Prof. Ryszard Bugaj: I tak i nie. Jeżeli Grecja ogłosi w końcu niewypłacalność, co jest dość prawdopodobne, ale wcale nie stuprocentowo pewne, to będzie wstrząs. Nie mamy dotąd takiego precedensu, żeby rozwinięty kraj europejski ogłosił niewypłacalność i to przy konflikcie z wierzycielami. Bo pamiętajmy, że w 89' roku Polska była praktycznie niewypłacalna i powinna była ogłosić bankructwo. Ale było porozumienie z wierzycielami. I jeżeli ja przypisuję jakiś sukces Leszkowi Balcerowiczowi, to wynegocjowanie ustąpienia z połowy polskiego zadłużenia. To niewątpliwie był sukces. Ale Grecja jest w konflikcie z wierzycielami. I sytuacja z tego punktu widzenia jest całkowicie nowa. Jest jeszcze kwestia  tego, że jest to członek strefy euro. Nie było takiego precedensu. Bardzo trudno przewidzieć konsekwencje, zwłaszcza, że trudno to robić wyłącznie na podstawie czysto ekonomicznych kryteriów, bo tu mogą zostać też uruchomione przeróżne emocje.

Zarówno  w Grecji jak i poza nią. Więc jeśli dojdzie do jakiegoś wielkiego wstrząsu to we współczesnym zglobalizowanym świecie nikt nie może się czuć całkiem bezpieczny. I to jest ta odpowiedź na „nie”.
Odpowiedź na tak (że jesteśmy bezpieczni) jest taka, że my o ile wiem, jesteśmy w praktyce  wierzycielami Grecji. Gdybyśmy byli w strefie euro, jak Donald Tusk w pewnym momencie zapowiedział, to byśmy dużo Grekom musieli pożyczyć ok. 20 mld euro. Ci, którzy pożyczali chyba nie bardzo liczyli nawet, że Grecja to kiedykolwiek spłaci. Niezależnie od tego czy  się ułożą, czy nie.

Ale czy dla tych wierzycieli nie byłoby korzystniejsze brać tyle, ile Grecja jest w stanie spłacać, choćby odsetki, niż doprowadzić do bankructwa? Wtedy przecież przepada wszystko...

Te pożyczki są nisko oprocentowane, więc na tych odsetkach nie robi się interesu. Natomiast jeśli jest zagrożona spłata kapitału, to to jest problem. Z tego  punktu widzenia my jesteśmy bardziej bezpieczni, ponieważ nie wstąpiliśmy do strefy euro. Zresztą to było całkowicie nierealne. To była taka zagrywka pijarowska Tuska.  Bo jeśli byłoby inaczej – to świadczyłoby bardzo źle o jego kompetencjach.  Tak czy owak to jest sytuacja dla Polski dość korzystna. Ale oczywiście od wstrząsu globalnego nikt nie jest wolny. Wystarczy, że on spowoduje w dłuższym okresie dalsze spowolnienie stopy wzrostu. To też rzutuje na sytuację Polski. Bo jak wszyscy rosną wolno, to nie ma szans, by jeden rósł szybko.

A czy kryzys grecki  może wpłynąć na kurs franka? A tym samym na sytuację polskich kredytobiorców zadłużonych we frankach?

Może. Chyba może. W czasach kryzysu jest zawsze ucieczka do możliwej  ostoi stabilności. A Szwajcaria jest postrzegana jako ostoja stabilności, więc spekulanci i inwestorzy mogą mieć skłonność powiększenia swojego popytu na franka szwajcarskiego. Przy innych czynnikach niezmienionych  to powoduje wzrost kursu. A równocześnie spadek kursu innych  walut, w tym także waluty polskiej. Z tego punktu widzenia może to może być problem.

Dla całkiem sporej grupy Polaków...

Oczywiście. Ale kiedyś, kiedy  moje dziecko mnie pytało, co będzie z kredytem we frankach odpowiedziałem, że gdybym to wiedział, byłbym najbogatszym człowiekiem świata.  To jest  nieobliczalne. Ci wszyscy, którzy udają, że wiedzą co się zdarzy – tak naprawdę zgadują.  

Negocjacje z Unią zostały zerwane po tym, gdy premier Cipras zapowiedział, że przeprowadzi referendum w swoim kraju na temat unijnych propozycji. To się nie spodobało przedstawicielom UE. Ale czy szef greckiego rządu miał inne wyjście? Przy tych nastrojach, które są w Grecji? Co by komu przyszło z zaaprobowania porozumienia, jeśliby Grecy wyszli zaraz na ulicę, żeby je oprotestować? A może nawet obalić rząd?

Zgadzam się. Nie miał wyjścia. W Grecji nie ma alternatywy dla rządu, który byłby bardziej pojednawczy w stosunku do partnerów europejskich i funduszu walutowego. Z tego co ja słyszę, osobą, która zaostrza ten spór jest grecki minister finansów Janis Warufakis, który jest nonszalancki i to pobudza w eurokratach adrenalinę. Ale mnie się wydaje,że Europa powinna przyjąć do wiadomości, że  grecki dług  jest niespłacalny. Można to zrobić albo w porozumieniu, albo w warunkach sporu i chaosu. Ja uważam,że dla obydwu stron byłoby dobrze, gdyby to się stało w warunkach porozumienia. Ale nie potrafię ocenić, kto jest bardziej winny obecnego sporu.

Czy jest możliwy na dłuższą metę sytuacja, że Grecja pozostanie bez unijnego wsparcia ale równocześnie pozostanie członkiem strefy euro? Czy jej wyjście jest tylko kwestią czasu?

Jest jeszcze pytanie, czy przy pomocy Europejskiego banku Centralnego Grecja nie dostanie trochę czasu? Także negocjatorzy europejscy, dostaliby wtedy trochę czasu. Wtedy decyzja o wyjściu ze strefy euro nie musi nastąpić natychmiast. Ale jeśli ten kurek z euro zostanie zakręcony definitywnie to Grecja nie ma wyjścia. Musi ogłosić wyjście ze strefy euro. Ze wszystkimi tego trudnymi do przewidzenia konsekwencjami. To oczywiście oznacza dewaluację waluty greckiej. Formalnie to ich zuboży. Ale też poprawi ich konkurencyjność, a w szczególności na rynku turystycznym. Nota bene celebryci powinni teraz ogłosić, że nie jeżdżą teraz do Egiptu czy Tunezji, ale do Grecji. Jeśli chcą jej pomóc...

Rozmawiała Anna Sarzyńska




Słowa kluczowe:

Grecja

,

kryzys finansowy

,

Bugaj

,

UE

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook