Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Płużański: Merkel nas lekceważy, to efekt polityki „na kolanach”

22.08.2014

Dlaczego Polska nie uczestniczy w ważnych rozmowach o przyszłości Ukrainy.

Stefczyk.info: Donald Tusk i Radosław Sikorski wmawiali nam od dawna, że Niemcy są naszymi sojusznikami w Europie. Tymczasem sytuacja na Ukrainie obnażyła naszą słabość. Jak to możliwe, że nie ma nas teraz przy naszych „sojusznikach” kiedy zapadają najważniejsze decyzja ws. Ukrainy?

Tadeusz M. Płużański, szef opinii "Super Ekspresu":
Dopiero teraz dokładnie widać, jakie skutki przynosi polityka Tuska i Sikorskiego oparta na propagandzie sukcesu. Politycy rządzący przedstawiali Polskę jako mocarstwo, które ma wspaniałe kontakty ze wszystkimi sąsiadami i to było sączone praktycznie od początku siedmioletnich już rządów PO. Tę rzekomo umiejętną, spokojna i rzeczową politykę zagraniczną przeciwstawiano oczywiście polityce Kaczyńskich, którą przedstawiano jako bezproduktywne machanie szabelką. To miało nam tylko zrażać sąsiadów.

Co wyszło z tej sytuacji teraz w obliczu konfliktu na Ukrainie?

W obliczu wojny, nazywajmy rzeczy po imieniu, okazało się, że Polska nie jest żadnym mocarstwem, ani nawet żadnym głównym graczem na arenie światowej, ani nawet w naszym regionie. Teraz jesteśmy całkowicie pomijani, Radek Sikorski mógł jeździć na Ukrainę, kiedy tam wojny jeszcze nie było. To był taki ostatni moment, kiedy przedstawiano politykę szefa MSZ jako pasmo sukcesów, a efektem tego miała być właśnie ta wizyta. Wtedy wspólnie z ministrem spraw zagranicznych Niemiec podpisano tą absurdalną umowę z pakującym się już Janukowyczem, on za chwile wyjechał z kraju.

Czy to był ostatni moment, kiedy polskie MSZ mogło sprawiać wrażenie, że coś znaczymy?

No tak, bo wtedy konflikt zaczął narastać, zaczęła się wręcz wojna i w obliczu narastającego niebezpieczeństwa okazało się, że wszyscy nas raczej ignorują. I skończyło się tym, że przestaliśmy być dopuszczani do gremium decyzyjnego. Padła całkowicie tuskowa propaganda, że przyjaźnimy się z Angelą Merkel, że wystarczy nam do tego tylko wymiana gestów, a nie realna polityka zagraniczna. No i okazało się właśnie, jakimi my jesteśmy partnerami dla Niemiec. Merkel może Tuskowi przyczepiać wszelakie medale, ale kompletnie nic z tego nie wynika. To są puste gesty, Niemcy nas po prostu wykorzystali do swojej polityki. A jeśli tak jest, jesli sytuacja wygląda zupełnie inaczej niż przedstawili nam to Tusk i Sikorski, to należy to nazwać wprost - ich klęską.

Czy można było tego uniknąć? Jak powinna być prowadzona nasza polityka zagraniczna?

Pewnie można było tego uniknąć, tylko pytanie jest, czy ta niepoważna ekipa była w stanie to zrobić. Oni nie radzą sobie zarówno w sprawach wewnętrznych, jak i zewnętrznych, więc trudno od nich tego oczekiwać. Odpowiadając na pytanie, na pewno można było tego uniknąć, gdyby rządziła inna ekipa.

Sprawianie pozorów w kraju to jedno, ale czego zabrakło w realnych kontaktach z Angelą Merkel, aby Niemcy traktowały nas po partnersku?

Ekipa Tuska i Sikorskiego prowadziła wobec Niemiec politykę na kolanach, teraz mamy tego efekty. Właściwie nawet nie powinno nas to dziwić. Niestety, w tej konstelacji politycznej nie widzę szans na poprawę tej sytuacji.

Może mógłby pomóc prezydent Komorowski?

Pałac prezydencki grał, niestety w tę samą propagandową grę. Sikorski przekonywał, że Polska jest bezpieczna, a prezydent Komorowski to powtarzał. Że nic nam nie grozi, mamy wspaniałych sąsiadów, powinniśmy być spokojni i szczęśliwi. Zatem Komorowski jest kolejnym człowiekiem na scenie politycznej, którego polityka poniosła całkowitą klęskę. Ani słowa prezydenta, ani ministra Kozieja się nie sprawdziły, nie jesteśmy bezpieczni.

Może byłoby inaczej, gdyby rząd zajął się robieniem polityki a nie ustawicznym krytykowaniem opozycji?

Warto w tym momencie przypomnieć wizytę Jarosława Kaczyńskiego w Kijowie. To była realna próba wpłynięcia na sytuację, właśnie w tym momencie. Realna polityczna pomoc naszemu wschodniemu sąsiadowi. Tą wizyta Kaczyński spowodował popłoch wśród polityków PO. Wtedy oni zaatakowali, że to są jakieś wygłupy i że nic z tego nie wynika. A właśnie, że wynikało. W ważnym momencie polski polityk tam się zjawił. I tego właśnie oczekiwałbym bardziej od polityka partii rządzącej. Żeby w najważniejszych momentach Polska była tam reprezentowana, a naszych rządzących stać było tylko na krytykowanie Kaczyńskiego i dyskredytowanie tej wizyty. Sami wiele nie zrobili. A to przecież oni rządzą, a nie opozycja.

Rozmawiał Marcin Wikło

fot. PAP/EPA
CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook