Jedynie prawda jest ciekawa


Pani ministrzyco, jak pani nie wstyd!

17.04.2014

Publiczna edukacja dla publicznych dzieci, a prywatna dla prywatnych. Dla jednych zdezelowane busy, a dla drugich rządowe limuzyny.

Joanna Kluzik-Rostkowska, która dostała od premiera Tuska schedę po Krystynie Szumilas, wdraża dzielnie reformę, której, będąc członkiem innej partii, była absolutnie  przeciwna.  Zasłynęła wówczas z powiedzenia: „Nie buduje się domu od dymu z komina”. Ale to stare dzieje... Jako, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, dziś buduje tę reformę ale wciąż  nie widać nawet komina,  tylko siwy dym.  Jakby tego było mało, wystawiła ostatnio cenzurkę swojemu resortowi i  przyznała, że polska szkoła publiczna traktuje dzieci sztampowo, schematycznie i uczy pod klucz,  niejako  obnażając w ten sposób własną nieudolność i brak kompetencji do piastowania urzędu ministra edukacji.

„Mieszkam na peryferiach Warszawy, do każdej szkoły trzeba dojechać. Uznałam, że skoro mają przemierzać pół świata, to niech spróbują szczęścia w takich, które zmuszają do myślenia i krytycznego oglądu świata” -  mówiła Kluzik-Rostkowska dla „Dużego Formatu”.

Szefowa resortu, dla dobra własnych córek, zrezygnowała  z ich publicznej edukacji  i zapisała je do elitarnych placówek, za które płaci 2000 zł. I słusznie, bo wykształcenie jest bardzo ważne. Wydaje się, że dobro dzieci w ogóle leży ministrze wyjątkowo  na sercu. Stara się zadbać o ich bezpieczeństwo i komfort. A jak wiadomo, droga do szkoły może być dość ryzykowna. Zwłaszcza, jeśli przyjrzymy się  busom szkolnym , oceniając ich stan techniczny czy  ulicom bez chodników, niedoborze oznaczonych przejść dla pieszych oraz braku sygnalizacji świetlnej na już istniejących. Tysiące uczniów codziennie ryzykują zdrowiem, a nawet życiem , maszerując do szkoły stromym poboczem, mijając ostre zakręty i rozpędzone  ciężarówki.  Niewiele  lepiej  mają te dzieci, które korzystają z gimbusów i autobusów szkolnych. Jak wynikło z przeprowadzonej w  październiku ubiegłego  kontroli, co ósmy  pojazd, dowożący dzieci do placówek, był w złym stanie technicznym. Dowody rejestracyjne zabierano z różnych powodów - niesprawnych hamulców, układu kierowniczego, łysych opon czy w ogóle braku aktualnych badań technicznych. Zdarzało się, że kierowcy nie posiadali uprawnień do przewozu dzieci.  W tym miejscu warto wspomnieć o "perełkach", takich jak wspólne podróżowanie skazańców i uczniów czy zostawiona na kilka godzin w zamkniętym  gimbusie pięciolatka. A już ewidentną "wisienką na torcie" był zdezelowany autobus z Podlasia, zatrzymany w marcu. Oprócz skorodowanej podłogi, przez którą widać było jezdnię, wycieków płynów, niesprawnych hamulców, miał siedzenia zamocowane drutem do przerdzewiałych elementów konstrukcji.  Takie właśnie trumny na kółkach dowożą dzieci do publicznych szkół. W obliczu czyhających zagrożeń, zrozumiała jest reakcja ministry Joanny Kluzik-Rostkowskiej, której, jak pisałam wcześniej, bezpieczeństwo dzieci leży na sercu. Własnych dzieci. Bo syn pani minister, jak dowiedział się Fakt, pokonuje drogę do szkoły rządową limuzyną prowadzoną przez zawodowego szofera.

I tu nasuwa się pytanie: czy stołek ministra edukacji uprawnia do zabezpieczenia tylko interesów własnych i rodziny, czy jednak szefowa tegoż resortu powinna zadbać o dobro wszystkich polskich uczniów? Czy nie jest hipokryzją wciskanie społeczeństwu propagandy, że kolorowe i przyjazne szkoły czekają na dzieci, a za plecami wyborców – kombinowanie, jak komfortowo i bez uszczerbku,  przepuścić przez system własną latorośl?

Trudno dziwić się rodzicom sześciolatków, że nie darzą zaufaniem ministra edukacji i jej reformy,  skora sama odpowiedzialna za jej wdrożenie, nie zamierza korzystać z jej dobrodziejstw, omijając jak się da, system edukacji publicznej.  Nienajlepsze świadectwo wystawiła minister swojemu resortowi, chwaląc szkoły prywatne za naukę myślenia. Nie wiem jaką pobrała naukę sama ministrzyca Kluzik-Rostkowska, ale z pewnością nauczyła się "myśleć". Szkoda, że tylko o prywatnych potrzebach. Kiedy piastuje się urząd publiczny,  za który pobiera się wynagrodzenie z publicznych podatków, do tego jest się osobą odpowiedzialną za tysiące uczniów, wypada czasem pomyśleć o podopiecznych. Zadbać o ich bezpieczeństwo, drogę do szkoły i odpowiedni kształt edukacji. W przeciwnym razie  zamiast reformy wyjdzie  tylko niezły dym....a za brak "komina" zapłacą polskie dzieci.

Katarzyna Kawlewska

[Fot. Jakub Kamiński]

Warto poczytać

  1. Orbanwiki 17.01.2018

    „Węgrzy przyjęli 1300 uchodźców i deklarują gotowość przyjmowania kolejnych”. Orban oszukał Polaków?

    Lewicowo-liberalne media sugerują, iż zostaliśmy "zdradzeni” przez naszych bratanków.

  2. 1270ragazetawyborczakuczok 11.01.2018

    Maski Opadły. Gazeta Wyborcza piórem swojego publicysty otwarcie obraża 90 proc. Polaków

    - W żadną pracę z psychologiem nie uwierzę, dopóki to nerwowe "Wymię ojca" będzie poprzedzało każdy dojazd do progu – pisze w swoim artykule dla portalu „Gazety Wyborczej” Wojciech Kuczok, pisarz i publicysta gazety.

  3. pejzaz09012017 09.01.2018

    Pejzaż z upadkiem Ikara, czyli co zmienia rekonstrukcja rządu?

    Po rekonstrukcji rządu część prawej strony rozpacza i lamentuje w sieciach społecznościowych, niektóre koterie zdążyły już nawet wskazać, iż prezydent Andrzej Duda stoi po tej stronie, po której "stało ZOMO".

  4. 1270chinczxykias 28.12.2017

    Cejrowski: To najbardziej morderczy kraj na kuli ziemskiej. Masowy zbrodniarz

    - Chiny, to najbardziej morderczy kraj na kuli ziemskiej. Tam przymusowo morduje się poczęte dzieci, jeżeli to jest drugie dziecko

  5. Tusk24112017 14.12.2017

    Nowa rola dla Tuska

    Zawsze powtarzałem, że polskie kino odniosło potężną stratę gdy Donald Tusk zdecydował się po 89 roku dążyć do kariery politycznej aniżeli filmowej.

  6. zosia05122017 05.12.2017

    Zdążyć z pomocą chorej dziewczynce. Wspieramy akcję #stawiamyzosienanogi

    Według większości specjalistów schorzenie miało sprawić, że dziewczynka nigdy nie będzie chodzić. Nigdy nie będzie samodzielna. A jednak pojawiła się nadzieja.

  7. 1270antypisa2 01.12.2017

    To się nazywa Targowica – przeciwnicy PiS od lat piszą donosy na Polskę do Europarlamentu.

    Jeden z twitterowych profili demaskujących działania opozycji opublikował listy, jakie obywatele Polski już kilka lat temu przesyłali do Parlamentu Europejskiego skarżąc się na łamanie demokracji w Polsce

CS151fotMINI

Czas Stefczyka 151/2018

PDF (5,47 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook