Jedynie prawda jest ciekawa


Odzyskane Święto Trzech Króli

06.01.2012

Święto Objawienia Pańskiego, zwane w Polsce świętem Trzech Króli, jest najstarszym świętem chrześcijańskim związanym z Bożym Narodzeniem. W Polsce obchodzone było bardzo uroczyście od chrztu naszego kraju. Przetrwało rozbicia dzielnicowe, zabory i okupacje, a nawet pierwsze lata Polski komunistycznej. Dopiero po umocnieniu się władzy ludowej i decyzji I sekretarza PZPR Władysława Gomułki ustawą z 10 listopada 1960 r. święto to – w wymiarze państwowym – zostało zlikwidowane. W imię potrzeby „bardziej wytężonej pracy” – oczywiście.

Przetrwało jednak w Kościele i sercach Polaków. Domy Boże wciąż były pełne, nadal okadzano mieszkania i oznaczano drzwi literami „K + M + B”. Jednak część dawnych chrześcijańskich tradycji panujących w Polsce, które były związane z tym świętem, z czasem uległa zatarciu.

Pielgrzymowałem do szopki przy łódzkiej katedrze…

Sejm „pookrągłostołowej” Polski dnia wolnego w to święto nie przywrócił. A w kolejnych kadencjach przewagę w nim zyskiwały środowiska antyklerykalne – lewackie i liberalne. Pamiętamy przecież awantury przy okazji podpisania konkordatu, a potem jego ratyfikacji…

Pierwsze inicjatywy na rzecz przywrócenia święta do obszaru przestrzeni publicznej podjąłem po wyborze na prezydenta Łodzi. Wraz z prezydentami ościennych miast – Pabianic i Zgierza – co roku pielgrzymowałem do szopki przy łódzkiej katedrze i tam na ręce arcybiskupa metropolity ks. Władysława Ziółka składaliśmy dary: mirrę, kadzidło i złoto. Po pewnym czasie postanowiłem wykonać zdecydowany krok: na spotkaniu tzw. miast papieskich 17 stycznia 2008 r. w siedzibie Konferencji Episkopatu Polski przedstawiłem koncepcję inicjatywy obywatelskiej w spra­wie przywrócenia święta Trzech Króli jako dnia wolnego od pracy. Moment wydawał się bardzo dobry, zważywszy, że obie partie koalicyjne – PO i PSL – uchodziły w UE za chadeckie. Poparcia PiS byłem zaś pewien.

Zawiązano komitet inicjatywny i opracowano niezbędne dokumenty, w tym projekt ustawy wraz z uzasadnieniem oraz wzór karty, na której były zbierane podpisy osób popierających inicjatywę. Trzeba było zebrać tysiąc podpisów dla zarejestrowania inicjatywy w Sejmie, a potem co najmniej 100 tys. podpisów w ciągu trzech miesięcy. Pierwszy etap poszedł gładko: bez trudu zgromadziliśmy 3 tys. podpisów i zarejestrowaliśmy inicjatywę w Sejmie.

Wraz z moimi najbliższymi współpracownikami – Włodzimierzem Tomaszewskim, Marią Maciaszczyk, Jackiem Szczotem, Grzegorzem Gołdynią i Arkadiuszem Urbanem oraz wieloma innymi – przystąpiliśmy do organizowania sieci pełnomocników w całym kraju. Pozyskaliśmy wsparcie NSZZ „Solidarność” (bezcenną pomoc Waldemara Krenca, przewodniczącego ZR Ziemia Łódzka) oraz kilku organizacji katolickich. W całym kraju kilkadziesiąt tysięcy ochotników zbierało podpisy. W „sztabie” w Łodzi kontrolowaliśmy ich zgodność z wymogami i zliczaliśmy. Zebraliśmy ponad 700 tys., a 696 tys. całkowicie bezbłędnych złożyliśmy w lipcu 2008 r. w Sejmie.

17 października 2008 r. Sejm odrzucił projekt w pierwszym czytaniu. Za dniem wolnym głosowały kluby PiS i PSL oraz posłowie niezależni i… związkowcy z SLD. Przeciw były kluby lewicowe. PO głosowała przeciw w dyscyplinie, i kilku zaprzyjaźnionych posłów, którzy ją złamali choćby przez wyjście z sali, skarżyło się na wysokie kary pieniężne. Była to dla mnie nieprzyjemna niespodzianka: nie tylko PSL, ale także i PO zarejestrowały się w Brukseli jako partie chadeckie.

Liberałowie i lewica jednogłośni


W listopadzie zebraliśmy regionalnych pełnomocników inicjatywy – dominowała wola dalszej walki. Postawiłem warunek, że tym razem pójdziemy do Sejmu z milionem podpisów. To był znacznie większy wysiłek organizacyjny. Chętnych do składania podpisów nie brakło – ale potrzebnych było aż tysiąc wolontariuszy, którzy na deszczu, śniegu i w mrozie zbieraliby podpisy, oraz niemałej grupy do ich weryfikacji. Sytuacja społeczna była bardziej skomplikowana. Z jednej strony coraz większy entuzjazm zwolenników, z drugiej –  coraz bardziej nagłaśniana grupka oponentów. Prym wiodły dwie organizacje biznesmenów – BCC i Lewiatan. Wieściły katastrofę gospodarczą Polski w razie przyjęcia ustawy przywracającej dzień wolny. Do ataku przystąpiły prominentne postacie lewicy. Popis niezwykłej obłudy dała pani Joanna Senyszyn – m.in. atakując mnie, że nie upominam się o wiele ważniejsze święta maryjne. Mówiono również o tym, że więcej ludzi chce wolnej Wigilii. Albo Wielkiego Piątku. Oczywiście atakujący bynajmniej nie podejmowali takich inicjatyw. Blogi przepełnione były wyzwiskami pod moim adresem. Odczuwalnie zmienił się stosunek PO. O ile poprzednio spotykaliśmy się z „życzliwym niezaangażowaniem”, to teraz czuć było wrogość. W szczególności ze strony tych, których znałem dotychczas jako obrońców chrześcijańskiej tożsamości Polski. Najwyraźniej ujęci w karby dyscypliny partyjnej przenosili swoją agresję na tych, którzy wywoływali u nich konflikt sumienia. Liberałowie i lewica coraz bardziej krzyczeli jednym głosem. Kwestionowano zgodność inicjatywy z konkordatem. Wątpiono we wsparcie episkopatu Polski. Wyraźne oświadczenia episkopatu i listy do Marszałka Sejmu nie były w stanie rozwiać wątpliwości. Przybywało jednocześnie chętnych do pomocy. Oficjalną uchwałą wsparła nas Rada Miejska Krakowa. Wiernie stał przy nas NSZZ „Solidarność”. Zebraliśmy grubo ponad milion podpisów.

Zdołaliśmy przeliczyć 1 mln 36 tys., a zweryfikować ponad 900 tys. A kolejne paki z podpisami spływały do nas pocztą jeszcze przez tydzień. Do Sejmu poszliśmy ulicami w centrum Warszawy, począwszy od Rynku Nowego Miasta. Towarzyszyli nam – jak poprzednim razem – Trubadurzy.

Sesja sejmowa 17 lipca 2009 r. była bardzo nieprzyjemna. Znani z katolickich poglądów posłowie PO prześcigali się w budowaniu sofizmatów (w rodzaju: „gdy będzie za dużo świąt, to stracą one na znaczeniu” oraz „to sprawa między rządem a episkopatem”). Lewica „martwiła się”, czy inicjatywa jest zgodna z konkordatem oraz czy Watykan ją popiera. Marek Borowski (mój kolega ze studiów) twierdził, że „zafundowałem Sejmowi swoisty dzień świstaka i jak on mnie zna, to przyjdę tu znowu”. Tym razem dyscyplina była jeszcze ostrzejsza – zarówno w PO, jak i na lewicy. Ponownie poparli mnie PiS i PSL oraz część posłów niezależnych. Projekt znów odrzucono.

Udało się!


Poinformowano mnie poufnie, że na zebraniu klubowym wybuchła awantura. Część posłów deklarowała, że nie może głosować przeciw tej inicjatywie. Ostatecznie sprawę załagodzono obietnicą, że „ustawa będzie – ale nie z inicjatywy pana Kropiwnickiego, tylko naszej – PO”. Kilka dni później usłyszałem (znowu poufnie), że „nie ma potrzeby kolejnej zbiórki podpisów, bo premier gwarantuje, że dzień wolny w święto Trzech Króli wróci jeszcze przed końcem tej kadencji Sejmu”. Postanowiłem przyjąć zapewnienie, ale nie rozwiązywać komitetu inicjatywy i nie odwoływać pełnomocników w terenie. Byliśmy gotowi zebrać kolejne 3 mln podpisów, zaczynając od jesieni 2009 r. Rzeczywiście nie było takiej potrzeby. We wrześniu Sejm uchwalił, niebawem Senat poparł, a prezydent podpisał. W zamian za dzień wolny zabrano pracownikom „dni zamienne”. Ale Trzej Królowie wrócili! Teraz czas przywrócić dawne tradycje. Przypomnieć kolędy śpiewane tylko tego dnia, herody, szczodraki i wiele, wiele innych.

Autorem tekstu jest Jerzy Kropiwnicki, były prezydent Łodzi, inicjator ustanowienia Święta Trzech Króli dniem wolnym od pracy

źródło: niezależna.pl

Warto poczytać

  1. stop-pedofilii-14072018 14.07.2018

    Czy to krok w celu akceptacji pedofilii? Amerykańska strona internetowa chce zmiany słowa "pedofil" bo jest obraźliwie

    Thepreventionproject.org to strona internetowa o charakterze profilaktycznym, która zajmuje się badaniem oraz pomocą osobom, które posiadają skłonności pedofilskie

  2. 1270tuseksmieszek 13.07.2018

    Tusk wyśmiany przez amerykańskich dziennikarzy. Mocny komentarz Antoniego Macierewicza

    Donald Tusk chyba nie zdaje sobie sprawy z faktu, że w Europie niewielu traktuje go poważnie. Choć wielokrotnie dano mu to odczuć, on niezrażony stara się pokazac, że jest politykiem „z pierwszej ligi”. Próbował to udowodnić, pouczając Donalda Trumpa

  3. walesa02022018 09.07.2018

    Czy to atak sztabu wyborczego PO? Przychylne dla Jarosława Wałęsy komentarze pochodzą z tego samego komputera

    Zobacz zdjęcie z komentarzami dla Jarosława Wałęsy

  4. 1270prezydentandrzejwolyn 09.07.2018

    Prezydent oddający hołd wymordowanym Polakom? Dla lewactwa to powód do śmiechu!

    Trudno o większe zezwierzęcenie, niż wyśmiewanie się z osoby, która oddaje hołd ofiarom ludobójstwa. Jednak to, co dla przyzwoitych ludzi jest niedopuszczalne, dla wielu, wychowanych na publicystyce wiadomej gazety, jest rzeczą naturalną

  5. 1270jaroslawkacz1 06.07.2018

    Ordynarny atak na Jarosława Kaczyńskiego. „Totalni”, chcą „odstrzelić” prezesa PiS

    Opozycjo, opamiętaj się, bo może dojść do tragedii

  6. 1270hejtlis 04.07.2018

    Tomasz Lis wyzywa premiera Morawieckiego. Pinokiusz przechodzi samego siebie

    Tomasz Lis, to bez wątpienia przykład „dziennikarza zaangażowanego”. Nic dziwnego – za swoje zaangażowanie dostaje sute wynagrodzenie od niemiecko-szwajcarskiego wydawcy „Newsweeka”, który skoro płaci, to wymaga.

  7. 1270gasiukpawlowicz222 03.07.2018

    Nie ma Petru, a gafa goni gafę. Nowoczesna nie potrafi poprawnie wpisać nazwy kraju

    Nieznajomość ortografii, zwykła niechlujność czy może brak elementarnego szacunku dla ojczyzny? Nowoczesna znowu poraża błędami.

CS157fotoMINI

Czas Stefczyka 157/2018

PDF (9,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook