Jedynie prawda jest ciekawa

Prezydencka gra trumną Narutowicza

12.12.2012

Ze wszystkich informacji początku tygodnia (chaos na kolei, desperacka prośba LOTu o pomoc państwa, milionowe nagrody dla urzędników KPRM) dla mnie najciekawsza jest ta o chęci uczczenia pamięci pierwszego prezydenta II RP Gabriela Narutowicza przez Bronisława Komorowskiego. Myślę, że wybór upamiętnienia akurat tej postaci w tym momencie nie jest przypadkowy i pokazuje w jakim kierunku będą zmierzały działania władz już w niedalekiej przyszłości.

Przypomnijmy – Gabriel Narutowicz był pierwszym prezydentem odrodzonej Rzeczpospolitej. Wybrany został przez Sejm dosłownie „o włos” – jego kandydaturę poparły ówczesne stronnictwa lewicowe, reprezentanci mniejszości narodowych oraz PSL „Piast”. Jednak jego bardzo krótka (pięciodniowa) kadencja nie była spokojna – Narutowicz trafił na okres wzmożonego napięcia politycznego i społecznego. Pomimo udzielenia mu poparcia przez samego Józefa Piłsudskiego (wtedy Naczelnika Państwa) osoba Narutowicza skupiła na sobie wiele ataków – wbrew upowszechnianej później mitologii nie tylko ze strony prawicy. Kadencja Narutowicza, oraz jego życie, zakończyło się 16 grudnia 1922 roku, w warszawskiej galerii Zachęta gdzie zginął zastrzelony przez Eligiusza Niewiadomskiego. 

Niewiadomski był malarzem, znawcą sztuki, społecznikiem i weteranem walk o niepodległość i działalności konspiracyjnej. Tworzył wyrafinowane i wysmakowane językowo eseje dotyczące historii sztuki, szczególnie polskiego malarstwa schyłku XIX wieku. Jednak dla późniejszych badaczy kluczowe były jego zapatrywania polityczne – Niewiadomskiego starano się przypisać do obozu Narodowej Demokracji, jednak nie należał on nigdy formalnie do tego ugrupowania, choć w pewnych okresach swego życia z nim sympatyzował i współpracował. Jego poglądy były zdecydowanie radykalne, jednak trudno na tej postawie czynić jego osobę reprezentatywną dla całego ruchu.

Osoba Niewiadomskiego do dziś dzieli tak historyków jak i rozmaite środowiska utożsamiające się (lub kontestujące) ówczesne ugrupowania narodowo – radykalne. Ergo – Niewiadomski stał się postacią – osią wielu sporów wokół II RP. Oceny stanowią szeroki barometr poglądów – Niewiadomski jest więc „wariatem” i „bohaterem”, „faszystą”, „polskim Oswaldem”, wreszcie „kozłem ofiarnym” – popchniętym do zbrodni przez radykałów. Ilu dyskutantów, tyle opinii, można powiedzieć. Fakt faktem śmierć Narutowicza i osoba jego mordercy do dziś są obiektami sporu historyków.
I dotychczas właśnie tylko wśród historyków spór ten pozostawał. Teraz jednak po postać Gabriela Narutowicza sięga prezydent Bronisław Komorowski. Dlaczego?

Przytoczmy cytaty ze strony internetowej prezydenta. „W listopadzie, gdy obchodzimy nasze narodowe święto, z dumą wspominamy twórców II Rzeczypospolitej. Chwalimy umiejętność porozumienia ówczesnych przywódców politycznych, solidarność w obliczu zewnętrznych zagrożeń. Ale są też rozdziały naszej międzywojennej historii, które nie mogą napawać dumą. Takim rozdziałem jest zabójstwo pierwszego wybranego w majestacie prawa Prezydenta II Rzeczypospolitej w grudniu 1922 roku.” Czytamy na stronie, a dalej: „Wybrany na urząd prezydenta, znalazł się na pierwszej linii frontu walki między stronnictwami. Ci, którzy wybory przegrali, nie pogodzili się z demokratycznym werdyktem i rozpętali kampanię oskarżeń i pomówień, skierowaną przeciw człowiekowi z gruntu prawemu i kochającemu swój kraj. Prezydent Narutowicz wiedział o zagrożeniu, jakie zawisło nad jego życiem. Uważał jednak za swój obowiązek objąć urząd i stanąć do wykonania związanych z nim zdań. Niepohamowana kampania nienawiści sprawiła, że szaleniec sięgnął po broń i targnął się na życie głowy państwa polskiego.” I ostatni fragment, według mnie – prawdziwa perła całego tekstu: „Kiedy dziś przypominamy tę dramatyczną historię, nie chcemy, by stała się ona źródłem kolejnych wzajemnych oskarżeń.” Czy już państwo widzą do czego zmierzam?

Historia śmierci prezydenta Narutowicza to historia w mniejszym lub większym stopniu funkcjonująca w świadomości zbiorowej Polaków. W tym przypadku nie mamy do czynienia z wydarzeniem zapomnianym, wymazanym ze zbiorowej pamięci (casus Żołnierzy Wyklętych) o którym nadszedł czas przypomnieć, ujawnić, upamiętnić. O Narutowiczu uczy się na lekcji historii w szkołach gimnazjalnych i licealnych, ba – uczy się o nim nawet na lekcjach języka polskiego (podczas omawiania publicystyki politycznej i „poezji zaangażowanej” w II RP). Jednak fakt, iż po Narutowicza, a przede wszystkim chyba – jego śmierć (prezydent Bronisław Komorowski ma uczestniczyć w mszy św. za duszę tragicznie zmarłego 90 lat temu prezydenta) sięga się, jak sądzę, raczej nie dlatego, że Tomasz Nałęcz nabył nową książkę o międzywojniu i opowiedział o niej przy grochówce prezydentowi. Nie, w obecnej sytuacji nie wierzę w takie przypadki.  
Rafał Ziemkiewicz zwraca uwagę na sztuczne zaostrzanie konfliktu społecznego w Polsce: „w PRL od czasu do czasu kryzysy prowokowano (…). We władzy jest w tej chwili, sądząc po takich sprawach jak "bzdurabomber" czy kampania przeciwko "mowie nienawiści" stronnictwo, które chce powtórzyć ten mechanizm i namawia Tuska, żeby poszedł ostro, zanim nastroje się zradykalizują (…), wziął za pysk prawicowe media i spacyfikował marsz 13 grudnia.” Ziemkiewicz ma wiele racji. Próby zaogniania nastrojów, nazwijmy – antyopozycyjnych, widzimy niemal codziennie – przedstawienie Marszu Niepodległości jako bandy faszystów podpalających kraj (a na pewno stolicę), ciągłe przytaczanie (i przeinaczanie) słów Roberta Winnickiego z Młodzieży Wszechpolskiej o potrzebie „obalenia republiki Okrągłego Stołu” przedstawiane jako wezwanie do stosowanie przemocy wobec władz, uczynienie z Brunona K. radykała z prawicy, „polskiego Breivika”, wyciągnięcie starej jak świat wypowiedzi Grzegorza Brauna (też przecież wyciętej całkowicie z kontekstu) i tak dalej, i tym podobne… 

Obecnie apel prezydenta aby wreszcie „upamiętnić i uczcić” Gabriela Narutowicza brzmi wyjątkowo sztucznie. Po pierwsze – Narutowicza upamiętnia się co roku – skromnie, to fakt, ale też z całym szacunkiem dla jego pamięci – nie był on osobą o jakimś kluczowym znaczeniu dla losów II RP i jego śmierć także niewiele zmieniła w funkcjonowaniu państwa. A po drugie – skoro prezydent Bronisław Komorowski tak bardzo pragnie być „kustoszem pamięci” i pierwszym nauczycielem historii III RP (fakt, uczyć ortografii byłoby naszej głowie państwa o wiele trudniej) to dlaczego postać Narutowicza musiała czekać na „godne upamiętnienie” aż dwa lata od początku kadencji? 

Oczywiście odpowiedź znamy – po postać Narutowicza należało sięgnąć aby przedstawić ją jako ofiarę wszelkich radykalizmów, a jak radykalizm to jest oczywiste, że tylko prawicowy (radykalizmu lewicowego nie ma – kto nie wierzy, tego Gazetą Wyborczą po rekach). Narutowicz padł więc ofiarą tych, którzy, przytaczam raz jeszcze – „nie pogodzili się z przegraną”. Więc skoro zdarzyło się to wtedy, to może zdarzyć się i dziś. I już widzę (i słyszę) w wyobraźni te telewizyjne reportaże i wspominki, w których zwroty „radykalna prawica”, „faszystowska prawica”, „radykałowie”, „podpalacze polski”, „oenerowcy i nacjonaliści” i tak dalej, będą padały co chwila, aż do znudzenia, a na pewno tak długo, aż w umyśle widza nie utrwali się, jak to ujął celnie Paweł Kukiz, że „patriotyzm to nacjonalizm, a nacjonalizm to wojna”. No – w tym wypadku akurat nie wojna, ale mord polityczny. 

Myślę, że prezydenccy specjaliści od PR liczą też na reakcję drugiej strony – wszak w wypadku takiej kampanii siłą inercji musieliby się zaktywizować działacze organizacji narodowych, aby sprawę wyjaśnić bardziej obiektywnie. A od czego są wtedy usłużne media, aby zmontować ich wypowiedzi tak, aby wynikało z nich, że „radykałowie do dziś bronią mordercy prezydenta!”. 

Cóż – nadchodzące dni pokażą na ile mam rację. W ostatnich latach wiele mówi się w Polsce o „grze trumnami” – sądzę, że najbliższe dni pokażą nam, po jak głęboko zakopaną trumnę można sięgnąć aby tylko wykorzystać ją jako oręż, wymierzony przeciwko opozycji. I co więcej – niezadowolonemu społeczeństwu.  


Arkady Saulski
[fot. PAP/J.Turczyk]

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook