Jedynie prawda jest ciekawa

Polityka zwyciężyła nad dobrem rodziny

05.12.2012

"Posługiwanie się argumentem przemocy, żeby wprowadzać genderową definicją płci - to jest bardzo poważne nadużycie" - uważa Ewa Kowalewska, prezes Forum Kobiet Polskich.

Stefczyk.info: Co oznacza wczorajsza decyzja rządu ws. konwencji o zapobieganiu przemocy wobec kobiet? Czy teraz Polska musi już ją bezwzględnie ratyfikować ?

Ewa Kowalewska: Decyzja rządu oznacza propozycję dla parlamentu by ratyfikował europejską konwencję przeciwko przemocy w rodzinie. Aby konwencja została zaakceptowana w pełni, musi być przyjęta przez parlament. I mamy nadzieję, że parlament wysłucha naszych argumentów w przeciwieństwie do pana premiera, który nie chciał się nawet spotkać z przedstawicielami środowisk kobiet katolickich – w tym Forum Kobiet Polskich. Spotykał się tylko z organizacjami feministycznymi.
Tłumaczenia środowisk prorodzinnych, że ta konwencja zawiera zapisy nie do zaakceptowania, które są groźne dla bezpieczeństwa rodzin w Polsce – nie zostały wzięte pod uwagę.

Dlaczego jest niebezpieczna?

Zgodnie z konwencją należy społecznie akceptować zachowania, które od tysięcy lat są uznawane za nieprawidłowe. Jeżeli ktoś chce natomiast chronić przed tym swoje dzieci, to będzie to traktowane jako pewien rodzaj przemocy i dyskryminacji. To jest na prawdę groźne zwłaszcza, że żyjemy w kraju katolickim, w którym pewne normy zachowań są przez większość społeczeństwa przestrzegane.

Jakie konkretne niebezpieczeństwa grożą rodzinom, gdyby ta konwencja została jednak przyjęta?

Konwencja zawiera definicję genderową płci, która oznacza, ni mniej ni więcej, tylko tyle, że nie różnimy się jako mężczyzna i kobieta biologicznie, ale że płeć zależy od naszych zachowań. Czyli możemy sobie płeć dowolnie wybrać.
Skoro tak, to pojawia się postulat, że operacje zmiany płci powinny być finansowane przez państwo, a zachowania homoseksualne muszą być w pełni akceptowane – także w wychowaniu dzieci. A jeśli rodzice powiedzą, że to nie jest dobre, jeśli postanowią, że nie chcą posyłać dzieci na lekcje, gdzie jest mowa o równorzędności zachowań homo i heteroseksualnych, to tacy rodzice mogą zostać oskarżeni o stosowanie przemocy. Takie są konsekwencje tego zapisu.
Gdy wchodziliśmy do Unii Europejskiej gwarantowano nam, że w sprawach moralności, wiary, kultury - nikt nie będzie się wtrącać. To miała być nasza suwerenna sprawa. A w tym momencie zaproponowano nam konwencję, którą większość społeczeństwa, gdy tylko zaczyna rozumieć o co w niej chodzi – jest przerażona.

Mówi Pani, że Forum Kobiet Polskich, zabiegało o spotkanie z premierem. Dlaczego premier was nie przyjął?

Nie dostałyśmy nawet odpowiedzi. Potraktowano nas jakbyśmy nie istniały. Po prostu ktoś przyjął takie założenie, nie wiem dlaczego. Myślę, że pan premier nie do końca rozumie zagrożenia wynikające z tej konwencji.


Tytuł tego dokumentu dla wielu osób może być mylący. Zapobieganie przemocy - to brzmi dobrze...

Zapobieganie przemocy, to poważna sprawa. I zapobiegać jej trzeba. Mamy w Polsce nowe ustawodawstwo wprowadzone w ubiegłym roku, które też było kontrowersyjne i spotykało się różnymi reakcjami , kosztowało nas dużo, żeby je wprowadzić. Ale rząd zapewniał cały czas, że jest ono wystarczające. Warto też pamiętać, że wprowadzenie zapisów konwencji to jest olbrzymi koszt.

Z czym to się wiąże?

Trzeba budować nowe struktury, zapłacić pracownikom, tak jakby to co zostało zrobione w zeszłym roku było niepotrzebne.
Jesteśmy za tym, żeby absolutnie zapobiegać przemocy. Zwłaszcza wobec osób słabszych. Natomiast posługiwanie się argumentem przemocy, żeby wprowadzać tak kontrowersyjne przepisy, które biją w całe społeczeństwo, a już na pewno nie są potrzebne ofiarom przemocy - to jest jakieś bardzo poważne nadużycie. Jeżeli rząd nie chce słuchać naszych argumentów, to to jest zadziwiające.

A jak pani przyjęła decyzję ministra Gowina, który jak się wydawało podzielał część waszych zastrzeżeń, ale ostatecznie opowiedział się za przyjęciem dokumentu?

Jarosław Gowin, jako minister sprawiedliwości słusznie zwracał uwagę, że są tam zapisy, które nie powinny się pojawiać przy takiej tematyce. Ale zwyciężyła kalkulacja polityczna. Widocznie uznano, że wsparcie środowiska feministycznego jest rządowi potrzebne.
Nawet mogę zadać pytanie, czy premier Tusk czuje się na tyle niepewnie, że potrzebuje wsparcia od tego typu ruchów? Tak to niestety wygląda. Po prostu jest to spolityzowanie tematu. I jest to bardzo szkodliwe dla faktycznego zapobiegania przemocy. Dlatego bardzo liczymy na to, że nasi parlamentarzyści jeszcze raz przemyślą ten temat, zapoznają się z naszą argumentacją i uwagami. I nie będę wychodzić przed szereg, żeby Polska jako jeden z pierwszych krajów przyjęła ten kontrowersyjny dokument.
not. ansa
CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook