Jedynie prawda jest ciekawa

Prezydent Duda: Nie zgadzamy się, żeby siłą przywożono ludzi do Polski

24.05.2017

Nie zgadzamy się na to, by siłą przywożono do Polski ludzi, którzy nie chcą do nas przyjechać; nie zgadzam się na to, by ktokolwiek w Polsce był niewolony - powiedział w wywiadzie dla PAP prezydent Andrzej Duda pytany o kwestię relokacji uchodźców.

PAP zapytała prezydenta o zapowiedzi Komisji Europejskiej dot. wszczęcia procedury naruszenia prawa unijnego wobec Polski, Węgier i Austrii ws. relokacji uchodźców. 

"Moja odpowiedź i stanowisko polskiego rządu w tej sprawie jest bardzo prosta. Nie jesteśmy absolutnie państwem zamkniętym. Jesteśmy państwem otwartym, należymy do strefy Schengen, strzeżemy granic Unii Europejskiej z Kaliningradem, Białorusią i Ukrainą. Z tego obowiązku wywiązujemy się w sposób znakomity. Jednocześnie nie mamy tej granicy zablokowanej dla tych, którzy chcą do Polski przyjechać w sposób legalny. Co roku wydajemy ponad 1 milion 300 tysięcy wiz dla obywateli Białorusi i Ukrainy. Wielu obywateli Ukrainy i Białorusi w zasadzie na stałe przebywa w Polsce. Wtapiają się w nasze społeczeństwo, tutaj pracują" - podkreślił Andrzej Duda.

Zaznaczył, że Polska nie jest państwem zamkniętym.

"Przeciwnie. Przyjmujemy przybyszów. Ale na jedną rzecz, ani ja, ani Polacy się nie zgodzą. Aby ktokolwiek siłą przywoził ludzi do Polski. Kto chce, proszę bardzo, może przyjechać. Kto potrzebuje pomocy, schronienia, to tę pomoc i schronienie otrzyma. Natomiast nie zgadzamy się na to, żeby siłą przywożono ludzi do nas, ludzi którzy nie chcą do Polski przyjechać. Ktoś będzie ładował ich do samochodów, zmuszał do wsiadania do pociągów? Jeżeli oni przybędą do Polski, to co my tutaj z nimi zrobimy? Przecież granica Polski z Niemcami, czy Czechami jest otwarta. Więc każdy będzie mógł ją przekroczyć. I co, my będziemy musieli tych ludzi zamknąć w odosobnieniu, żeby nie poszli na zachód Europy?" - pytał prezydent. 

"Jako prezydent Polski nie zgadzam się na to. Nie zgadzam się na to, żeby ktokolwiek w Polsce był niewolony. I przeciwko temu zdecydowanie protestuję" - dodał. 

PAP zapytała też prezydenta czy dopuszcza możliwość zorganizowania w Polsce referendum w sprawie uchodźców. 

"Myślę, że zdanie społeczeństwa jest dokładnie takie, jak powiedziałem. Jeżeli ktoś nie chce do nas przyjechać, to absolutnie się nie zgadzamy, żeby wymuszać jego obecność na terenie naszego kraju, naruszać jego prawa człowieka. To jest naruszanie praw człowieka, nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Z jednej strony Unia mówi cały czas o demokracji i prawach człowieka, a z drugiej strony grupę ludzi chcą zmusić do określonego zachowania, naruszając ich prawa. To absurd" - powiedział Andrzej Duda. 

W rozmowie poruszono również wątek referendum konstytucyjnego i uprawnień prezydenta. Prezydent Duda powiedział, że prezydent wybierany w wyborach powszechnych powinien mieć silniejszy mandat w sprawach dotyczących bezpieczeństwa i obrony państwa, jak i w sprawach polityki międzynarodowej.

PAP zapytała prezydenta, jak w szczegółach będzie wyglądać dyskusja obywatelska przed zaproponowanym przez niego referendum. 

"Chcę, by to była poważna debata. Mam pomysł, by nie tylko samo referendum było konsultacjami z obywatelami, jakie kierunki powinny zostać przyjęte w polskiej konstytucji, jeżeli chodzi o kwestie ustrojowe czy społeczne. Chciałbym, żeby już pytania referendalne były wynikiem szerokich konsultacji. Dlatego potrzebny jest pełnomocnik ds. referendum; będzie nim zastępca szefa Kancelarii Prezydenta Paweł Mucha" - podkreślił Andrzej Duda. 

"Zgłaszają się organizacje pozarządowe, które mówią, że chcą uczestniczyć w konsultacjach. Jest ich coraz więcej. Rozmawiałem już na ten temat z przewodniczącym NSZZ +Solidarność+ Piotrem Dudą. Będą spotkania w Pałacu Prezydenckim na moje zaproszenie, różnego rodzaju konferencje, także poza Pałacem, w całej Polsce" - dodał. Prezydent podkreślił, że konsultacje "stopniowo będą nabierały tempa", a ich efektem będzie przygotowanie zestawu pytań, które będą przedstawione w ramach wniosku referendalnego. PAP zapytała prezydenta o jego wizję, jak konstytucja powinna się zmienić. 

"Konstytucja powinna w wielu punktach rozstrzygać sprawy ustrojowe znacznie precyzyjniej, by nie było takich sytuacji jak spór kompetencyjny, który został rozpoczęty, gdy Donald Tusk był premierem i próbował odebrać kompetencje śp. prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu" - powiedział Andrzej Duda. 

"Istotą idei referendum jest spojrzenie w przyszłość. Mamy prawie 30 lat doświadczenia od 1989 roku, więc widzimy jak zmieniła się Polska. To widzi moje pokolenie. Pokolenie mojej córki tego nie widzi, bo urodziło się po 1989 roku. Chciałbym, żeby właśnie młodzi ludzie brali udział w referendum. Jest ono przede wszystkim dla nich. To oni mają przede wszystkim odpowiedzieć na pytanie, jaki by chcieli przyszły kształt Rzeczypospolitej" - dodał.

Jak zaznaczył, konstytucja z 1997 roku obowiązuje 20 lat. 

"Według mnie jest teraz czas na podsumowanie, refleksję i wytyczenie nowych kierunków. Gdy konstytucja była przyjmowana, nie byliśmy w NATO, nie byliśmy w UE, nie dyskutowaliśmy m.in. na temat przyjęcia euro, jaki powinien być wpływ europejskiego prawa na polskie, czy prawo Traktatów ma mieć wyższość nad naszym, jaka ma być pozycja prezydenta i względem niego rządu, czy prezydent powinien być wybierany w wyborach powszechnych i mieć silny mandat, czy powinien być bardziej system kanclerski z głową państwa wybieraną przez Zgromadzenie Narodowe. Dzisiaj nie ma pełnej jasności w polskim ustroju i to są błędy" - ocenił. 

"Moim zdaniem prezydent wybierany w wyborach powszechnych powinien mieć silniejszy mandat w sprawach dotyczących bezpieczeństwa i obrony państwa, jak i w sprawach polityki międzynarodowej" - powiedział prezydent. 

Mówiąc o reformie wymiaru sprawiedliwości Andrzej Duda podkreślił, że zmiany są konieczne, a krzyczą szczególnie osoby, które decydują, kto otrzyma awans sędziowski. W Polsce jest demokracja, to oznacza rządy nie sędziów, ale suwerena, którym jest naród - mówił prezydent. 

Dziennikarze PAP zapytali prezydenta o propozycję Ministerstwa Sprawiedliwości, która padła podczas Kongresu Prawników Polskich, dot. wprowadzenia poprawki do projektu ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa, zgodnie z którą kandydatów do Rady będą mogły zgłaszać środowiska prawnicze. 

"Reforma polskiego wymiaru sprawiedliwości, polskiego sądownictwa jest niezbędna. Jednoznacznie wskazuje na to stan polskiego sądownictwa i, niestety, zła opinia, jaką ma polskie społeczeństwo na temat wymiaru sprawiedliwości. Wystarczy spojrzeć na dokumenty, które przychodzą do prezydenckiego biura interwencyjnej pomocy prawnej, czyli tzw. +Dudapomocy+. To prawie 34 tysiące pism, najczęściej dotyczących złego działania wymiaru sprawiedliwości" - wskazał Andrzej Duda. 

"Wierzę w to, że reformy, które są przygotowywane przez Ministerstwo Sprawiedliwości, doprowadzą do naprawy. To, że minister zapowiedział, że zostanie wniesiona autopoprawka do projektu ustawy, to bardzo dobrze. Ustawa jest już w Sejmie. Posłowie będą nad nią procedowali razem z autopoprawką. Będę podejmował w sprawie tej ustawy decyzje, gdy zostanie uchwalona przez Sejm i Senat" - dodał. 

PAP zapytała prezydenta, czy przewiduje własne inicjatywy wykraczające poza ten projekt, które mogą się przyczynić do zmiany funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości. 

"Inicjatywa należy do dwóch podmiotów. Do Ministra Sprawiedliwości i wymiaru sprawiedliwości. Jeżeli KRS miałaby jakieś inicjatywy, czy organizacje typu "Iustitia", zawsze mogą wyjść ze swoim pomysłem, zwrócić się do ministra, czy do mnie. Mogę powiedzieć, że jestem zawsze na taką inicjatywę otwarty" - zadeklarował prezydent. 

"Chciałbym, żeby to były inicjatywy, które przyczyniają się do naprawy wymiaru sprawiedliwości, czyli stanowią chłodną, ale trzeźwą ocenę stanu, a nie to, co mamy dzisiaj, czyli pełne zadowolenie. Są sędziowie, którzy uważają, że wszystko jest świetnie, a przynajmniej te elity, które spotykają się na różnego rodzaju zjazdach i mówią o tym, jak to świetnie funkcjonuje. Tymczasem jaki on naprawdę jest, to widzi zwykły człowiek" - podkreślił Andrzej Duda. 

Dziennikarze PAP zapytali też o zachowanie części uczestników Kongresu Prawników Polskich, którzy podczas odczytywania listu prezydenta buczeli, a podczas wystąpienia wiceministra sprawiedliwości Marcina Warchoła wyszli z sali. 

"Wydawałoby się, że od takiego środowiska ludzi wykształconych można oczekiwać pewnej klasy. Jak widać można się zawieść. Czy to wiceminister sprawiedliwości, czy minister w mojej Kancelarii, nie przybyli na Kongres niezaproszeni, jako nieproszeni goście, żeby wytykać coś środowisku. Mój list był wyważony. Mówił o sprawach ważnych. Zwracał też uwagę na kwestie, takie jak oczekiwania społeczeństwa wobec wymiaru sprawiedliwości oraz, że wymiar sprawiedliwości stanowi jeden z fundamentów ustroju. W ramach trójpodziału władz, władze są rozdzielne. Są sobie równe. Władza sędziowska nie jest ponad innymi władzami. W Polsce jest demokracja. To oznacza rządy nie sędziów, ale suwerena, którym jest naród" - powiedział Andrzej Duda. 

"Na zjeździe można było usłyszeć różne dziwne rzeczy, typu, że suwerenem nie jest naród, lecz zasady konstytucyjne. To specyficzne spojrzenie. Można zadać retoryczne pytanie, czy to naród jest dla konstytucji czy konstytucja dla narodu" - dodał. 

"Reforma wymiaru sprawiedliwości jest potrzebna. Krzyk jest zwłaszcza ze strony ludzi, którzy są dzisiaj panami życia i śmierci innych, bo decydują, kto będzie miał awans sędziowski. Są różne zdumiewające decyzje KRS. Mamy sytuację, że jest dwóch kandydatów na stanowiska sędziowskie i jednym z nich jest profesor, człowiek doświadczony, a obok jest młody człowiek, syn bardzo wpływowej osoby. Nagle okazuje się, że Rada stwierdza, bez uzasadnienia, że lepszym kandydatem będzie ten młody człowiek. Jeżeli prezydent dokonuje zdroworozsądkowej ingerencji w to, co sobie realizują środowiska sędziowskie, to nagle jest straszliwy krzyk. Zostałem wybrany, żeby realizować pewną kontrolę nad tym jak funkcjonuje wymiar sprawiedliwości, kto ma być nominowany" - powiedział prezydent. 

Prezydent Duda wspomniał również o sukcesie programu "Rodzina 500+" i o obietnicy wyborczej, jaką było obniżenie wieku emerytalnego oraz obecność wojsk NATO w Polsce. Wymienił także działania, które zalicza do swoich sukcesów. 

"Realizację zobowiązań wyborczych. Przede wszystkim program 500+ i obniżenie wieku emerytalnego. To były dwa najważniejsze, filarowe elementy programu, z którym szedłem do wyborów. Zostały zrealizowane. Nie mogę oczywiście pominąć w tym miejscu wielkiej zasługi, jaką ma w tym rząd pani premier Beaty Szydło. To program rządowy realizowany przez panią minister Elżbietę Rafalską. Pomoc rodzinom była naszą wspólną ideą" - powiedział Andrzej Duda. 

"Wielu mówiło: nie ma pieniędzy, budżet tego nie wytrzyma, nie da się w ten sposób pomóc rodzinom. Najbardziej zdenerwowała się Platforma Obywatelska, która rządziła osiem lat, a dla rodzin niewiele zrobiła. Nagle się okazało, że można wyciągnąć rękę z pomocą, można dać realne pieniądze rodzinom wychowującym dzieci. Dla wielu rodzin była to zmiana kolosalna" - dodał. 

Jak zaznaczył prezydent, jest wdzięczny rządowi i minister Rafalskiej, że program 500 plus został sprawnie zrealizowany. 

"Pieniądze są wypłacane i realnie pomogły ludziom. Ubóstwo wśród dzieci zostało w Polsce ograniczone. To zmiana jakościowa" - zauważył. 

"Obniżenie wieku emerytalnego to było wielkie żądanie ludzi, z którymi spotykałem się w czasie kampanii wyborczej. Platforma Obywatelska podwyższyła wszystkim wiek emerytalny do 67 roku życia wbrew swoim zobowiązaniom wyborczym, wbrew protestom społecznym organizowanym przez NSZZ +Solidarność+. Ludzie żądali, żeby przywrócić stare zasady przechodzenia na emeryturę i właśnie się to stało. Stary wiek emerytalny będzie od jesieni. Jest też zachęta do tego, że kto chce, może zdecydować, że będzie pracował dłużej. Ale jeżeli ktoś ma taką sytuację życiową, że chce przejść na emeryturę, to może to zrobić. Żądały tego przede wszystkim kobiety, którym podwyższono wiek o 7 lat" - podkreślił Andrzej Duda. 

Prezydent powiedział też o pracy na arenie międzynarodowej. 

"Mówiłem, że chcę wzmocnić bezpieczeństwo Polski, mówiłem, że chcę stałej obecności wojsk Sojuszu Północnoatlantyckiego w Polsce. I wojska NATO, amerykańskie w Polsce są. I mam nadzieję, że pozostaną. Będę czynił wszystko, żeby tak było dalej. To niezwykle istotne z punktu widzenia naszego bezpieczeństwa. Oczywiście dokonujemy też modernizacji polskiej armii, chcemy ją wzmacniać w pierwszym rzędzie wzmacniając wojska operacyjne, a także przez budowanie Wojsk Obrony Terytorialnej. Ale obecność sojuszników, zwłaszcza największej armii świata, jaką jest armia amerykańska, jest niezwykle ważna. Ogromnie się cieszę, że dzięki determinacji, dużej pracy i współpracy z ministrami obrony narodowej i spraw zagranicznych ten cel udało się nam uzyskać" - powiedział. 

W niedzielę 24 maja 2015 roku w II turze wyborów prezydenckich Andrzej Duda uzyskał 51,55 proc. głosów, pokonując popieranego przez PO Bronisława Komorowskiego (48,45 proc.). 

Mówiąc o polityce zagranicznej prezydent poinformował, czego będzie dotyczyć rozmowa z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem przy okazji szczytu NATO w Brukseli. Poruszone mają zostać wątki  m.in. organizacji spotkania Trójkąta Weimarskiego na szczeblu szefów państw i rządów.

Przy okazji czwartkowego szczytu NATO ma dojść do spotkania prezydenta Andrzeja Dudy z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem. 

"Jest dziś wiele tematów w Europie, wokół których nie ma porozumienia, jak choćby kwestia imigracyjna. O tych zagadnieniach powinniśmy rozmawiać. Z radością przyjmuję, że nowy partner do rozmowy, jakim jest prezydent Francji Emmanuel Macron, to rozumie. To wynika z treści rozmowy telefonicznej, którą niedawno odbyliśmy. To była dobra rozmowa. Jesteśmy z tego samego pokolenia, z tej samej generacji, względnie młodymi, jak na politykę, i - takie mam wrażenie z tej rozmowy - że ta nić porozumienia, a przynajmniej chęć porozumienia, między nami jest. Rzeczywiście umówiliśmy się na spotkanie w czasie szczytu NATO w Brukseli na krótką rozmowę" - powiedział PAP prezydent. 

"Natomiast niedawno rozmawiałem z panią kanclerz Angelą Merkel i ona powiedziała, że jest zainteresowana spotkaniem we trójkę, by poczynić wstępne ustalenia, co do przyszłego spotkania Trójkąta Weimarskiego. Spotkanie Trójkąta Weimarskiego jest potrzebne dla przyszłości Europy. Francja, Niemcy, Polska to są duże państwa i porozumienie między nami, wspólne punkty widzenia są zjednoczonej Europie bardzo potrzebne. A w dobie Brexitu każdy głos dużego państwa w Unii się liczy. Trzeba szukać jednolitości, wspólnych dróg. Nie było spotkania Trójkąta Weimarskiego na szczeblu szefów państw i rządów od 2011 roku, gdy doszło do rozmów w Warszawie. Teraz jest kolej Francji, inicjatywa jest w rękach prezydenta Macrona. Będziemy pewnie o tym rozmawiali w Brukseli" - dodał.

wkt/PAP

[fot. PAP/Marcin Obara]

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook