Jedynie prawda jest ciekawa


Polacy i Ukraińcy mogą żyć razem

25.06.2013

Górowo Iławeckie można uznać za przykład dobrych wzajemnych stosunków między Polakami a Ukraińcami – mówi ksiądz Jan Łajkosz.

Jedni i drudzy posiadają świadomość swojej tożsamości. Obdarowują się wzajemnie szacunkiem – mówi ks. Jan Łajkosz, proboszcz greckokatolickiej parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Górowie Iławeckim.

W położonym na Warmii mieście odbędą się 29 czerwca br. uroczystości związane z obchodami 1025. rocznicy Chrztu Rusi Kijowskiej pod przewodnictwem arcybiskupa większego kijowsko-halickiego Światosława Szewczuka.

Dlaczego właśnie w Górowie Iławeckim, a nie np. w Przemyślu, czy Warszawie odbędą się z udziałem arcybiskupa większego kijowsko-halickiego Światosława Szewczuka jubileuszowe obchody 1025. rocznicy chrztu Rusi Kijowskiej?

Ks. Jan Łajkosz: Po prostu zaprosiliśmy naszego zwierzchnika na obchody 1025. rocznicy chrztu Rusi-Ukrainy i on nasze zaproszenie przyjął. Jubileusz chrztu pięknie łączy się z obchodzonym właśnie Rokiem Wiary. Zresztą obchody jubileuszu chrztu nie maiłby większego sensu, gdyby nie było żywej wiary. Mieliśmy wiele zawirowań w historii Ukrainy i udało nam się zachować wiarę. Weźmy choćby czasy zawiązywania Unii Brzeskiej. Ile i jak wiele toczono wtedy zażartych sporów. Później mieliśmy dwie tragiczne wojny światowe w XX w., dążenie Ukraińców do utworzenia własnej państwowości i czasy komunizmu, które prawie zniweczyły nasze wszelkie nadzieje, w tym tragiczne czasy Wielkiego Głodu, kiedy chciano biologicznie zniszczyć nasz naród. Mimo tych doświadczeń zasiew Słowa Bożego z 988 r. przetrwał i cały czas w nas kiełkuje, a Rok Wiary pozwala nam jeszcze lepiej i głębiej odkryć, czym dla Ukraińców jest chrześcijaństwo.

W organizacji obchodów i udziału arcybiskupa większego kijowsko-halickiego Szewczuka wspiera Księdza cały Kościół greckokatolicki w Polsce...

Wsparli mnie przede wszystkim współbracia w kapłaństwie z mojego dekanatu olsztyńskiego na etapie kreślenia wizji jego wizyty i dziekani sąsiednich dekanatów. Na początku z pewnym dystansem do pomysłu podszedł mój zwierzchnik abp Jan Martyniak, lecz to dzięki jego wsparciu patriarcha przybędzie do Górowa Ił. To metropolita zdecydował o nadaniu wizycie naszego zwierzchnika w Górowie Ił. wymiaru archieparchalnego. Stąd zaangażowanie w to przedsięwzięcie duchowieństwa północnych dekanatów.

Jakie znaczenie będzie miał udział zwierzchnika Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego w waszych obchodach?

Dla mnie udział naszego patriarchy będzie miał znaczenie symboliczne, szczególnie, gdy spojrzymy na nie w kontekście roku 1988, kiedy obchodziliśmy 1000-lecie chrztu Rusi Kijowskiej. Wtedy zebraliśmy się na uroczystościach w Częstochowie mimo, że jako Kościół byliśmy pozbawieni wielu praw. Teraz jesteśmy w pełni autonomicznym Kościołem cieszącym się wolnością i pełnią praw. Dla mnie osobiście lata 80. to były ciężkie czasy. Byłem suspendowanym kapłanem z powodu obowiązującej wówczas interpretacji prawa według którego kapłanom greckokatolickim nie wolno było się żenić, a ja przed święceniami byłem już żonaty. Nie mogłem wykonywać funkcji kapłańskich, co było i jest dla mnie całym moim życiem.

Ale w waszej tradycji można przyjąć święcenia kapłańskie pod warunkiem, ze wcześniej zawrzecie związek małżeński...

W tamtych czasach jednak interpretowano to inaczej. Były naciski, aby do kapłaństwa dopuszczać tylko nieżonatych kandydatów. Ja dojrzewając na drodze do kapłaństwa stwierdziłem, że mogę być kapłanem tylko żonatym. W rodzinie funkcjonował przekaz o duchowieństwie żonatym. Ojciec też świecił przykładem, jak należy służyć Bogu. Był diakiem w Białym Borze, umiłował śpiew i miał dar modlitwy. Jego postawa fascynowała mnie. W klimacie rodziny i duszpasterskiej posługi ks. Stefana Dzubyny zrodziło się i kształtowało moje powołanie. Na tej drodze były różne trudności. Okazały się one przeszkodami hartującymi moje kapłaństwo.

Księdza rodzina to ofiary Akcji Wisła?

Matka i ojciec byli ofiarami Akcji Wisła. Ojciec pochodzi z Hołuczkowa koło Sanoka a mama z Dzikowa Starego koło Lubaczowa. Ojciec całkowicie niewinnie trafił do komunistycznego obozu pracy w Jaworznie z którego wyszedł ledwo żywy. Nigdy nie chciał o tym mówić. Dzisiaj rozumiem dlaczego nie wspominał tamtego czasu. Zwyczajnie ze strachu. Podobnie jak wiele ofiar Akcji Wisła był pilnowany i obserwowany przez służbę bezpieczeństwa. Gdy zapytałem go kiedyś o pobyt w obozie to lakonicznie odpowiedział: "Co ci będę opowiadał, że mnie bili i głodzili". Po wyjściu trafił do Bielicy, miejscowości pod Szczecinkiem i tam poznał moją mamę. Przez długi czas rodzice marzyli o powrocie w rodzinne strony. O domu, w którym mieszkali nigdy nie mówili, że jest to ich dom rodzinny. Ich rodzinne gniazdo było w Hołuczkowie i Dzikowie. Kiedy ojciec pojechał w 1963 r. w rodzinne strony po powrocie powiedział: "Nie ma już mojego Hołuczkowa". Bo tam nie było już jego cerkwi chociaż świątynia stała, nie było całego środowiska, które stanowiło o tożsamości jego Hołuczkowa. Po tym zaakceptował nowe miejsce zamieszkania. Szczególnie cieszyło go to, że w oddalonym o kilkanaście kilometrów Białym Borze była greckokatolicka cerkiew.

Jak dużą wspólnotę stanowicie w Górowie Iławeckim?

Mamy parafian regularnie praktykujących i takich od święta. Co niedziela w dwóch liturgiach uczestniczy ok. 200 osób, a w święta ok. 600. Całkowitą liczbę wiernych oceniam na ok. 1 tys. Na całej Warmii i Mazurach żyje ok. 30 tys. grekokatolików. Po Akcji Wisła wysiedlono w te strony ok. 56 tys. osób. Oprócz naszej w Górowie mamy parafię rzymskokatolicką. Co warte podkreślenia parafianie obu Kościołów bardzo dobrze ze sobą żyją. Mamy zdrowe, partnerskie relacje. Jako proboszczowie często odwiedzamy się. Niedawno wspólnie uczestniczyliśmy w Dniach Rodziny z udziałem abp Wojciecha Ziemby, metropolity warmińskiego. Z okazji Dni Górowa odprawiamy mszę św. w intencji miasta i jego mieszkańców, jednego roku w naszej cerkwi a następnego w kościele rzymskokatolickim.

Jaki jest duchowy wymiar wizyty waszego zwierzchnika i obchodów jubileuszu?

Powracając do wizyty naszego patriarchy to wcześniej mi się nie śniło, że będę ją kiedyś organizował w swojej parafii. Uroczystości jubileuszowe mają znaczenie nie tylko dla naszej wspólnoty, ale jak już mówiłem dla całej archidiecezji. Zbierzemy się wokół swojego zwierzchnika, którego uważamy za swego "ojca". Będzie to miało dla nas wielkie duchowe znaczenie, że będziemy mogli być koło niego, poczuć jego bliskość i ciepło. Oczekujemy od wizyty mocnego duchowego bodźca, tym bardziej, że wizyta wypada w czasie uroczystości Zesłania Ducha Świętego. Bóg zsyła nam naszego duchowego przywódcę znad Dniepru, gdzie dokonał się chrzest Rusi Kijowskiej. Przez wizytę Bóg chce nam coś przekazać. Teraz trudno mi powiedzieć co, ale na pewno będzie to tchnienie życia i Ducha Świętego dla naszej parafii i całego Kościoła. Od pewnego czasu trzy razy w tygodniu parafianie zbierają się i przygotowują modlitewnie do tego wydarzenia. Patrzę na nich i widzę z jakim zaangażowaniem przygotowują się do uroczystości robiąc to wszystko na chwałę Boga. Jestem przekonany, że owoce wizyty naszego patriarchy będą obfite.

Wizyta abp Szewczuka wpisuje się także w kontekst upamiętnienia 70. rocznicy zbrodni wołyńskiej i pojednania polsko-ukraińskiego,. Czy można oczekiwać po niej jakiegoś przełomu w relacjach między naszymi narodami?

Przypomnijmy, że uroczystości w Górowie Iławeckim poświęcone będą przede wszystkim obchodom 1025-lecia chrztu Rusi Kijowskiej. Zgodnie z życzeniem nas wszystkich wizyta ma także charakter oficjalny. Zwierzchnik naszego Kościoła spotka się z prezydentem RP, marszałkami Sejmu i Senatu. Dobrze, że zbiega się ona również z 70. rocznicą zbrodni wołyńskiej, gdyż wskaże ona na kroki, które podjęliśmy w kierunku pojednania naszych narodów oraz rzuci nowe ewangeliczne światło na to tragiczne wydarzenie. Myślę, że Polacy i Ukraińcy przestaną się licytować, kto bardziej jest winny, a raczej spojrzą na wspólną, trudną i tragiczną przeszłość przez pryzmat Ewangelii - Dobrej Nowiny, która wyzwala z objęć zła. Nam wszystkim jest potrzebne to wyzwolenie. Oby wizyta przyczyniła się do otwarcia oczu całemu społeczeństwu, politykom, mediom, abyśmy mogli w końcu patrzeć na siebie w perspektywie Jezusa Chrystusa i Ewangelii.

Wydaje mi się, że za mało mówimy o tym co nas łączy. Chyba parafia i miasteczko Księdza jest przykładem wzajemnego szacunku i tolerancji między Polakami i Ukraińcami...

Rzeczywiście. Nasze miasto można uznać jako przykład dobrych wzajemnych stosunków między Polakami i Ukraińcami. Jedni i drudzy posiadają świadomość swojej tożsamości. Obdarowują się wzajemnie szacunkiem. Każdy świętuj swoje święta. Zachowuje swoje tradycje. Np.: w święta Bożego Narodzenia Polacy dzielą się opłatkiem a Ukraińcy prosforą. Wszyscy uczestniczą w życiu naszego miasta. Przykładem wzajemnych relacji mogą być coroczne Dni Górowa Ił. Poprzedza je Msza Św. odprawiana na przemian raz w kościele a raz w cerkwi. Mieszkańcy nie dzielą się pod względem narodowym czy wyznaniowy. Dbają wspólnie o przyszłość swojego miasta z którym się utożsamiają. My kapłani bierzemy udział w uroczystościach religijnych odbywających się w naszych świątyniach. Wspólnie uczestniczymy w przedsięwzięciach kulturalnych organizowanych przez różne podmioty naszego miasta (szkoły, Urząd Miasta i Urząd Gminy, Szpital, Domy Kultury, Barkę ). Nikt się nie dziwi, że grekokatolicy rozmawiają ze sobą po ukraińsku. Na ulicy pozdrawiają się w swoim języku. Nasze relacje są na prawdę budujące.

Jak i w czym żona wspomaga Księdza?

Z żoną Mirosławą poznaliśmy się na Słowacji po pierwszym roku mojego seminarium duchownego w Lublinie. Mamy pięcioro dzieci: Olę, Borysa, Ulanę, Romana i Lubę. Żona cały czas pracuje. Żebym mógł być księdzem musi ktoś pracować. Mając na względzie dobro parafii wyraźnie rozdzieliliśmy nasze funkcje. Jednak żona żyje życiem parafii i wspiera mnie w mojej pracy. Ukończyła filologię ukraińską i jest nauczycielką. W Górowie działa gimnazjum i liceum ogólnokształcące z wykładowym językiem ukraińskim. Uczęszcza do nich ok. 160 uczniów. Pracując w szkole żona jest blisko ludzi i świetnie dostrzega ich troski i problemy. Ponadto dużo czasu poświęca dzieciom w domu. Kochamy się i darzymy całkowitym zaufaniem.

Jak wygląda sytuacja parafian Księdza?

Sytuacja materialna parafian jest podobna do sytuacji każdego mieszkańca prowincjonalnego miasteczka w Polsce. Niestety nie ma tu dużego rynku pracy. Zatrudnienie dają głównie jednostki budżetowe: szkoły, urzędy Miasta i Gminy, szpital, zakład karny, straż graniczna. Miasto starzeje się. Młodzież wyjeżdża w poszukiwaniu pracy. Kto ma pracę zostaje, a kto nie to ucieka.

Na ile młodzież angażuje się w życie parafii?

Na terenie mojej parafii znajduje się Zespół Szkół z ukraińskim językiem nauczania i to on jest miejscem dużej aktywności młodzieży. Muszę pochwalić moich młodych parafian. Wielu chłopców do matury służy jako ministranci, a nawet będąc studentami, gdy przyjeżdżają do domu, to przychodzą i pomagają w liturgii. Świadczy to, że młodzi ludzie dobrze się czują w cerkwi. Mamy też powołania kapłańskie. Z parafii wyszło 3 kapłanów. Obecnie mamy kleryka na czwartym roku studiów. Młodzież włącza się we wszystkie przedsięwzięcia organizowane w parafii. Chętnie bierze udział w pielgrzymkach i wycieczkach. Aktywnie uczestniczy w rekolekcjach wielkopostnych. Wielu z młodych ludzi wyjeżdża na letnie obozy wypoczynkowe w góry organizowane przez Bractwo "Sarepty" w Komańczy i Nowicy.

Jak ocenia Ksiądz religijność parafian?

Na religijność moich parafian i nie tylko, ale mieszkańców Warmii i Mazur, trzeba spojrzeć przez pryzmat ich przesiedlenia. Nie ma tu ludzi mieszkających z dziada pradziada. Wszyscy skądś przybyli. I Polacy i Ukraińcy. Gdy w 2007r. przygotowywałem parafię do jej 50-lecia, okazało się że składa się ona z ludzi przesiedlonych w wyniku akcji Wisła z 97 miejscowości z wschodniej i południowej Polski. Świadczy to o tym, że byli kształtowani przez różne środowiska, co niewątpliwie miało wpływ na ich religijność. Potrzeba było wielu lat aby z tej różnorodnej masy ukształtować nową parafialna rodzinę. I ten proces nadal trwa. Gdy o tym wspomniałem ks. kanonikowi Józefowi Gawrylczykowi – proboszczowi parafii rzymskokatolickiej, on tylko stwierdził, że w jego parafii odbywa się podobny proces. Bardzo ważnym momentem dla moich parafian było rok 1981. Mój poprzednik ks. Julian Gbur pozyskał od władz miasta zrujnowany poewangelicki kościół. Własna świątynia sprzyjała integracji parafialnej wspólnoty. Przez 25 lat modliliśmy się w kościele rzymskokatolickim. Byliśmy tam gośćmi i taka koegzystencja była niekiedy uciążliwa. Otrzymaliśmy świątynię całkowicie ograbioną i w ruinie. Jej odbudowa niezwykle scaliła naszych parafian. Zaczęli mówić z dumą: "Nasza cerkwa, nasz Dim Boży". Obecnie możemy już mówić o mocno ugruntowanej religijności greckokatolickiej wśród mieszkańców Górowa.

Kościół został odbudowany rękami parafian?

Oczywiście. Nie tylko rękoma ale i dzięki ich ofiarności. Ja miałem możliwość doświadczyć ich zaangażowania i ofiarności, gdy w pierwszej dekadzie XXI wieku prowadziłem remont dachu i konserwację XVII – wiecznego stropu. Moi parafianie wykazywali ogromną aktywność. Do budowy rusztowania dla prac konserwatorskich przychodziło po 25-30 mężczyzn na jedną zmianę. Podobnie było przy remoncie plebani. Parafianie są bardzo aktywni i ofiarni.

Jaka jest historia pięknego ikonostasu w waszej cerkwi autorstwa Jerzego Nowosielskiego?

Wiele na ten temat mówi wydana niedawno książka pt. "Światło Wschodu w przestrzeni gotyku". Jest to zbiór referatów z sympozjum jakie odbyło się w ubiegłym roku. Jednym z inicjatorów aby zaprosić Jerzego Nowosielskiego do wykonania ikonostasu był inż. Bogdan Boberski z Warszawy. Znał dobrze Nowosielskiego. Ponadto na pewno pewien wpływ miał na to mój poprzednik ks. Julian Gbur, który jako wikariusz pracował w Krakowie. Tam w kaplicy św. Katarzyny Nowosielski namalował ikonostas i stamtąd się znali. Oni byli sprawcami tego, że Nowosielski został zaproszony, aby zagospodarować przestrzeń gotyckiego poewangelickiego kościoła dla potrzeb wschodniej liturgii. Takim to sposobem Nowosielski trafił do Górowa. Dzisiaj na nowo odkrywamy i podziwiamy ikony Nowosielskiego. Zauważam to również wśród parafian. Aktywnie włączają się w organizowane przedsięwzięcia. W spektaklu z okazji pierwszej rocznicy śmierci malarza wzięło udział bardzo wiele osób. Podobnie było z naukowym sympozjum. To świadczy to o tym, że w ludziach zrodziło się pragnienie głębszego odczytania tych malowideł, poznania języka ikony, który pozwala wejść w relację duchową z Bogiem. Pokazało to też, że współczesny człowiek, zmęczony codziennym przekazem medialnym, potrzebuje głębi i Boga.

Czego Ksiądz pragnie jeszcze dla siebie i dla swoich parafian?

Mógłbym rzec, że posiadam to co niezbędne w sferze ducha i ciała. Lecz tęsknota za doskonałością jest inspirująca. Nadal będę się zmagał w budowaniu parafii jako wspólnoty ludzi, dla których fundamentem życia i ich drogą jest Chrystus. Aby przychodzili do cerkwi nie dlatego, że tak każe tradycja, ale dlatego, że tu jest żywy Bóg. Mam nadzieję, że wizyta naszego patriarchy pozwoli nam odkryć na nowo poczucie wspólnoty zrodzonej z ducha Włodzimierzowego chrztu. Liturgiczne wizyta wypada w okresie, gdy nasz Kościół świętuje uroczystość Zesłania Ducha Świętego. Tego dnia rodził się Kościół. Pragnę, aby moja parafia na nowo się odrodzi a ludzie odczują większą potrzebę budowy wspólnoty i więzi z Bogiem.

Rozmawiał Krzysztof Tomasik

KAI, lz

[fot: CCWikimedia]

Warto poczytać

  1. dawid-winiarski-22072018 22.07.2018

    Cudowne uzdrowienie czy symulacja? Co tak naprawdę się stało nowemu męczennikowi opozycji

    Ostatnie posiedzenie Sejmu wzbudziło spore zainteresowanie opinii publicznej

  2. sleeping-giants-18072018 18.07.2018

    Zastraszali firmy bo chcieli zniszczyć prawicowe media. Działalność lewicowej grupy została zdemaskowana

    Prawicowy portal Daily Caller ujawnił tożsamość założyciela organizacji Sleeping Giants, zajmującej się zastraszaniem firm zamieszczających reklamy w prawicowych mediach. Okazało się, że jej założyciel, Matt Rivitz, sam jest pracownikiem przemysłu reklamowego

  3. 1270SZTUCZNEMIESKO 18.07.2018

    Zgroza. Już za kilka lat w restauracjach będziemy jeść sztuczne mięso

    Świat stanął na głowie. Choć tę tendencję obserwujemy na wielu płaszczyznach, to jednak ostatnie dokonania holenderskich naukowców napawają nas przerażeniem. Tamtejsza spółka zaprezentowała pierwszego hamburgera, do którego mięso wyprodukowano w laboratorium

  4. 1270lenin12 17.07.2018

    Rosyjski zbrodniarz twarzą reklamy polskiej firmy. Przesadzili

    Lenin, to wbrew komunistycznej propagandzie, jeden z najkrwawszych dyktatorów ubiegłego stulecia.

  5. stop-pedofilii-14072018 14.07.2018

    Czy to krok w celu akceptacji pedofilii? Amerykańska strona internetowa chce zmiany słowa "pedofil" bo jest obraźliwie

    Thepreventionproject.org to strona internetowa o charakterze profilaktycznym, która zajmuje się badaniem oraz pomocą osobom, które posiadają skłonności pedofilskie

  6. 1270tuseksmieszek 13.07.2018

    Tusk wyśmiany przez amerykańskich dziennikarzy. Mocny komentarz Antoniego Macierewicza

    Donald Tusk chyba nie zdaje sobie sprawy z faktu, że w Europie niewielu traktuje go poważnie. Choć wielokrotnie dano mu to odczuć, on niezrażony stara się pokazac, że jest politykiem „z pierwszej ligi”. Próbował to udowodnić, pouczając Donalda Trumpa

  7. walesa02022018 09.07.2018

    Czy to atak sztabu wyborczego PO? Przychylne dla Jarosława Wałęsy komentarze pochodzą z tego samego komputera

    Zobacz zdjęcie z komentarzami dla Jarosława Wałęsy

  8. 1270prezydentandrzejwolyn 09.07.2018

    Prezydent oddający hołd wymordowanym Polakom? Dla lewactwa to powód do śmiechu!

    Trudno o większe zezwierzęcenie, niż wyśmiewanie się z osoby, która oddaje hołd ofiarom ludobójstwa. Jednak to, co dla przyzwoitych ludzi jest niedopuszczalne, dla wielu, wychowanych na publicystyce wiadomej gazety, jest rzeczą naturalną

CS157fotoMINI

Czas Stefczyka 157/2018

PDF (9,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook