Jedynie prawda jest ciekawa

Piotr Walentynowicz: nie chcemy przeprosin tylko śledztwa

03.10.2012

Nie może być tak, że wokół nas ludzie, którzy sprawują władze są wciąż niewinni i nie ponoszą żadnych konsekwencji - mówi wnuk Anny Walentynowicz. Piotr Walentynowicz nie zgadza się z decyzją prokuratury o nie wszczynaniu śledztwa w sprawie zamiany ciał katastrofy smoleńskiej.

Oświadczenie prokuratury jest jednoznaczne. Nie będzie śledztwa w sprawie zamiany ciał pańskiej babci i Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej. Pomyliły się rodziny przy identyfikacji. Sprawa zamknięta. Co Państwo na to?

Nie, nie. Nie ma mowy o zamykaniu sprawy. Oświadczenie prokuratury jest dla nas nie do przyjęcia, bo nie jest żadnym dowodem. Z resztą pan Seremet podczas wystąpienia sejmowego tez nie opierał się na dowodach i pominął wiele ważnych szczegółów. Pan prokurator powinien opierać się przede wszystkim na protokole rozpoznania ciała, ponieważ to była jedyna czynność, w której mój ojciec uczestniczył. Tylko na tym podstawie tego jednego dokumentu można opiniować, czy się pomylił, czy nie.

Na miejscu, co potwierdzają wszyscy były potężne emocje, czy państwo są absolutnie pewni, że nie doszło do pomyłki?

W sprawie rozpoznania ciała mojej babci  nie mamy żadnych wątpliwości. W protokole rozpoznania napisane jest, że tata oprócz tego, że poznał ciało babci po twarzy, to wskazał również ślady blizn pooperacyjnych. Jest to w protokole. Te blizny były w czasie rozpoznania w Moskwie, a ciało ekshumowano w Gdańsku nie miało tych blizn. Te blizny były na ciele ekshumowanym w Warszawie z grobu rodziny Walewskich. To oznacza, że to nie my się pomyliliśmy. Należy także zapoznać się z zeznaniami rodziny śp. Teresy Walewskiej - Przyjałkowskiej. Z tego, co wiem, im najpierw przedstawiono do rozpoznania ciało mojej babci. I oni bez problemu rozpoznali, że to nie jest ich krewna, tylko, że to jest Anna Walentynowicz. Skoro obcy ludzie rozpoznali moja babcię, to o jakiej pomyłce rodziny my mówimy? To dowód na to, że prokuratura jest w błędzie, ja nie wiem, czy celowym, czy nie celowym. Jednak sam fakt, że nie skonfrontowano dokumentacji z nami, a wydano takie oświadczenie nie zagłębiając się w sprawę, świadczy o braku profesjonalizmu, bądź złej woli prokuratury.

Czy to oznacza, że prokuratorzy nie kontaktowali się z wami w sprawie zamiany ciał?

Absolutnie! Nikt się z nami nie konsultował, nikt do nas nie dzwonił.

Jak Państwo to odbieracie?

Dla mnie wypowiadanie informacji niezgodnych z prawdą jest kłamstwem. Z tym mamy do czynienia w wypowiedziach prokuratorów. Ludzie ci swoimi słowami podważają autorytety urzędów, które sprawują. Nie może być tak, że prokurator generalny przedstawia dowody w sposób wybiórczy i nierzetelny. Do tej pory prokuratura nie chciała ujawniać dokumentów niejawnych, rzekomo w trosce o nasze dobro. A teraz nagle w sposób nierzetelny przedstawiane sa te tajne informacje w jawnej sprzeczności z naszym dobrem. Więc nawet tu nie ma konsekwencji. My nie pozostawimy tego w ten sposób. Zamierzamy się spotkać w najbliższym czasie. Wiemy, co chcemy osiągnąć, ale będzie nam do tego potrzebna pomoc prawna.

Premier powiedział słowo "przepraszam", mówił, że popełniono błędy… Co jeszcze chcieliby państwo osiągnąć w tej sprawie?

Słowo "przepraszam", szczególnie z ust Pana Premiera dla nas nic nie znaczy. To zwykłe słowo, nie posiadające dla nas żadnej wartości. Bo my nie oczekujemy przeprosin, tylko działania. Śledztwa, które wykaże, kto, gdzie zawinił. Bo pomyłki są faktem. Teraz chcemy się dowiedzieć, kto je popełnił i czy były one wynikiem niekompetencji, niewiedzy, czy czegoś innego. Nie może być tak, że wokół nas ludzie, którzy sprawują władze są wciąż niewinni i nie ponoszą żadnych konsekwencji.

Mówi Pan, że chcecie śledztwa, tymczasem prokuratura mówi, że tego śledztwa nie będzie. Czy nie ma pan wrażenia, że nie macie szans z ta prokuratorsko - rządowa machiną? Że w tej sprawie już niczego nie uda się wyjaśnić?

Nie ma takiej możliwości. Muszą być inne drogi prawne, być może nawet wykraczające poza granice naszego kraju. Wykorzystamy wszelkie dostępne środki prawne do tego, aby prawda w końcu wyszła na jaw. I żeby odpowiedzialni za zamianę ciała mojej babci ponieśli konsekwencje. Gdyby okazało się, że decyzja pana Seremeta o nie wszczynaniu śledztwa i uznaniu za winnych pomyłki nas była wiążąca i ostateczna to mielibyśmy koniec demokracji, a początek dyktatury.

Rozmawiał Marcin Wikło

fot. M. Czutko

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook