Jedynie prawda jest ciekawa

Polską politykę wypacza brak zaangażowania obywateli

21.10.2012

Dla Marcina Horały, samorządowca i publicysty z Gdyni problemem nie jest taka czy inna ordynacja wyborcza, lecz marazm wśród Polaków, których nie interesuje otaczająca ich rzeczywistość polityczna.

Stefczyk.info: Wraz z Pawłem Kukizem uczestniczył pan właśnie w dyskusji na temat jednomandatowych okręgów wyborczych (debata Klubu Republikańskiego Trójmiasto na Uniwersytecie Gdańskim). Jednak był pan sceptyczny wobec tego pomysłu. Jaki więc według pana byłby idealny system?

Marcin Horała, publicysta i gdyński radny: Trzeba mówić ściśle – nie o jednomandatowych okręgach wyborczych tylko o systemie brytyjskim, bo właśnie to popiera ruch zmieleni.pl. Bardzo źle oceniam obecny system polityczny Polski, natomiast uważam, że system brytyjski rozwiązując wiele z nich jednocześnie spowodowałby wiele nowych. Dlatego nie jestem zwolennikiem tego rozwiązania. Paradoksalnie w ruchu na rzecz jednomandatowych okręgów wyborczych najbardziej podoba mi się… sam ruch. To co najbardziej wypacza polską politykę to nie taka czy inna ordynacja ale brak zaangażowania obywateli dla dobra wspólnego. Zamiast tego mamy pełno antyrozwojowych grup, które czerpią określone korzyści z takiego czy innego naginania prawa czy doprowadzenia do takiej czy innej decyzji władzy publicznej. Więc sam ruch cieszę się, że jest, cieszę się że powstała spora grupa obywateli zabiegających o zmianę systemu nie dla osobistych korzyści, ale dlatego że po prostu uważają ją za dobrą dla Polski. Natomiast niestety nie mogę się z nimi zgodzić, uważam że po prostu się mylą. Myślę, że poparcie dla JOWów jest oparte na kilku tezach, które nie znajdują potwierdzenia w rzeczywistości.

To znaczy?

Na przykład to, że w takiej ordynacji  politycy mieliby być bardziej zależni od wyborców niż obecnie. Tak byłoby tylko w tych niewielu okręgach, gdzie różnica poparcia między partiami byłaby niewielka. Tam faktycznie politycy staraliby się o glos wyborczy, natomiast w większości okręgów kraju przewaga którejś z opcji byłaby tak duża, że po prostu jeden konkurent by się nie starał bo i tak przegra, a drugi by się nie starał bo i tak wygra. A to oznaczałoby, że wybory kończy nominacja partii, która tak zdecydowanie prowadzi w okręgu. To jest doświadczenie chociażby z Wielkiej Brytanii. Obecnie jak polityk nie dostanie pierwszego, drugiego czy trzeciego miejsca, to nawet z piątego czy z siódmego może się starać o wejście. Zwłaszcza jak lista „bierze” kilka mandatów. „Jedynki” nie przeskoczy, ale może zawalczyć. W JOWie najlepszy nawet kandydat tradycyjnej prawicy w miasteczku Wilanów czy liberalnego centrum na Podkarpaciu byłby z góry skreślony. Tym samym zamiast starać o poparcie wyborców bardziej racjonalną strategią byłoby staranie się o sympatię prezesa, który może przenieść do dobrego okręgu.

Mam wrażenie że w ogóle większość argumentów za JOW-ami to tak naprawdę argumenty przeciw obecnemu systemowi politycznemu. Nad którym łatwo się pastwić, co jednak ani nie znaczy że główną przyczyną jego staniu jest ordynacja wyborcza ani że głównym sposobem jego uzdrowienia jest zmiana ordynacji na większościową. Inna grupa argumentów to tak naprawdę argumenty za większą aktywnością i zaangażowaniem obywateli i tu znów zgoda że to słuszny kierunek tylko nie widzę dlaczego akurat w JOW-ach miałoby nagle magicznie zaistnieć jakieś inne, aktywne obywatelsko, polskie społeczeństwo.

A jaki system byłby według pana lepszy od JOWów i zarazem lepszy od tego co mamy obecnie?

Widziałbym co najmniej dwa takie systemy. Najbardziej podoba mi się system kompensacyjny. Mówiąc w skrócie jest to system oparty na jednomandatowych okręgach, ale z drugim krokiem przeliczenia proporcjonalnego i rozdania w nim pewnej puli mandatów która niweluje jaskrawe niesprawiedliwości etapu JOWów (np. partia o poparciu rzędu 20-25% mogłaby nie mieć żadnych mandatów). Tym samym również kandydaci przegrywający w swoim okręgu jednomandatowym, ale notujący znaczące poparcie, mieliby szansę dostać się do parlamentu. Wówczas żadnego okręgu nie opłacałoby się „odpuszczać” – ani tego z góry przegranego ani z góry wygranego – bo im więcej zdobytych w nich głosów tym większe szanse ugrupowania w owym drugim, proporcjonalnym, kroku rozdziału mandatów. Również kandydat w „złym” okręgu nie byłby zupełnie bez szans. Krótko mówiąc politycy musieliby zabiegać o względy obywateli we wszystkich okręgach, a nie tylko tych wahających się, oraz żadna poważna grupa elektoratu nie zostałaby całkowicie pozbawiona reprezentacji parlamentarnej. 

Drugi system który uważam za lepszy zarówno od obecnego jak i o systemu brytyjskiego to STV czyli single transferable vote. Jest on oparty na dość prostym, personalnym głosowaniu, ale wyborca nie wskazuje jednego kandydata tylko szereguje ich wszystkich od najbardziej do najmniej pożądanego. Tym samym wyborcy, których kandydat pierwszej preferencji odpadł nie „marnują” swojego głosu, ich kolejne wskazania też mają wpływ na ostateczny wynik.

W mojej opinii warto by się zastanowić na tymi dwoma systemami, być może przetestować na którymś szczeblu wyborów samorządowych.

Chciałbym jednak jeszcze raz powtórzyć, że ordynacja wyborcza nie jest jakimś kamieniem filozoficznym. Aktywne świadome i zorganizowane społeczeństwo obywatelskie poradzi sobie nieźle przy każdej ordynacji, nawet obecnej. Natomiast jeżeli nadal pokutować będzie przekonanie, iż „porządny człowiek powinien się trzymać z dala od polityki” to będzie mniej więcej nadal tak jak jest, choćbyśmy ordynację radykalnie zmienili.

Rozmawiał: Arkady Saulski

[FOTO: horala.pl]

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook