Jedynie prawda jest ciekawa

Zybertowicz: kto koordynuje tajne służby?

23.11.2011

Zgodnie z planem Platformy Obywatelskiej Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji zostało podzielone (na razie na papierze) na resorty spraw wewnętrznych oraz administracji i cyfryzacji. Sprawami wewnętrznymi będzie zajmował się Jacek Cichocki. To od niego będą od dziś zależały sprawy bezpieczeństwa i porządku publicznego. Szczegóły oraz wynikające z nich skutki tej decyzji są na razie niejasne. Wiadomo jednak, że reorganizacja rodzi zagrożenie dla administracji państwa oraz jego obywateli.

Zdaniem profesora Andrzej Zybertowicza, przy okazji reorganizacji ministerstwa zawsze powstaje ryzyko. - Każda reorganizacja wiąże się z kosztami dla Skarbu Państwa, a z korzyściami dla różnych grup interesów. To nowe pieniądze związane z produkcją tabliczek, zmianą adresów, stronami internetowymi, nowymi zamówieniami publicznymi nowego wyposażenia, szkolenia kadr itd. Można by policzyć, ile pieniędzy podmioty obsługujące administrację publiczną w zakresie logistycznym uzyskają dzięki tej decyzji – zaznacza socjolog w rozmowie z portalem Stefczyk.info.

Dodaje, że w perspektywie długofalowej może to nie mieć większego znaczenia, ale czasem robi się reorganizację tylko po to, żeby ktoś zarobił lub też, aby łatwiej pozbyć się konkretnych ludzi. W grę wchodzą etaty pracowników Służby Cywilnej, a reorganizacja daje większe możliwości manewru kadrowego – wskazuje profesor.

Nasz rozmówca podkreśla, że MSW trafiło obecnie do mało doświadczonego człowieka. - Donald Tusk dał ważny resort Jackowi Cichockiemu, młodemu człowiekowi, który nie ma wielkiego doświadczenia, samodzielnej pozycji politycznej i jest w pełni uzależniony od premiera. Jednocześnie jednak zmniejszył jego zakres kompetencji, dzieląc ministerstwo na dwa. Uznał zapewne, że w rękach doświadczonego gracza, jakim jest Michał Boni, całe MSWiA byłoby zbyt potężnym narzędziem – mówi Zybertowicz.

Przy okazji informacji o podziale MSWiA „Dziennik Gazeta Prawna” podał, że rząd chce przenieść funkcję nadzoru nad służbami specjalnymi z rąk premiera i do szefa MSW. W internecie pojawiły się również informacje, że podobne kroki miałyby dotyczyć służb wojskowych. Zdaniem prof. Andrzeja Zybertowicza, jeśli te wiadomości okazałyby się prawdą, to rodziłoby to znacznie poważniejsze skutki podziału MSWiA niż aspekty wskazane wcześniej.

Premier Donald Tusk w poprzedniej kadencji Sejmu powtarzał kilka razy, że służbami się nie interesuje. Po kilku miesiącach minister koordynator służb specjalnych Paweł Graś z niewyjaśnionych dotąd powodów został odwołany. W jego miejsce w skład rządu wszedł Jacek Cichocki, który został tylko sekretarzem kolegium ds. służb specjalnych. Rząd przez całą kadencję zachowywał się, jakby służby były mało znaczącym obszarem działalności, którym interesować się nie ma po co. Profesor Zybertowicz wskazuje, że wydarzenia z ostatnich lat rodzą pytanie, kto dziś w ogóle nadzoruje i koordynuje tajne służby. Wiele wskazuje na to, że występuje tu próżnia regulacyjna. Premier nie ma na to czasu, a za rządów PO nie ma ministra koordynatora służb posiadającego istotne uprawnienia w tym zakresie – tłumaczy socjolog.

Jego zdaniem wydaje się, że „najmocniejszą pozycję kadrową w systemie służb ma Krzysztof Bondaryk, szef ABW”. - Trzeba poczekać, by zorientować się, czy obecna „reforma” będzie miała jakiś wpływ na jego pozycję. To może okazać się punktem ciężkości w całej sprawie” – kwituje nasz rozmówca.

saż

[fot. PAP/Paweł Supernak]

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook