Jedynie prawda jest ciekawa

Płużański: Strzelecka 8. Historia uratowana

14.01.2017

"Schodziliśmy do zwykłej piwnicy, a znajdowaliśmy się w miejscu, w którym mordowano polskich patriotów".

"Królowo Korony Polskiej, módl się za nami", "My z Bogiem, Bóg z nami", "Śmierć naszym wybawieniem". Obok tych napisów wydrapane nazwiska, daty, kreski odmierzające czas pobytu, klepsydry. Tak wyglądają ściany piwnic kamienicy przy ul. Strzeleckiej 8 na warszawskiej starej Pradze – pisze w „Super Expressie” Tadeusz Płużański.

Publicysta przytacza słowa historyka Jacka Pawłowicza, który oprowadzał młodzież po katowni NKWD i UB przy ul. Strzeleckiej 8 w Warszawie.

"Schodziliśmy do zwykłej piwnicy, a znajdowaliśmy się w miejscu, w którym mordowano polskich patriotów" - dr Jacek Pawłowicz w ramach projektu "Cienie ze Strzeleckiej" oprowadzał tu młodzież gimnazjalną. - "To było dla nich porażające” - cytuje Płużański.

„Miejsce to, w którym w latach 1944-1945 mieściła się katownia NKWD (a także kwatera główna oberoprawcy gen. Iwana Sierowa), a później UB, spłynęło krwią setek, a może i tysięcy aresztowanych. Bo na Strzelecką (wówczas Środkową) "wyzwoliciele" zwozili akowców z całej tzw. Polski lubelskiej. Wielu Żołnierzy Wyklętych/Niezłomnych nie przeżyło brutalnego śledztwa. Wielu zamordowano metodą katyńską - strzałem w tył głowy. Bez sądu, na podstawie decyzji sowieckiego oficera” - przypomina historię komunistycznej katowni publicysta.

"W Warszawie na Strzeleckiej codziennie od trzech tygodni dokonywane są egzekucje na członkach AK. O godzinie 3.00, 4.00 rano wiesza się siedmiu, ośmiu skazańców. Niezależnie od tego tyluż więźniów rozstrzeliwuje się w piwnicach. Przed śmiercią stosowane są najpotworniejsze tortury. Wyrok wykonuje osobiście Żyd - Falkenstein - cywilny funkcjonariusz NKWD" - czytamy w meldunku wywiadu Oddziału Centralnego Delegatury Sił Zbrojnych.

"Wyzwoliciele" wybrali to miejsce, bo było tuż obok linii frontu i innych sowieckich instytucji, a także miało grube mury. Mimo to mieszkańcy sąsiednich domów słyszeli przeraźliwe jęki oraz odgłosy salw. "Przesłuchiwano więźniów tylko nocą. Nastawiali wtedy radio najgłośniej, jak się dało, by zagłuszyć krzyki męczonych ludzi" - wspominał Jerzy Skorupiński, "Bem", żołnierz NSZ.

"Przez ponad pół wieku napisy w piwnicach nie przeszkadzały mieszkańcom tej kamienicy. Nie przeszkadzały, bo w tych samych pokojach na piętrach, w których ubecy bili metalowymi prętami, przypalali papierosami, wyrywali paznokcie, potem wraz z rodzinami sami zamieszkali. Szczególna wrażliwość. Piwnice przerobili na komórki lokatorskie i trzymali tu stare meble, przetwory, ziemniaki, często śmieci. Napisów na ścianach nie zniszczyli nawet w III RP. Wiedzieli, że nie są groźne, bo oni i tak pozostaną bezkarni. Wiedzieli, że komunizm w Polsce nie zostanie osądzony i że nie przyjdzie tu żaden prokurator i nie spyta: co pan tu robił? Myśleli też, że nikt nie upomni się o to miejsce. Jeszcze w latach 70. robotnicy odkopali na dziedzińcu ludzkie kości. Ale ktoś z góry kazał przysypać je ziemią i zalać betonem” - pisze Płużański.

"A jaki jest finał tej historii? O Strzelecką 8 upominało się przez ostatnie lata Stowarzyszenie Kolekcjonerzy Czasu, a teraz IPN poinformował, że wystąpił do Ministerstwa Finansów z wnioskiem o dotację na wykupienie zabytkowych piwnic" - podsumowuje. 

[fot. ipn.gov.pl]

"Super Express"/ems

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook