Jedynie prawda jest ciekawa

Premier: „Tabory się podciągnęły”

20.01.2017

„To był pewien spektakl obliczony na to, by doprowadzić do oblężenia rządu, miano nas zastraszyć” - mówiła premier Beata Szydło w rozmowie z Onetem, komentując wydarzenia sejmowe z 16 grudnia.

„Trzeba wyciągnąć wnioski z tego, co zostało do tej pory zrobione” - mówi premier Szydło, uzasadniając swój doroczny przegląd resortów. a także nadzieję, że podsumowanie prac rządu na początku roku stanie się dobrym zwyczajem.  

„Po to, by klasa polityczna skupiła się na pracy merytorycznej, a nie na awanturach” -  stwierdziła. 

Premier była również pytana o zadania, których rząd PiS nie zdążył zrealizować. Jak sama przyznała, m.in. kwestia jednolitego podatku to nie porażka, ale problem niejasnej komunikacji przez rozpoczęciem prac. 

„Trzeba wyciągać wnioski z takich niepowodzeń i błędów komunikacyjnych” - zapewniła. 

Szydło podkreśliła także, że rozmowy z ministrami nie dotyczą ścisłej pracy w resortach. „Rozmowy wychodzą także poza resorty. (…) Chcemy, żeby Polska resortowa przestała istnieć” - oceniła. 

Szefowa rządu odniosła się także do ewentualnych kwestii personalnych przy okazji rozmów. „Taka dyskusja personalna jest zawsze chętnie podejmowana, bo to jest atrakcyjne, takie rankingi budzę emocje i są chwytliwe medialnie” – mówiła. 

„Chodzi o to, by podsumowanie poszczególnych resortów i prac na 12 miesięcy nie było zdominowane fajerwerkami (…) Personalne rozmowy to nie jest ten moment, rozmowy programowe to jest ten moment” – dodała, zaznaczając kategorycznie: „W rządzie nie ma potrzeby dokonywania żadnych zmian personalnych”. 

Premier Szydło pytana o słowa Jarosława Kaczyńskiego o słabszych ministrach - „taborach”, jak wyraził się prezes PiS - w jej rządzie, odpowiedziała:„Tabory się podciągnęły”. 

Szydło podkreśliła, że minister zdrowia wykorzystał czas na przygotowanie reformy służby zdrowia, a z kolei w polityce zagranicznych zaszło dużo pozytywnych zmian. „Wicepremier Morawiecki ma przed sobą ambitny program odpowiedzialnego rozwoju. Umówiliśmy się, że ten czas to moment na jego wdrożenie” — dodała. 

Innym tematem poruszonym w rozmowie były gorące wydarzenia sejmowe z ostatnich kilku tygodni. Redaktorzy prowadzący wywiad zwrócili uwagę premier, że jako pierwsza użyła w stosunku do tych zdarzeń sformułowania: „pucz”.

Beata Szydło podkreśliła, że kontestacja nowego obozu władzy rozpoczęła się właściwie od momentu zwycięstwa w wyborach prezydenckich Andrzeja Dudy. 

„Wiele środowisk odsuniętych od władzy było zaskoczonych” – mówiła. „Każdy kolejny tydzień i miesiąc kampanii wyborczej pokazał, że gdy przejęliśmy inicjatywę byliśmy dla tych środowisk nie tylko zaskoczeniem, ale też nie zdawały sobie sprawy, że jest tak duża akceptacja społeczne wobec tego co mówiło PiS” – powiedziała Szydło. 

„Zwycięstwo wyborcze pokazało, że Polacy chcą tej zmiany. Ich demokratyczna decyzja (..) dla wielu środowisk była decyzją, której nigdy nie zaakceptowano” – dodała. 

Z kolei oceniając wydarzenia z 16 grudnia, szefowa rządu mówiła o zaplanowaniu tej awantury. „Myślę, że wydarzenia, które miały miejsce nie budzą wątpliwości, że chodziło o przejęcie władzy. Opozycja była przygotowana, to nie był przypadek” – powiedziała. 

„Cały czas te wydarzenia są bardzo dokładnie monitorowane i analizowane. Jeśli będzie odpowiedni moment, a analizy będą na tyle przygotowane, że będzie można nadać im dalszy bieg, to tak będzie zrobione” – zapewniła. 

„Chciałabym bardzo, aby emocje się uspokoiły. Możemy mówić o skandalicznych zachowaniach posłów w Sejmie (…) ale jeżeli nie będzie szacunku do instytucji państwowych i państwa, to pozwolimy na to, że będą właśnie takie złe emocje” – mówiła dalej premier. 

Szydło zaznaczyła również, że polska klasa polityczne powinna wyjść z tego klinczu i usiąść razem do stołu. 

„To jest oferta ze strony całego środowiska PiS. Ta ręka wyciągnięta do rozmowy, propozycje które się pojawiały były bardzo jasne. Chcieliśmy przegłosować poprawki opozycji. To opozycja najpierw je przyjmowała, a potem odrzucała. (..) To pokazuje, że nie ma po tamtej stronie woli do rozmowy” – mówiła, podając przykład zmiany zdania przez Ryszarda Petru. „Liczę na to, że zdobędą się na refleksję i siądą do rozmowy. To jest potrzebne Polsce” – dodała. 

Powracając do awantury w Sejmie z 16 grudnia, premier Szydło mówiła o manipulacji medialnej, która przedstawiała parlament jako oblężoną twierdzę PiS. 

„To był pewien spektakl obliczony na to, by doprowadzić do oblężenia rządu, miano nas zastraszyć” – oceniła. 

„Do biura Marka Rosiaka przyszedł tylko jeden człowiek. Każda agresja wywołana by zniszczyć przeciwnika politycznego (…) jest niebezpieczna” – dodała. 

Jak zaznaczyła dalej premier Szydło, kwestia odpowiedzialności karnej za te wydarzenia jest analizowana przez odpowiednie organy. „Jeżeli zostało złamane prawo, to powinny być wyciągnięte konsekwencje. (…) Po to służby i organy ścigania to sprawdzają, by mieć podstawy by stwierdzić, czy komuś należy się kara” – mówiła 

„Rzeczą niebywałą jest to, że dochodzi do takich incydentów w Sejmie. To nic nadzwyczajnego, że organa muszą to sprawdzić. Nie ma nikogo ponad prawem w Polsce” – dodała, podkreślając jednocześnie, że PiS będąc przez 8 lat w opozycji, nigdy nie dopuściła się takich aktów agresji, ani nie przekroczyła norm obowiązujących parlamentarzystów. 

„Solą demokracji jest opozycja. I opozycja jest w demokracji potrzebna (…). Jeżeli przygotowujemy przeciwko legalnie wybranie władzy akty przemocy i dążymy do tego, by tę władzę obalić, to na to nie ma zgody” – skomentowała. 

Premier Szydło dalej surowo oceniła zachowanie Bronisława Komorowskiego i Stefana Niesiołowskiego z tamtych dni. „To jest język knajacki, nie język polityczny” – stwierdziła. 

Szefowa rządu ponownie akcentowała potrzebę rozmów politycznych. „By oferta mogła być wypełniona, musi być wola z dwóch stron” – dodała, zapewniając o gotowości do rozmów całego środowiska PiS, a także pytając, czy jednak będzie taka wola z drugiej strony. 

„Czy Grzegorz Schetyna i Ryszard Petru uznali, że ich najlepszym sposobem na funkcjonowanie polityczne, gdy nie mają programu, nie wychodzą z żadną ofertą do Polaków, jest awanturnictwo?” – oceniła szefowa rządu. 

Kolejnym tematem poruszonym w rozmowie była sytuacja w spółkach Skarbu Państwa, nowy model ich zarządzania, oraz kwestia ewentualnych wyników kontroli. 

Premier Szydło dopytywana o sprawę „pisiewiczów” w SSP, oraz czy rząd panuje nad spółkami, odparła: „Miało być inaczej i jest inaczej. Jesteśmy jedyną ekipą, która zaczęła od siebie”. 

Jak zaznaczyła, kontrole cały czas trwają, a wynik będzie przedstawiony po ich zakończeniu.  

„Proszę pokazać mi drugą takę ekipę, która rozpoczęłaby kontrolę od siebie” – dodała. 

Wyciągamy wnioski i potrafimy zacząć od siebie. Rok, to był ten czas, kiedy można było ocenić, nie tylko jak są zarządzane, jakie maja wyniki. Wchodzimy w okres różnych podsumować wyników ekonomicznych spółek” – mówiła dalej. 

Pytana o zmiany personalne spółkach, odsuwanie ludzi związanych z Adamem Hoffmanem i Dawidem Jackiewiczem, odparła: „Zmiany są podejmowane przez poszczególnych ministrów, którzy nadzorują spółki” . 

Ostatnim poruszonym tematem była kwestia pozostania Donalda Tuska w Brukseli. 

"Polska niewiele zyskała, kiedy Donald Tusk do tej pory był szefem Rady Europejskiej, nie przypominam sobie takich działań przewodniczącego Donalda Tuska, który w trudnych dla Polski, dla polskiego rządu w ostatnim roku sytuacjach by nas wspierał, natomiast dość ochoczo, kiedy trzeba było skrytykować rząd, to (…) w ostatnich chociażby tygodniach wypowiadał się, ale rozumiem, że to jest wewnętrzna walka w Platformie, być może jakaś chęć powrotu do Polski” – mówiła. 

„Zawsze podkreślaliśmy, że dla nas jest bardzo ważne, żeby na ważnych funkcjach w UE byli Polacy, bo to zawsze jest podkreślenie i rangi kraju, rangi państwa i daje dużo większe możliwości. Ale muszę powiedzieć z dużą przykrością, że ani przewodniczący Tusk, ani komisarz Bieńkowska za bardzo nie zaangażowali się by Polska, gdy była w trudnej sytuacji, miała od nich pomoc” – dodała. 

Jak zaznaczyła, pozostanie Donalda Tuska na drugą kadencję w Brukseli nie zależy od polskiego rządu, lecz układu w grupach politycznych w UE i decyzji chadeków. Premier Szydło zapewniła też, że z pewnością o tę kwestię zapyta kanclerz Niemiec Merkel, gdy odwiedzi nasz kraj. 

ak

[fot. PAP/Marcin Obara]

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook