Jedynie prawda jest ciekawa

Płużański: Szwagrzyk zrobił swoje i może odejść

11.07.2014

„Wczorajszą hucpę trzeba traktować jednoznacznie. Wszystko odbyło się na wniosek samego IPN” - mówi o przerwaniu prac IPN historyk, publicysta Tadeusz Płużański.

Stefczyk.info: Wczoraj doszło do zaskakującej sytuacji na warszawskim Służewie. Na miejsce prac ekshumacyjnych IPN weszła policja i zabezpieczyła miejsce. A dziś rzecznik IPN informuje, że 10 lipca badania się skończyły. Czy wykonano już wszystko, co zamierzał zrobić Instytut?

Tadeusz Płużański: Można powiedzieć, że rzecznik IPN powiedział prawdę. Faktycznie te prace zostały zakończone. Tyle tylko, że one zostały po prostu przerwane, na skutek zewnętrznej interwencji. Te badania miały trwać do 11 lipca, ale wczoraj przyjechała na miejsce policja i prokurator, Prokuratury Warszawa-Mokotów i oświadczył, że teraz to on prowadzi śledztwo.

Jak to? A co z ekipą IPN i prof. Szwagrzykiem?

To już nie ekipa Szwagrzyka ma się tym zajmować. Do tej pory zawsze była stosowana procedura, że od początku do końca Szwagrzyk zajmuje się tymi pracami. On jako jedyna osoba w Polsce się tym zajmuje, prowadzi ekshumacje w całym kraju. I robi to od A do Z, od ustalenia miejsca prac i badań georadarowych, po ogłoszenie nazwisk naszych bohaterów. W tym momencie jednak ktoś wymyślił, że dalej już tak nie będzie, że Szwagrzyk zrobił swoje i może odejść. Wczorajszą hucpę trzeba traktować jednoznacznie – to jest pozbawienie tej sprawy prof. Szwagrzyka i przejęcie tych czynności przez prokuraturę powszechną.

Komu na tym zależało? Kto za tym stoi?

Wszystko odbyło się na wniosek samego IPN. Tak wynika z wypowiedzi zarówno prokuratorów, jak i przedstawicieli Instytutu. Prokurator Gabrel przyznał, że to odbyło się na jego osobisty wniosek. IPN sam sobie odbiera sprawę, którą prowadził. Co szczególnie dziwne ta sprawa była przedstawiana przez ostatnie lata, również przez prezesa Kamińskiego, jako priorytetowa. Mówiono, że IPN odszukuje miejsca zamordowania naszych bohaterów, przywraca imiona i nazwiska ofiarom. Tym się chwalono wszędzie.

Teraz pokazują co innego.

Rzeczywiście mamy sytuację dokładnie odwrotną. Uznano, że IPN nie będzie się dalej tym zajmował, że czas ukręcił sprawie łeb, przekazując te czynności do zupełnie nowego podmiotu, który nigdy wcześniej się tym nie zajmował. Mowa o prokuraturze cywilnej.

To musi się skończyć problemami dla tych czynności?

Dla mnie sprawa jest zupełnie jasna. Oficjalnie mowa, że prokuratura ma pomóc. Ale wcześniej nie trzeba było pomagać. Wcześniej Szwagrzyk robił wszystko od początku do końca. IPN chce odsunąć go od tych prac, a jeśli do tego dojdzie, to położą cały projekt. To jest jedyna osoba, która się tym zajmuje w Polsce. To może skutkować tym, że nie będzie dalszych ekshumacji Żołnierzy Wyklętych, ani na Służewiu, ani na Łączce, czy w innych miejscach Polski. Ta sprawa została politycznie załatwiona.

Dlaczego IPN miałby iść taką drogą? To przecież byłoby dla niego kompromitujące?

Gdybyśmy u steru władzy mieli inne osoby, gdyby żył prezydent Lech Kaczyński, gdyby żył prezes Janusz Kurtyka do takiej hańby nie doszłoby. Oni zrobiliby wszystko, nawet wbrew naciskom w tej sprawie, by te prace się odbyły. Dziś jednak niestety mamy innych ludzi u steru władzy. Kto inny jest prezydentem, kto inny szefem IPN. Mamy również pewien układ władzy w Instytucie. Kiedyś rządził prezes, a kolegium było ciałem doradczym. Dziś jest prezes, ale rządzi Rada. Wystarczy przeczytać co obecnie mówi prof. Andrzej Friszke, żeby zorientować się o co tu chodzi.

O jakich wypowiedziach Pan mówi?

Prof. Friszke miał ostatnio dwie bardzo symptomatyczne wypowiedzi. W TVN odnosząc się do sprawy Łączki mówił, że to strasznie trudna sprawa, w której mogą wystąpić komplikacje prawne, bo będą konieczne zgody rodzin osób pochowanych nad dołami śmierci, żeby robić dalsze ekshumacje. To się rzeczywiście stało, te prace zostały zablokowane. Zapewne z dołów śmierci na Łączce nie uda się wydobyć już nikogo. Wczoraj z kolej Friszke powiedział coś równie „ciekawego”. Komentując sprawę Służewia powiedział, że bardzo dobrze, że weszła tam policja, ponieważ nie może być tak, że ktoś sobie wchodzi na cmentarz i „wykonuje jakieś wykopki”.

Jakieś wykopki?

Właśnie... Wydaje się, że prof. Friszke odkrył karty tej akcji. Chodzi o to, że Szwagrzyk jest osobą, która wedle Friszkego, wchodzi sobie jako prywatna osoba gdzieś i robi „jakieś wykopki”. To nie są już ekshumacje, ale wykopki. Poznaliśmy stosunek bardzo ważnej osoby w IPN do tego, co się dzieje. Wiemy dlaczego stało się to, co się stało.

Rozmawiał Stanisław Żaryn
[Fot. M. Czutko/wPolityce.pl]

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook