Ta wypowiedź premiera jest zaskakująca z dwóch powodów. Po pierwsze wygląda na to, że Tusk nie ma decydującego głosu w obsadzie stanowisk ministerialnych, po drugie jest gotów akceptować na ministrów ludzi, którzy jego zdaniem nie mają na to stanowisko odpowiednich kwalifikacji.

Ale ta skandaliczna wypowiedź premiera Tuska, uszła mu znowu na sucho, bo na konferencji prasowej nie było żadnego dziennikarza, który zadał by mu pytanie, że skoro kandydat na ministra rolnictwa nie jest z jego bajki, to dlaczego zdecydował się go zaakceptować.

2. Ten nagły pośpiech w powoływaniu ministra rolnictwa i zaakceptowanie kandydata, który premierowi nie odpowiada, wynikał ponoć z coraz większego zainteresowania przynajmniej niektórych mediów, nepotyzmem i kolesiostwem w Platformie.

Premier Tusk, po odwołaniu ministra Sawickiego miał plan samodzielnego kierowania resortem rolnictwa przynajmniej przez parę tygodni i w tym czasie chciał dokonać „czystek” kadrowych nie tylko w samym resorcie rolnictwa ale także we wszystkich instytucjach z nim związanych.

Przy okazji niejako miał być „grillowany” PSL, który zapewne dostarczałby kolejnych kandydatów na ministra, a premier byłby ciągle niezadowolony z ich kwalifikacji, a przede wszystkim z tego, co ci kandydaci chcieliby robić w sprawach rolnictwa i rozwoju wsi.

Niestety ten chytry plan pokrzyżowały media (nawet te do tej pory przychylne rządowi), które zaczęły publikować obszerne listy zatrudnionych w różnych publicznych instytucjach, członków Platformy i ludzi z tą partią powiązanych.

Powołaniem nowego ministra rolnictwa ten wysyp publikacji przerwano, a media skoncentrowały się na wątku czy syn ministra Kalemby zatrudniony od 10 lat w Agencji Rynku Rolnego w Poznaniu, zrezygnuje z tej pracy.

Ale i ta sprawa uderzyła rykoszetem w premiera Tuska. Okazało się bowiem,że syn Tuska jest zatrudniony w porcie lotniczym w Gdańsku, który jest spółką akcyjną samorządu województwa pomorskiego w którym samodzielnie rządzi Platforma i przedsiębiorstwa państwowego Polskie Porty Lotnicze.

Skoro syn Kalemby jak chciał premier Tusk powinien przestać pracować w agencji wtedy kiedy jego ojciec został ministrem, to syn Tuska nie powinien pracować w spółce publicznej, skoro jego ojciec jest premierem.

3. Wczoraj okazało się jednak, że ze skandalami towarzyszącymi nominacji nowego ministra rolnictwa, jeszcze nie koniec. Z okazji powołania nowego ministra przez prezydenta Komorowskiego w pałacu prezydenckim zebrał się cały rząd i wszyscy ministrowie gratulowali nowemu koledze, ale wymownie nie zrobił tego sam premier.

Pokazały to wszystkie telewizje informacyjne i była to chyba pierwsza taka uroczystość u prezydenta, podczas której premier tak ostentacyjnie odcina się od ministra, którego kandydaturę sam przecież wysłał do prezydenckiej kancelarii.

Wszystko to oczywiście świadczy „o klasie” premiera Tuska ale niestety jest niedobrą wróżbą dla polskiej wsi i rolnictwa.

Rozpoczynają się bowiem negocjacje związane z środkami na Wspólną Politykę Rolną w unijnej perspektywie finansowej na lata 2014-2020. Przy takim traktowaniu ministra rolnictwa przez Tuska, nie może on liczyć na wsparcie premiera w sprawie wyrównania dopłat bezpośrednich w starych i nowych krajach członkowskich.

A bez tego wyrównania, najlepsze polskie gospodarstwa przegrają walkę konkurencyjną na wspólnym unijnym rynku.

Więc brak „klasy” premiera Tuska to jedno ale w tej sytuacji jeszcze bardziej dramatycznie rysuje się przyszłość polskiej wsi i rolnictwa.