Jedynie prawda jest ciekawa

Poświęcamy Ukrainie za mało uwagi

28.10.2012

Przebieg wyborów na Ukrainie, sytuację na tamtejszej scenie politycznej, a także szanse i siłę opozycji dla Stefczyk.info komentuje wprost z Ukrainy Paweł Kowal, europoseł i obserwator wyborów.

Stefczyk.info: O wyborach na Ukrainie mówi się często, że są zero-jedynkowe. Albo siły proeuropejskie, albo prorosyjskie. To uprawnione uproszczenie?

Paweł Kowal: Jak na sytuację związaną z bliskim sąsiadem Polski to zbyt duże uproszczenie. W taki sposób można opisywać sytuację na Ukrainie w Kanadzie, a nie w Polsce, która powinna być jednym z głównych partnerów Ukrainy. Komentatorzy zbyt mało uwagi poświęcają temu, co się dzieje na Ukrainie. Przede wszystkim widać wyraźnie, że na Ukrainie wyrasta nowa siła – nie wiemy jeszcze, ile zdobędzie głosów Kliczko, ale jawi się jako polityk, który dobija się do swojej niezależnej pozycji na ukraińskiej scenie politycznej. Gdybyśmy rozmawiali już po ogłoszeniu wyników wyborów, to można by było ocenić to więcej i szerzej, ale jedno można powiedzieć już teraz – on na pewno jest jednym z nowych, istotnych graczy. I na pewno ten podział, o którym Pan mówił – kto za Unią, a kto za Rosją, nie jest taki jednoznaczny. Ukraina szuka też dzisiaj w swojej polityce różnych dróg; jedną z nich jest na przykład powrót ku polityce tureckiej – przedstawiciele Turcji i Ukrainy spotkali się ostatnio na konferencji w Jałcie, te kontakty są bardzo ożywione, a sami Ukraińcy w ostatnich latach mocno zainwestowali też w relację z Chinami. Podsumowując: Polska powinna poświęcać więcej uwagi temu, co się dzieje u naszego sąsiada. Tkwienie w prostym stereotypie: albo Rosja, albo Europa może nas prowadzić na manowce.

Jak na kampanię i same wybory wpływa sprawa Julii Tymoszenko, która siedzi w więzieniu? Z jednej strony nie może zaangażować się w kampanię, z drugiej wystosowuje jednak apele do swoich wyborców.

Jeśli chodzi o sytuację na Ukrainie, to wszyscy jesteśmy uwikłani w pewną podwójność, a może nawet pewnego rodzaju schizofrenię. UE z jednej strony stawiała sprawę Tymoszenko na ostrzu noża, z drugiej organizacje europejskie normalnie traktują i obserwują te wybory. Opozycja z jednej strony nawoływała, by zbojkotować te wybory i uznać je za nieważne, a z drugiej prowadziła normalną kampanię i ma szansę – jak dużą to inna sprawa – uzyskać dobry wynik. Wiele zależy od frekwencji, ale jaka ona będzie – okaże się za kilka godzin. Można powiedzieć jedno – fakt, że dwoje liderów opozycji jest w więzieniu, bo mówimy nie tylko o Tymoszenko, ale również o Łucence, wpływa na wynik. W jaki sposób? Bardzo trudno to ocenić.

Patrząc od wewnątrz - jak Pan ocenia sam przebieg wyborów?

Tutaj jednak potrzeba poczekać do zamknięcia lokali wyborczych. Jeśli chodzi o samą kampanię wyborczą, to wiele mówiło się o nierównym dostępie do mediów. Faktem jest, że na Ukrainie dużą rolę odgrywają komercyjne media, które należą do najbogatszych Ukraińców i w znaczny sposób kreują debatę publiczną. Myślę, że jeśli chodzi o ocenę wyborów, to dużo powie reakcja Ukraińców na wyniki dzisiejszego głosowania. Jeśli obędzie się bez incydentów, naruszeń, które wpłynęłyby na wynik wyborów, to ogólna ocena tego co się dzieje na Ukrainie, znacznie się polepszy.

Jak Ukraińcy przyjęli decyzję kijowskiego sądu o zakazie demonstracji ulicznych aż do 12 listopada? O czym to świadczy?

Zostało to przyjęte krytyczne, ale nie jest to główny temat dyskusji. Myślę, że tutaj w jakimś sensie wszyscy mają kompleks 2004 roku. Opozycja oczekuje, że jeśli wydarzy się coś negatywnego, to ludzie wyjdą na ulicę, a po stronie władzy jest strach przed podobnymi wydarzeniami. Samemu nie czuję nastrojów rewolucyjnych, ale być może na tym polega rewolucja ulicy, że się jej nie czuje.

Wiele mówi się też o tym, że te wybory to jedynie przygrywka do wyborów prezydenckich. 

Nie nazwałbym tego przygrywką, bo do wyborów prezydenckich zostało jeszcze sporo czasu, ale są one pewnym sprawdzianem. Sprawdzianem tego, na ile Partia Regionów pomimo tego, że rządzi, utrzymuje poparcie, sprawdzianem skuteczności działań opozycji, sprawdzianem siły nowych partii. Ktoś powiedział o tych wyborach następująco: tu wiele zyskać nie można, bo nawet ten kto wygra, nie zmieni postawy prezydenta, który ma dużą władzę, ale za to można wiele stracić. Ponieważ gdyby się okazało, że wybory zostały źle przeprowadzone, że jest wiele uchybień, to odbiłoby się to na pozycji władzy. 

not. sv

[Fot. Facebook]

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook