Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

„Platforma może się uratować tylko bez Tuska”

18.08.2014

Prof. Krasnodębski o sytuacji w PO i swoim starcie w wyborach prezydenckich: „To fantastyka”.

Stefczyk.info: - Roman Giertych zaproponował niewielkie przesunięcie wyborów parlamentarnych, by odbyły się razem z prezydenckimi. Jak pan ocenia ten pomysł?

Prof. Zdzisław Krasnodębski, socjolog, europoseł Prawa i Sprawiedliwości: - To jest chyba związane z tym, że z jednej strony uważa się, iż Bronisław Komorowski zostanie – co nie jest wcale pewne – ponownie wybrany na prezydenta, a z drugiej wszystko wskazuje na to, że Platforma Obywatelska poniesie porażkę w wyborach parlamentarnych. Połączenie tych dwóch elekcji mogłoby poprawić wyniki PO, a jednocześnie bardziej wzmocniłoby pozycję Komorowskiego jako przywódcy platformerskiego obozu.

 

Czyli upieczenie dwóch pieczeni na jednym ogniu. Ale co miał na celu Giertych wysuwając taką propozycję? To jakiś balon próbny, przeciek kontrolowany przez duży bądź mały pałac?

Nie można tego wykluczyć. Z krążących po Warszawie plotek jasno wynika, że pan Giertych czuje się blisko związany z panem Komorowskim, więc możemy mieć do czynienia nawet z próbą budowy jakiegoś szerszego obozu prezydenckiego. To jest oczywiście jakieś testowanie możliwości, by zorientować się, jaka będzie reakcja opinii publicznej.

 

Można się spodziewać, że jest ona rozważana bardzo poważnie, tak w kręgach prezydenckich, jak i rządowych. Bo Giertych jest związany również z panem premierem – jako adwokat rodziny Tusków czy z ministrem spraw zagranicznych. A czy takie zabiegi realnie mogą pomóc Platformie, która chwieje się coraz bardziej? Nawet Kazimierz Marcinkiewicz czy Andrzej Olechowski, dotychczas sprzyjający w mediach PO, wieszczą jej porażkę w wyborach samorządowych i szybkie staczanie się po równi pochyłej, a nawet rozpad.

Po pierwsze afera, którą już w gruncie rzeczy zamieciono pod dywan, zignorowano, jednak ciągle oddziałuje. Nie widać co prawda, aby usiłowano choćby dociec, kto dokonywał tych nagrań, lecz już cala sprawa dużo Platformę kosztowała. Widać słabnięcie tej partii, a zwłaszcza premiera i ludzi z nim związanych. On jest już chyba bardzo osamotniony. Coraz częściej pojawia się taka idea, że Platforma może się uratować bez Tuska, tylko w jakiejś nowej formie. I tutaj Komorowski jako ten posiadający urząd i popularność mógłby przy sobie skupić grupę ludzi, którzy taką sanację w PO by przeprowadzili, lub choćby nadali partii nową twarz, zastosowali nowy PR. Na tym ten zabieg polega – teraz ci coraz bardziej krytyczni w PO będą się skupiać wokół pałacu prezydenckiego.

 

A z drugiej strony – w Prawie i Sprawiedliwości – mamy atmosferę sukcesu, budowaną po niezłym wyniku w eurowyborach i w obliczu znakomitych sondaży. Największym zmartwieniem dla PiS będą przygotowania do wyborów prezydenckich. Ryszard Czarnecki w nowym numerze tygodnika „wSieci” mówi, że są możliwe prawybory w partii mające wyłonić kandydata. To dobra metoda na start do rywalizacji z Bronisławem Komorowskim?

Nie wydaje mi się to najlepszym pomysłem. Prawybory, jakie pamiętamy w Platformie, były jednak rodzajem widowiska przy jednoczesnym łagodnym jego traktowaniu przez media. Nie sądzę, żeby ten eksperyment można było zaliczyć do udanych. Nie widzę też, kto mógłby stanąć w szranki. Kandydata trzeba poszukać raczej w procesie wewnętrznego kształtowania woli politycznej i wówczas starać się wizerunek i popularność konkretnego człowieka.

 

A czy widzi pan siebie jako czynnego uczestnika tego procesu? Pana nazwisko jest wymieniane na giełdzie w „scenariuszu profesorskim” – obok m.in. prof. Piotra Glińskiego, prof. Andrzeja Nowaka czy prof. Mirosława Piotrowskiego.

Nie wiem, dlaczego jest wymieniane. Nigdy nie aspirowałem do tego rodzaju funkcji. Zresztą dopiero co zostałem wybrany do Parlamentu Europejskiego i zamierzam się skoncentrować na tym zadaniu, które powierzyli mi wyborcy. Jak pan wie, rozmawiamy o bardzo skomplikowanych procesach wewnątrz partii, której ja nie jestem członkiem. Powtórzę: nie miałem takich ambicji i planów.

 

A czy mogą się takowe pojawić czy wyklucza pan start w wyborach prezydenckich?

Jest to bardzo mało prawdopodobne.

 

Jak mało?

Bardzo mało.

 

Ale nie powie pan dziś: na pewno nie wystartuję w wyborach prezydenckich?

Powiedziałbym: na 99,9 procent nie wystartuję w wyborach.

 

A co musiałoby się stać, żeby przeważyła ta 0,1 proc.?

Musiałaby zajść jakaś dramatyczna sytuacja. Ale mówimy zupełnie hipotetycznie, bo jest wielu wspaniałych kandydatów, których PiS może wystawić, o podobnym profilu, profesorów – np. Ryszarda Legutkę, Andrzeja Nowaka, Piotra Glińskiego. Jest wiele osób, które ja z chęcią poprę i będę pracował, aby zwyciężyły w tych wyborach. A tylko w sytuacji jakiejś bezwzględnej konieczności czy zagrożenia, mógłbym sobie wyobrazić swój start. Lecz takiej sytuacji nie ma. To czysta fantastyka. Jestem przekonany, że Prawo i Sprawiedliwość wystawi bardzo godnego kandydata, którego ja będę wspierał.

 

Rozmawiał Marek Pyza

[Fot. Jan Lorek]

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook