Jedynie prawda jest ciekawa


Papież w Libanie pokaże, że Zachód nie jest bezbożny

13.09.2012

"Ojciec Święty w Libanie będzie postrzegany jako prorok Boży, pokaże, że Zachód wcale nie jest bezbożny, a katolicyzm i chrześcijaństwo jest żywą religią" - uważa bp Krzysztof Nitkiewicz. Obecny biskup sandomierski, który w latach 1992-2009 pracował w Kongregacji dla Kościołów Wschodnich w rozmowie z KAI mówi m. in. o "arabskiej wiośnie", która nie poprawiła sytuacji chrześcijan w krajach arabskich, wskazuje m. in. na analogie między ideologią islamskich integrystów a wojującego sekularyzmu na Zachodzie.

KAI: Jakie wyzwania czekają na Benedykta XVI w jego podróży apostolskiej do Libanu? 

Bp Krzysztof Nitkiewicz: Papież doskonale zdaje sobie sprawę z sytuacji jaka panuje w Libanie. Tzw. "równowaga libańska" jest wzorem dla całego świata bliskowschodniego, jak można żyć razem w zgodzie, niezależnie od tożsamości etnicznej i religijnej, szanując prawa osoby, która nie należy do większości i pozwolić jej na odgrywanie różnych ważnych ról społecznych i politycznych. Zwróćmy uwagę, że w ramach struktur państwa prezydent jest maronitą, premier sunnitą, przewodniczący parlamentu jest szyitą, wicepremier jest Ormianinem. Ojciec Święty wie, jak cenna jest "równowaga libańska" dla tego kraju i wszystkich państw Bliskiego Wschodu, szczególnie w czasie trwającej "wiosny arabskiej". Nie jest to jednak wiosna dla chrześcijan mieszkających w krajach arabskich, lecz przynosi im wiele niepokojów i obaw. Jak powiedział jeden z hierarchów, dla chrześcijan nie przyniosła ona ani pączków, ani kwiatów. Ich sytuacja nie uległa jakiejś poprawie. Niewątpliwie mechanizmy demokratyczne, które zadziałały są czymś obiecującym i miejmy nadzieję, że nie będą one wspierały islamu w wersji politycznej, respektując różnorodność etniczną i religijną, w tym prawa chrześcijan. Ponadto w kontekście Bliskiego Wschodu należy przypomnieć, że wolność religii jest czymś fundamentalnym dla wolności człowieka i niestety poza Libanem mamy do czynienia jedynie z wolnością kultu a nie religii. Wyznawca Chrystusa może wyznawać wiarę w świątyniach otoczonych wysokimi murami, ale nie ma szans na karierę w wielu dziedzinach życia społecznego i politycznego.

KAI: Papież jedzie do Libanu, aby m. in. podpisać i wręczyć tam adhortację apostolską „Ecclesia in Medio Oriente”, podsumowującą Zgromadzenie Specjalne dla Bliskiego Wschodu Synodu Biskupów, które obradowało w 2010 r. w Watykanie. Jedzie przede wszystkim do chrześcijan skupionych w katolickich Kościołach wschodnich...

- Benedykt XVI jedzie przede wszystkim do chrześcijan Libanu i Bliskiego Wschodu. Jedzie do nich głowa Kościoła katolickiego i Następca św. Piotra, którego tak bardzo kochają. Maronici, melchici, wierni Katolickiego Kościoła Ormiańskiego, czy syro-katolicy są mocni relacją z Piotrem naszych czasów. Świadczy o tym choćby figura św. Marona założyciela Kościoła maronickiego, która znalazła się w Bazylice św. Piotra. Ojciec Święty będzie chciał wesprzeć chrześcijan, dodać im odwagi, aby się nie lękali, wrazić z nimi solidarność całego Kościoła. Będzie zachęcał do dalszej aktywności, aby wyznawcy Chrystusa stawali się fermentem, który przemienia całą bliskowschodnią rzeczywistość. 

KAI: Jak już Ksiądz Biskup wspomniał Liban to mozaika Kościołów Wschodnich... Jak wyglądają relacje między nimi?

- Papież będzie chciał jeszcze bardziej umocnić ich bardzo dobre relacje z Kościołem łacińskim. Przypomnijmy, że Kościoły wschodnie są autonomiczne i mają strukturę synodalną. W poszczególnych krajach są to zgromadzenia hierarchów Kościołów sui iuris. W Libanie jest to Zgromadzenie Patriarchów i Biskupów. Są to zgromadzenia o charakterze konsultatywnym, które wyznaczają pewne strategie i pełnią funkcje integracyjne. Jeden z przedstawicieli maronitów powiedział niedawno, że mimo wspaniałych, indywidualnych tradycji, obrządków, praw jesteśmy przede wszystkim chrześcijanami. Różnorodności wynikające z wielowiekowych tradycji są bogactwem, ale nie mogą dzielić. Papież będzie chciał jeszcze bardziej wzmocnić relacje wewnątrzkatolickie. 

KAI: Katolickie Kościoły wschodnie są naturalną bramą do relacji z innymi Kościołami chrześcijańskimi. Papieska pielgrzymka będzie przebiegała pod znakiem ekumenizmu....

- Bł. Jan Paweł II powtarzał, że katolickie Kościoły wschodnie są "znakiem" jedności chrześcijan, prezentują pewien model jedności. Drogi do jej osiągnięcia bywały i są różne, stale się zmieniają. Temu poświęcony został m. in. dokument z Balamand w Libanie z 1993 r. Trzeba powiedzieć, że relacje ekumeniczne na Bliskim Wschodzie są o wiele bliższe i rozbudowane niż w Polsce. Ponadto funkcjonuje tam communicatio in sacris - możliwości, jeżeli nie ma na miejscu duchownego katolickiego, aby w razie konieczności korzystać ze spowiedzi, przyjmowania Komunii św. i sakramentu chorych z rąk kapłana prawosławnego. Relacje międzychrześcijańskie są o wiele bardziej bliskie i żywe. Wynika to ze wspólnej historii i tego, że chrześcijanie są mniejszością. Mam nadzieję, że kiedyś w Polsce nasze relacje ekumeniczne będą tak intensywne jak na Bliskim Wschodzie. 

KAI: Trzecim ważnym elementem papieskiej wizyty będzie płaszczyzna międzyreligijna, przede wszystkim z islamem, który reprezentują różne nurty, w tym fundamentalistyczne...

- Chciałbym zwrócić uwagę, że na Zachodzie mamy np. negatywny obraz szyitów. Tymczasem często słyszę o nich od biskupów tamtego regionu pozytywne opinie. Zwracają uwagę na dobre kontakty z szyitami. Oczywiście są grupy ekstremistów, ale generalnie relacje chrześcijańsko-muzułmańskie są dobre. Ponadto tyle jest rodzajów islamu, ile jest krajów, a także w ich ramach jest wiele nurtów. Na przykład dzisiejszy konflikt w Syrii dotyczy w dużym stopniu szyitów i alawitów, podobnie jak swego czasu konflikt w Libanie dotyczył sunnitów i szyitów. Dla porównania ideologia islamskich integrystów jest podobna do wojującego sekularyzmu na Zachodzie, który chce religię, szczególnie katolicyzm zepchnąć całkowicie do sfery prywatnej. To samo robi fundamentalizm islamski z chrześcijaństwem. Integryzm islamski zarzuca Zachodowi i pośrednio chrześcijaństwu, że promuje on sekularyzm, na który oni nie mogą się zgodzić. Jest to niesłuszny zarzut, gdyż chrześcijaństwo w naszym kręgu kulturowym pada ofiara sekularyzmu. Dlatego Ojciec Święty w Libanie będzie postrzegany jako prorok Boży, pokaże, że Zachód wcale nie jest bezbożny, a katolicyzm i chrześcijaństwo jest żywą religią. 

KAI: Przypomnijmy o kulcie Matki Bożej, który tak pięknie łączy chrześcijan i muzułmanów...

- Jego symbolem jest sanktuarium w Harrisie, które znajduje się niedaleko nuncjatury apostolskiej w Libanie. Kiedy tam bywałem to zawsze odwiedzałem to sanktuarium i z podziwiałem, jak Maryja nas łączy. Ale nie tylko tam. Innym miejscem jest katedra chaldejska w Kairze pod wezwaniem Matki Bożej Fatimskiej, gdzie na ścianach znajdują się tablice wotywne ufundowane przez muzułmanów.

KAI: Przypomnijmy, że w 1997 r. Jana Pawła II witano w Libanie entuzjastycznie. Czy można spodziewać się podobnych reakcji teraz? 

- Z pewnością Benedykt XVI będzie witany entuzjastycznie. Libańczycy potrzebują tej wizyty, gdyż zdają sobie sprawę, że są ewenementem na Bliskim Wschodzie i będą chcieli to pokazać światu. Pokazać, że różnorodność etniczna i religijna nie prowadzi do prób dominacji jednej grupy kosztem innej a wręcz przeciwnie prowadzi do wspaniałej współpracy. Zwróćmy uwagę, że od 1932 r. w Libanie nie przeprowadza się spisów ludności. Dlaczego? Gdyż z takiego spisu można byłoby wysnuć wnioski, które mogłyby prowadzić do załamania dobrze funkcjonującego ładu społecznego. Przytoczę słowa szyickiego poety Abbàsa Baiduna, który powiedział, że wszystko, co jest libańskie łączy się z maronitami, w pierwszej kolejności państwo, jego struktury i kultura, a pomimo tego maronici nie zrobili z Libanu swojego królestwa. Maronici, choć identyfikują się w dużym stopniu z kulturą arabską, reprezentują wielką otwartość, wyobraźnię i miłość ojczyzny. Dla porównania Kościół melchicki ma wizję państwa bardziej panarabską i bardzo optuje za utworzeniem państwa palestyńskiego. Państwo Libańskie istnieje dzięki maronitom i muzułmanie zdają sobie z tego doskonale sprawę. Nie sposób nie przywołać proroczych słów Jana Pawła II o tym, aby Liban był świadectwem i przesłaniem dla całego świata Bliskiego Wschodu. Bez wątpienia papież będzie wzywał do przebaczenia i darowania win, do podjęcia działań na rzecz pokoju, będzie bez wątpienia upominał się o prawa chrześcijan. Będzie też zachęcał wyznawców Chrystusa do większej aktywności. Wyznawcy Chrystusa w Libanie stanowią "klej" scalający różne grupy etniczne, religijne i społeczne w kraju, w którym prawosławni grecy, sunnici i Ormianie zajmują się finansami, druzowie robią kariery w wojsku, szyici w większości stanowią proletariat, chrześcijanie, a zwłaszcza katolicy mają największe osiągnięcia na polu kultury i rolnictwa. Chrześcijanie mogą się poszczycić choćby dwoma wspaniałymi uniwersytetami Ducha Świętego i św. Józefa w Bejrucie. Gdyby zabrakło chrześcijan załamałoby się libańskie państwo i skończyłoby się prawdopodobnie na budowie państwa teokratycznego. 

KAI: Ta różnorodność Libanu jest czymś pięknym, ale była też w najnowszych dziejach źródłem krwawych konfliktów...

- Nie lubię określania wojna domowa dla tego co działo się w Libanie w latach 1975-1990. Kraj ten został wciągnięty w konflikt. Zresztą był on zawsze kozłem ofiarnym różnych rozgrywek politycznych w regionie i płacił olbrzymią cenę za swoją otwartość. Teraz Liban ma problem z Syrią. Na jego terenie jest już ok. 60 tys. uciekinierów, co grozi katastrofą humanitarną. Gdyby nie chrześcijanie, to Liban prawdopodobnie był by od dawna syryjską prowincją. 

KAI: Tym, co najbardziej ciąży nad sytuacją bliskowschodnią jest konflikt izraelsko-palestyński...

- Jest to konflikt, który najbardziej dotyka cały region. Jego rozwiązanie poprzez zagwarantowanie bezpieczeństwa i pokojowego rozwoju Izraela oraz utworzenie państwa palestyńskiego jest czymś fundamentalnym dla Bliskiego Wschodu. Jako ludzie wierzący musimy się modlić, aby został on rozwiązany sprawiedliwie tak dla Żydów jak i Palestyńczyków. 

KAI: Benedykt XVI w czasie pielgrzymki podpisze i przekaże adhortację apostolską. Czego możemy spodziewać się po tym dokumencie?

- Na pewno dokument ten doda otuchy i odwagi chrześcijanom Bliskiego Wschodu, aby dalej realizowali swoją misję na Bliskim Wschodzie. Wezwie także do jeszcze głębszej współpracy między katolikami, ekumenicznej i międzyreligijnej. Myślę, że zwróci się do społeczności międzynarodowej o pomoc dla uchodźców i migrantów. 

KAI: Co zrobić, aby powstrzymać emigrację z tamtych terenów, szczególnie chrześcijan? 

- Jest to dramatyczny problem. Uciekają ratując swoje życie nie tylko świeccy, ale i duchowni. Musimy stwarzać takie warunki, aby nie musieli uciekać, czy to z powodu konfliktów zbrojnych, czy ubóstwa. Ale jeśli już się przesiedlili, to w krajach Zachodu trzeba im stworzyć nie tylko odpowiednie warunki socjalne, ale i możliwość praktykowania wiary we własnym obrządku. 

KAI: W tym także w Polsce...

- W naszym kraju mamy jeszcze mało imigrantów z tamtych terenów. Niemniej jednak musimy być przygotowani na ich przyjęcie. Kościół jest na to przygotowany. Mamy ordynariat dla wiernych nie posiadających własnych struktur kościelnych, którego zwierzchnikiem jest kard. Kazimierz Nycz. Nie możemy patrzyć na Bliski Wschód, chrześcijan tam żyjących jako na coś od nas dalekiego i nas nie dotyczącego. Przede wszystkim są to nasi bracia w Chrystusie, dlatego musimy czuć się za nich odpowiedzialni i ich duchowo i materialnie wspierać. Politycy katolicy powinni wziąć sobie los naszych współbraci w Chrystusie do serca. Znam takich polityków, w szczególności we Francji i we Włoszech, którzy są bardzo zaangażowani w niesienie pomocy bliskowschodnim chrześcijanom, bronią na forum międzynarodowym ich praw i wspomagają materialnie. Ponadto musimy wspierać rozwój szkolnictwa na ich terenach, gdyż jest to najlepszy sposób, aby zapobiegać terroryzmowi. Nie wykorzenimy terroryzmu, jeśli nie będziemy wychowywali młodego pokolenia. Musimy wychowywać młode pokolenia do pokoju, np. poprzez fundowanie stypendiów studenckich, wspieranie szkolnictwa katolickiego itp. Taka forma wsparcia jest już realizowana każdego roku w Wielki Piątek poprzez zbiórkę pieniężną na rzecz Ziemi Świętej. Pieniądze z niech pochodzące idą na wspieranie chrześcijan nie tylko w Izraelu, na Terytoriach Palestyńskich, ale także w Libanie, Jordanii, Syrii i innych krajach bliskowschodnich.

fot. EPA

Warto poczytać

  1. 1270tuseksmieszek 13.07.2018

    Tusk wyśmiany przez amerykańskich dziennikarzy. Mocny komentarz Antoniego Macierewicza

    Donald Tusk chyba nie zdaje sobie sprawy z faktu, że w Europie niewielu traktuje go poważnie. Choć wielokrotnie dano mu to odczuć, on niezrażony stara się pokazac, że jest politykiem „z pierwszej ligi”. Próbował to udowodnić, pouczając Donalda Trumpa

  2. walesa02022018 09.07.2018

    Czy to atak sztabu wyborczego PO? Przychylne dla Jarosława Wałęsy komentarze pochodzą z tego samego komputera

    Zobacz zdjęcie z komentarzami dla Jarosława Wałęsy

  3. 1270prezydentandrzejwolyn 09.07.2018

    Prezydent oddający hołd wymordowanym Polakom? Dla lewactwa to powód do śmiechu!

    Trudno o większe zezwierzęcenie, niż wyśmiewanie się z osoby, która oddaje hołd ofiarom ludobójstwa. Jednak to, co dla przyzwoitych ludzi jest niedopuszczalne, dla wielu, wychowanych na publicystyce wiadomej gazety, jest rzeczą naturalną

  4. 1270jaroslawkacz1 06.07.2018

    Ordynarny atak na Jarosława Kaczyńskiego. „Totalni”, chcą „odstrzelić” prezesa PiS

    Opozycjo, opamiętaj się, bo może dojść do tragedii

  5. amnesty-international-5072018-r 05.07.2018

    Nie mogli się zaangażować w sprawę Alfiego Evansa, ale nie mieli obiekcji przed protestami pod SN. Jaki jest prawdziwy cel Amnesty International?

    Emocje związane z ustawą o Sądzie Najwyższym oraz odwołaniem sędzi Małgorzaty Gersdorf ze stanowiska Pierwszej Prezes SN przyciągnęły uwagę wielu ludzi

  6. 1270hejtlis 04.07.2018

    Tomasz Lis wyzywa premiera Morawieckiego. Pinokiusz przechodzi samego siebie

    Tomasz Lis, to bez wątpienia przykład „dziennikarza zaangażowanego”. Nic dziwnego – za swoje zaangażowanie dostaje sute wynagrodzenie od niemiecko-szwajcarskiego wydawcy „Newsweeka”, który skoro płaci, to wymaga.

  7. 1270gasiukpawlowicz222 03.07.2018

    Nie ma Petru, a gafa goni gafę. Nowoczesna nie potrafi poprawnie wpisać nazwy kraju

    Nieznajomość ortografii, zwykła niechlujność czy może brak elementarnego szacunku dla ojczyzny? Nowoczesna znowu poraża błędami.

CS157fotoMINI

Czas Stefczyka 157/2018

PDF (9,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook