Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Pęk: "PSL nie przekroczy progu wyborczego"

20.01.2014

"O ile jeszcze wejście do Parlamentu Europejskiego przy niskiej frekwencji może okazać się dla PSL-u możliwe, to wejście do Sejmu raczej wykluczam" - mówi senator Bogdan Pęk w rozmowie z portalem Stefczyk.info.

Stefczyk.info: - Jak pan ocenia obecny atak PSL na Prawo i Sprawiedliwość?

- Jestem człowiekiem, który tę formację budował przez prawie 20 lat, w nadziei, że będzie to formacja ludowo-narodowa, nawiązująca do ideologii partii Witosa i Mikołajczyka, że będzie czerpać z tego fundamentu polskości, suwerenności itd. Partia ta stała się z biegiem lat cyniczną partią władzy i jest dzisiaj partią niezwykle konformistyczną.

Ich atak dzisiaj na Prawo i Sprawiedliwość jest rozpaczliwą próbą utrzymania się na powierzchni. Sądzę, że po kolejnej zdradzie interesów ludności wiejskiej - przecież oni zgodzili się na znacznie mniejsze pieniądze z funduszy europejskich na polską wieś - to już nie przekroczą progu wyborczego. Ponieważ jednak media tzw. głównego nurtu biorą tylko to, co atakuje Kaczyńskiego i Prawo i Sprawiedliwość, to chyba ktoś tam wymyślił taką taktykę, czy strategię, że teraz będziemy atakować PiS, to będziemy funkcjonować w głównym nurcie medialnym.

Ja jednak jeżdżę po wsi, przynajmniej małopolskiej i mam wrażenie, że to już nie pomoże. O ile jeszcze wejście do Parlamentu Europejskiego przy niskiej frekwencji może okazać się dla PSL-u możliwe, to wejście do Sejmu raczej wykluczam.



A jak w tym kontekście rozumieć słowa Marka Sawickiego, który jednak nie wykluczał jakiś czas temu powyborczej koalicji z PiS, za co zresztą został zaraz zaatakowany przez Piechocińskiego czy Burego?


- Jak się patrzy na to, co się działo od 1991 r., to PSL był najczęściej w układzie władzy. To jest partia, która najdłużej ze wszystkich partii uczestniczyła w sprawowaniu władzy, nawet jeśli to sprawowanie władzy było iluzoryczne, bo była dodatkiem do większego koalicjanta, który decydował prawie o wszystkim. Jednak, pomimo różnych ataków z różnych stron, ciągle utrzymywała się na powierzchni. Głównie dlatego, że zbudowała układ koniunkturalnych zależności - to jest partia typowego klientelizmu, tzw. inteligencji okołogieesowskiej i całej tej grupy, która jest zależna od dość silnego, zwłaszcza w terenie Stronnictwa. Ich byt polityczny jest teraz bardzo zagrożony.

Teoretycznie jednak może się tak zdarzyć taka sytuacja, że Prawo i Sprawiedliwość wygra wybory, ale samodzielnie nie będzie zdolne do stworzenia rządu. Wtedy, rozważając tom zupełnie teoretycznie mogłoby się zdarzyć, że jedyna możliwa koalicja będzie z PSL-em, choć uważam, że nie byłoby to dobre rozwiązanie. Dlatego trzeba zrobić wszystko, żeby Prawo i Sprawiedliwość samodzielnie wygrało wybory.



A czy zaskoczył pana Adam Bielan, który właśnie ogłosił, że wystartuje do Parlamentu Europejskiego z list Polski Razem Jarosława Gowina?


- To bardzo ciekawy przypadek. Dobrze znam Adama Bielan, bo przez 5 lat byłem z nim w Parlamencie Europejskim - zręczny gracz, raczej drugiego planu, szara eminencja, człowiek, który właściwie wszystko zawdzięczał braciom Kaczyńskim.

Moje zastrzeżenia wobec niego sprowadziłbym do dwóch kluczowych spraw. Po pierwsze nie robi się tak, bo to jest więcej niż nieuczciwość, koniunkturalizm, że po wejściu do Parlamentu Europejskiego z listy PiS-u, przy ogromnym poparciu kierownictwa i dużym wsparciu finansowym, wychodzi się z tej partii.

Bielan z Kamińskim byli tymi, którzy chyba mieli największy wpływ na kierownictwo  PiS-u i na prezydenta i właściwie wszystko im zawdzięczali. Co prawda, Bielan nie atakował po wyjściu Jarosława Kaczyńskiego tak, jak Kamiński, ale i tak uważam, że było to zachowanie grubo nie fair.

A druga uwaga dotyczy kampanii 2007 r. Pamiętam, że to Bielan i częściowo Kamiński też, korzystając ze swojego wpływu na prezesa Jarosława Kaczyńskiego namówili go do wzięcia udziału w debacie z Tuskiem, która jak się okazało miała istotny wpływ na wynik wyborów i na kształt tego, co się dzieje w Polsce. Dlatego ten człowiek ma tutaj wyraźnie zapisany negatywny wpływ na to, co wydarzyło się w naszej ojczyźnie, bo przyczynił się do przegrania wyborów przez Prawo i Sprawiedliwość.



Ale Bielan się pokajał, porzucił PJN licząc na łaskę ze strony Jarosława Kaczyńskiego...

Ciekawe jest, czym tym razem się kieruje Bielan. To prawda, jeszcze niedawno starał się o powrót do PiS-u, czy też o to, żeby PiS umieścił go na listach do Parlamentu Europejskiego. I po wyraźnej odmowie, zresztą jak najbardziej słusznej, poszedł do Gowina, którego ideologia, a zwłaszcza program ekonomiczny z PiS-em niewiele ma wspólnego. Z jednej strony rozumiem zachowanie polityka, który znalazł się poza głównym nurtem i próbuje się ratować, ale z drugiej strony to, co on dzisiaj wygłosił w telewizji, mówiąc, że między dwoma zwalczającymi się stronnictwami, czyli Platformą i PiS-em jest miejsce na jakąś trzecią siłę, to przecież jest dokładne przeciwieństwo tego, co on głosił przez wiele lat, jako jeden z głównych rozgrywających sprawy medialne w PiS-ie. On zawsze atakował te mniejsze formacje prawicowe, narodowe, zarzucając im, że przyczyniają się w ten sposób do osłabienia największej siły, która mogła mieć wpływ na zmianę polityki państwa polskiego.

Tak więc jest to człowiek, który mocno zahaczył o koniunkturalizm, żeby nie powiedzieć o cynizm. Jego wiarygodność na tamtych listach sprowadza się do przemożnej chęci reelekcji do Parlamentu Europejskiego.



A czy według Pana ma jakieś na to szanse?


- Myślę, że jakiś tam cień szansy ma. Generalnie uważam, że partia Gowina ma większe szanse niż partia Ziobry. W tym przypadku dochodzi jednak nowy konkurent. Wejście do gry Gowina oprócz partii Ziobry również partii Gowina może doprowadzić do rozbicia głosów tych, którzy nie chcą głosować na Platformę czy lewicę a jednocześnie, z jakichś tam powodów nie chcą postawić na PiS. Dlatego jego szanse oceniam minimalnie, mimo że należy się spodziewać, że wyłoży duże pieniądze na kampanię i że będzie ona prowadzona z dużym rozmachem, zwłaszcza w mediach, czy wizualnych środkach przekazu - na plakatach, czy bilbordach. Pod tym względem będzie on na pewno widoczny.



not. zrk
[fot. PAP/Radek Pietruszka]


Zainteresował Cię artykuł? Znajdź nas na Facebooku!
Facebook