Jedynie prawda jest ciekawa

Pospieszalski: "Platforma gnije totalnie"

15.03.2014

Michał Kamiński powoli staje się człowiekiem, któremu nie będzie się podawało ręki - mówi w rozmowie z portalem Stefczyk.info Jan Pospieszalski, autor programu "Bliżej" w TVP Info i publicysta Gazety Polskiej Codziennie.

Stefczyk.info: Co o kondycji Platformy Obywatelskiej mówi nam branie na listy wyborcze takich osób, jak Michał Kamiński?

Jan Pospieszalski: Nie widzę w tym jakiejś wyrafinowanej strategii. Moim zdaniem jest to taki przykład totalnego gnicia, totalnej degrengolady, która dotyka całej tej formacji. Oni kiedyś próbowali zachowywać pozór partii eleganckiej, nowoczesnej, inteligenckiej. Dziś, po całej serii afer i porażek wizerunkowej, ludzie widzą, że ten klub środowiskowy, który żył i pasożytował na budżecie państwa i na środkach unijnych, który dążył do tego, żeby przechwycić i jak najwięcej zagrabić środków dla siebie, dla swoich rodzin i środowisk jest kompletnie zdemoralizowany. I nawet już przestaje zachowywać pozory przyzwoitości, nie boi się nawet tak jawnych, jak przyjęcie Kamińskiego objawów zepsucia, które wychodzi na wierzch roztaczając wokół brzydki zapach.

 

Pierwsze miejsce na liście wyborczej w Lublinie dla dawnego zaciekłego krytyka PO, Michała Kamińskiego, jak rozumieć ten zabieg?

To symboliczna historia, która dotyczy dwóch sąsiadujących ze sobą regionów: Lubelszczyzny i Mazowsza. Z Warszawy mamy kandydatkę na europosłankę, która reprezentuje najbardziej ponury okres PRL, tradycję rodzinną takiego stalinowskiego betonu, z drugiej strony w Lublinie kandydat - Misio Kamiński, katolicki działacz, związany bardzo mocno z taka narodową opozycją, wychodzącą z Ruchu Narodowego, kojarzony bardzo mocno z ultraprawicowa retoryką. Na miłość Boską, od razu widać, że w tym nie ma żadnej idei.

 

Czy w Kamińskim zaszła jakaś zmiana?

Nie bawiłbym się tu w psychologizowanie i analizowanie przemian Michała Kamińskiego. Dla mnie to co wykonał w 2011 roku, kiedy po katastrofie smoleńskiej, tuż przed wyborami odszedł od Jarosława Kaczyńskiego i doradzał Platformie, jak Kaczyńskiego sprowokować, to było wejście na drogę bez powrotu. Kiedyś bardzo otwarcie krytykował PO, robił to nie przebierając w słowach, teraz jest w tej drużynie, pokazał wprost, że coś takiego jak moralność, słowność, godność nie istnieją. Powoli staje się człowiekiem, któremu nie będzie się podawało ręki. Ja go dobrze znam, jesteśmy na ty, odbyliśmy kilka ciekawych rozmów, ale wydaje mi się, że to, co robi teraz, to już jest jego koniec.

 

Platformie to chyba nie przeszkadza, podobnie, jak nie przeszkadza Tuskowi, że ministrem rolnictwa, zostanie znów Marek Sawicki, który opuszczał całkiem niedawno to stanowisko w atmosferze skandalu po aferze w agencji Elewar?

Jak widać, afery nie przeszkadzają, nie zważamy już na żadne zasady. Chodzi tylko i wyłącznie o cyniczne wykorzystywanie wszelkich możliwych chwytów, aby wygrać wybory. Przed nami cały maraton wyborczy, ta kampania będzie wyjątkowo brutalna, jeszcze nie takie rzeczy zobaczymy.

 

I Sawicki, i Kamiński to część strategii, którą premier określił „wszystkie ręce na pokład”…

No tak, ręce na pokład, mankiety pójdą w górę i odsłonią złote zegarki. Ciekaw jestem, jaka jest wytrzymałość elektoratu Platformy, jaka chłonność tego środowiska na manipulacje, które od lat serwuje im Tusk. Musimy im na te ręce wyłożone na pokład patrzeć, musimy to pokazywać. Może ktoś to w końcu zauważy i się opamięta.

Rozmawiał Marcin Wikło
[Fot. wPolityce.pl]

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook