Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Potrzeb nauki nie można zaplanować

12.10.2011

To miał być pomysł na rewolucję w polskiej nauce. Na studentów, którzy ukończyli potrzebne w gospodarce kierunki studiów, miała czekać praca. Koniec z produkowaniem wykształconych bezrobotnych – tłumaczono motywując wprowadzenie programu kierunków zamawianych. Dziś wiadomo, że pilotażowy projekt zakończył się gigantyczną klapą, a państwo straciło na nim fortunę.

Jak donosi „Dziennik Gazeta Prawna”, zaledwie co piąty student skończył studia licencjackie zamówione w ramach programu. Egzaminy okazały się zbyt trudne dla zdecydowanej większości studentów. Nie pomogły zajęcia wyrównawcze i stypendia motywacyjne. Wiele osób trafiło na studia przypadkowo. Opłacenie nauki dla pierwszego rocznika kierunków zamawianych kosztowało 53 mln zł.

Mateusz Matyszkowicz, filozof i publicysta "Teologii Politycznej", w rozmowie z portalem Stefczyk.info tłumaczy, że przyczyn porażki programu należy szukać przynajmniej w trzech zjawiskach.

- Projekt zamawianych kierunków studiów to część pomysłu realizowanego w Europie, która postanowiła stymulować szkolnictwo wyższe. W sposób centralnie planowany chce budować rzekomą konkurencyjność. Ten pomysł jednak ponosi klęskę w kolejnych krajach – mówi w rozmowie z naszym portalem. Zaznacza, że Europa realizuje zupełnie inny model nauki niż Stany Zjednoczone. - System w USA nastawiony jest na wolnorynkowe mechanizmy kształtujące rozwój kierunków powiązanych z gospodarką. Na Starym Kontynencie robi się to za pomocą centralistycznego planowania i budżetowego stymulowania. To jest klęska. Tego nie da się rozpisać w prostych tabelach.


Drugim zjawiskiem, które legło u podstaw klęski programu, jest upowszechnienie wykształcenia średniego w Polsce.
- Następuje egalitaryzacja kształcenia na poziomie średnim. Powszechna matura, „dla każdego”, spowodowała radykalne obniżenie wymogów oraz poziomu kandydatów na studia. To widać i w tym wypadku, ponieważ znaczna część studentów na kierunkach trudnych, zamawianych sobie po prostu nie radziła – tłumaczy Matyszkowicz. Zaznacza, że kłopoty studentów, to „świadectwo dla szkół średnich, które przygotowały kandydatów na studia. - Jeśli chcemy mieć dobrych matematyków i inżynierów, musimy zrezygnować z obowiązkowej matematyki na maturze.

Trzecim czynnikiem wymienionym przez rozmówcę portalu jest czas dokonywanych zmian.
- Obudziliśmy się za późno. Studia skończyły już roczniki wyżu demograficznego. Obecnie ci ludzie pracują często na tzw. zmywakach za granicą. Z ich potencjału Polska nie skorzystała i nie skorzysta. Tymczasem działania stymulujące podejmuje się teraz, gdy na uczelnie trafiają roczniki niżu. Wiadomo, że selekcja w rocznikach mało licznych jest trudniejsza.

W ocenie naszego rozmówcy obecnie należy odejść od programu planowanej edukacji.
- Model nauki, który przewiduje pełną autonomię uczelni, w  tym decydowanie jakie kierunki uruchomić, jest modelem najlepszym. Uczelnie działają na określonym terenie, ich rektorzy lepiej znają potrzeby lokalnego rynku pracy – tłumaczy Matyszkowicz. Zauważa również, że wciąż nie zrealizowano pomysłu, który raz na jakiś czas wraca w debacie publicznej. - Chodzi o wyodrębnienie pewnej klasy najlepszych uczelni wyższych i lepsze ich finansowanie. To, czego obecnie potrzebujemy, to elity. Elity nie wykształcą się natomiast przy tak egalitarnym systemie.

saż
[fot. PAP/Adrian Starus]
CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook